• ROZGRZEWAJĄCA ZUPA – KREM Z DYNI I ZIEMNAKÓW
    Ogrzewajmy tę zimną i deszczową jesień gorącymi i aromatycznymi daniami.
    Przygotowujcie wszystko ze świeżych warzyw. Właśnie teraz dynia, ziemniaki i cebula są najpyszniejsze !
    Uwielbiam nasze świeże, polskie i zdrowe warzywa. I to one będą podstawą naszego dzisiejszego dania.
    W weekendy, kiedy mam więcej czasu, piekę dynię i przechowuję ją potem w lodówce.
    Dzięki temu, w tygodniu potrzebuję tylko 30-40 minut, aby „wjechać na stół” z gorącym daniem.
    Podam Wam przepis na bardzo szybką, i bardzo prostą „wariację dyniową”.

    SKŁADNIKI:
    – 800 – 1000 g dyni
    – 6-8 dużych ziemniaków
    – 2-3 cebule
    – 3 ząbki czosnku
    – przyprawy: sól, pieprz, po pół łyżeczki gałki muszkatołowej i imbiru,
    1 łyżeczka oregano
    – pestki dyni uprażone na patelni
    – do smażenia oliwa z oliwek

    PRZYGOTOWANIE:

    Dynię ze skórą kroimy na kawałki 3 x 3 cm. Usuwamy pestki. Kawałki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez 30 minut w temperaturze 200 stopni. Ziemniaki obieramy, drobno kroimy i gotujemy jak zwykle w osolonej wodzie. Robimy to w większym garnku, bo do niego będziemy dodawali pozostałe składniki.
    Nie odcedzamy ziemniaków !!!
    Podsmażamy na patelni pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek.
    Ostudzoną dynię, pozbawiamy skóry i dodajemy do ugotowanych ziemniaków
    pozostawionych w wodzie. Dodajemy też podsmażoną cebulę z czosnkiem.
    Całość posypujemy przyprawami i dusimy pod przykryciem około 15 minut.
    Kolejno wszystko miksujemy blenderem do uzyskania gładkiego kremu.

    Zupę podajemy gorącą z uprażonymi wcześniej pestkami dyni.

    DYNIOWA RADA !!!
    Surowa dynia znakomicie się mrozi. Pozbawiamy ją skóry i pestek.
    Kroimy w kostkę 3 x 3 cm i wkładamy do woreczków. Mrozimy.
    W kolejnych miesiącach będzie jak znalazł.
  • INDYJSKIE KROKIETY Z SOSEM TIKKA MASALA
    I znów nas naszło w weekend „na OSTRE” !
    A wszystko przez to, że od kilku dni testujemy ostre „HOT-y”, w bardzo różnych wariantach i smakach.
     
    Tajskie smaki były w poprzedni weekend. Teraz mieliśmy ochotę „na OSTRO po indyjsku”.
     Pytana o ulubiony indyjski smak, bez zastanowienia odpowiadam: Tikka Masala
    Smak tego pikantnego, rozgrzewającego sosu jest dla mnie znakomity.
    Od czego się zawsze się zaczyna nasza ochota na indyjski smak ?
    U nas zawsze tak samo … od kminu rzymskiego.
    Jego wspaniały i charakterny aromat „zniewala nasze nosy”.
    Ziarna kminu rzymskiego ucieramy na drobny pył w moździerzu,
    i zastanawiamy się co robić dalej.
     
    Tym razem nasze OSTROści zaczęliśmy od naOSTRZEnia naszych noży.
    Skorzystaliśmy ze znakomitej ostrzałki FISKARS Roll-Sharp:
    Usmażyliśmy też górę naleśników. W temacie cienkich naleśników,
    zawsze korzystam z przepisu Roberta Makłowicza:
    Miałam około 1 kg gotowanego mięsa z indyka, które pozostało mi po gotowaniu niedzielnego rosołu.
    Samego rosołu też jeszcze udało mi się „uratować” w ilości około 0,5 litra.
    Od razu wiedziałam, że robimy nasze ukochane „indyjskie krokiety”

    SKŁADNIKI:

    – KILKANAŚCIE CIENKICH NALEŚNIKÓW
    – OKOŁO 1 KG UGOTOWANEGO MIĘSA Z INDYKA
    – 2 GOTOWANE MARCHEWKI
    – 1 CZERWONA PAPRYKA
    – 4 CEBULE
    – 4 ZĄBKI CZOSNKU
    – 400 G POMIDOROWEGO MIĄŻSZU (Polpa di pomidoro)
    – 500 ML BULIONU
    – 2 ŁYŻKI JOGURTU NATURALNEGO
    – SOK Z 1/2 CYTRYNY
    – PRZYPRAWY:
    3 ŁYŻECZKI ZIAREN KMINU RZYMSKIEGO
    PO PÓŁ ŁYŻECZKI: KOLENDRY, KURKUMY, IMBIRU, GAŁKI MUSZKATOŁOWEJ, GORCZYCY, CYNAMONU, KOZIERADKI, CHILLI,
    SÓL I PIEPRZ DO SMAKU

    PRZYGOTOWANIE:

    Mięso mielimy jak na pierogi, wraz z 2 gotowanymi marchewkami z rosołu. Przekładamy je kolejno na głęboką patelnię i podpiekamy. Jeśli mięso zdaje się być zbyt suche na farsz, dodajemy gorący rosół według uznania. Do utartego w moździerzu kminu dosypujemy gałkę muszkatołową, imbir, kurkumę i kardamon. Mieszamy i przyprawiamy mięso.
    Kolejno dodajemy suszoną  kolendrę i  kozieradkę. Na drugiej patelni podsmażamy 4 duże, pokrojone w kostkę cebulę.
    Połowę porcji cebuli dodajemy do mięsa. Druga część cebuli będzie potrzebna do sosu Tikka Masala. Zawijamy farsz w naleśnikach, tak jak się to robi z krokietami. (kiedy jemy od razu, często nakładam farsz na 4-tą część naleśnika
    i składam je tylko na 4). Resztę zwijam jak krokiety, bo tak zawinięte, łatwiej jest później podgrzać czy podsmażyć.
    Krokiety mamy gotowe. Czas zabrać się za sos. Drobno pokrojoną paprykę podsmażamy na patelni. Dodajemy pomidorowy miąższ i wcześniej podsmażoną cebulkę. Ząbki czosnku przeciskamy przez praskę i dodajemy do sosu.
    Powoli doprowadzamy do zagotowania. W moździerzu ucieramy kmin rzymski i gorczycę. Przyprawiamy sos.
    Dodajemy też sok z cytryny i całość chwilkę gotujemy.  Przyprawiamy imbirem, cynamonem, kurkumą, kardamonem, solą, pieprzem i odrobiną chilli. Dodajemy jogurt i mieszamy. Gotowy sos miksujemy blenderem. Podajemy go z gotowymi krokietami.
    !!! SMACZNEGO INDYJSKIEGO !!!
    ! GORĄCEGO, JESIENNO-ZIMOWEGO !

  • CHOĆ PAŹDZIERNIK, TO „LIŚĆ-OPADŁ”
    Duże amplitudy dziennych i nocnych temperatur, oraz bardzo suche wrześniowe tygodnie spowodowały 
    nagły wysyp żółtych „pieg” na naszym trawniku. Pięknie wyglądają, ale osłabiają trawnik pozbawiając go światła
    i właściwej cyrkulacji powietrza.
     
    Tych, którzy nie mają co grabić, a mają ochotę na chwilę jesiennej refleksji zapraszam tutaj:
     
     
     
    Zawsze grabimy liście „na bieżąco”, ze względu na ich ogromną ilość. Mamy 400 m2 lasku brzozowego, 
    z którego każdej jesieni wprost się sypie ! Nie mogliśmy czekać do pierwszych przymrozków, które byłyby bardzo pomocne. Dlaczego pomocne ? 
    Po pierwszych przymrozkach,  liście są sztywne i zwyczajnie łatwiej się grabi. 
     
     
    Mobilizujemy się i pracujemy. W grupie siła !!! 
     
    Nie chcemy problemów na wiosnę ! Jakie problemy mam na myśli ?
     
    1. Pamiętajcie, że nieprzycięta przed zimą trawa,
    sprzyja rozwojowi różnych chorób trawnika. 
    Istotnym jest, aby ostatnie koszenie było na znacznie
    wyższym niż w lecie ustawieniu ostrzy.
     
    2. Niezgrabione liście, pozostawione na wiele tygodni,
    pod wpływem niskich temperatur i wilgoci będą gniły.
    Sprzyjają rozwojowi jednej z najgroźniejszych chorób trawnika,
    pleśni śniegowej, która znakomicie się rozwija zimą,
    właśnie pod pozostawionymi na trawniku liśćmi.
     
     
    Także nie ma co się zastanawiać. Grabimy, grabimy … żwawo.
    A wiecie, że wszystkie typy grabi nadają się się do liści ?
    My od lat używamy grabie FISKARS.
    Trwałe, niezniszczalne i niezwykle lekkie !
    W przenoszeniu lisci, pomaga nam składany i równie lekki kosz Fiskars, Solid™ PopUp Garden Bag.
     
     
      A co robimy z suchymi, zgrabionymi liśćmi ?
     
     
    1. Przenosimy je do kompostu, przesypując je warstwowo ziemią i skoszoną trawą.
     
    2. Ogromną ich część wykorzystujemy do ściółkowania rabat. Dzięki temu, znacznie ograniczamy rozwój chwastów.
     
      
    Trawnik znów zielony !!!
     
      
     
    Przed nami prawdziwy „liść-opadł”. On nas już nie będzie oszczędzał, ale nie straszny nam jesieni czas !!!
     
    Czekamy na nową dostawę liści !

  • PUDROWE, RÓŻOWE, BURGUNDOWE … MOJE PAŹDZIERNIKOWE LOVE …
    WIWAT PIĘKNE, PASTELOVE, JESIENNE DNI !!!
    jeśli ogród, to kwiaty,
    jeśli kwiaty, to hortensje,
    jeśli hortensje, to wrzesień
    jeśli wrzesień, to październik !
     jeśli białe, to różowe,
    jeśli różowe to bordowe,
    jeśli bordowe, to burgundowe,
    moje październikowe LOVE !!!
    Myślałam, że nasz ogród jest najpiękniejszy we wrześniu. Tegoroczny październik każe mi to zweryfikować.
    Kocham wiosnę i kolorowe lato w naszym ogrodzie, ale zobaczcie te październikowe kolory !
    Jestem wniebowzięta i zauroczona  do granic możliwości !!!
    W zeszłym roku o tej porze, byliśmy już po pierwszych przymrozkach,
    które zabrały ze sobą piękne, pasteLOVE kolory. A teraz ? A teraz cieszcie się ze mną !!!
    Energią i optymistycznymi kolorami.
    WIWAT PIĘKNE, PASTELOVE, JESIENNE DNI !
    CUDNA CHWILO TRWAJ !!!

     
  • Echinacea „Avalanche” – moje białe księżniczki …
    O jeżówkach zwykle rozpisuję się latem. Na naszych słonecznych rabatach, rozlewa się wtedy
    morze tych prześlicznych, wielokolorowych kwiatów. Dominują głównie różowe, bo to najtrwalsza,
    i doskonale rozmnażająca się z nasion odmiana. A dziś, skupię się tylko na białych.
    Moje ulubione to Echinacea purpurea ‚Avalanche’ i Echinacea purpurea ‚Alba’.
    Biel zdecydowanie przeważa w naszym ogrodzie. Kiedy dokupujemy nowe gatunki czy odmiany
    bylin, krzewów , zawsze sięgamy po białe. W głowie mamy zawsze biały kolor kwiatów,
    i zwykle kupujemy białe, przede wszystkim  białe…
    Mamy już październik. Wdarł się do naszych ogrodów z całkiem porządnym impetem !!!
    Pierwszego dnia miesiąca od rana, darował nam jeszcze kilka słonecznych godzin,
    ale potem było już tylko coraz zimniej i ciemniej. Tak jest do dziś.
    Na szczęście na rabatach jeszcze sporo kwiatów, a wśród nich białe jeżówki.
    Posadzone w towarzystwie perowskiej, miskantów i rozplenic, prezentują się wciąż znakomicie.
    Zachwycają mnie romantycznym wyglądem i ślicznymi żółto-pomarańczowymi, „jeżowymi  łepkami”.
    Oprócz mnie, tradycyjnie uwielbiają je ślimaki, którym staram się ograniczać do nich dostęp.
    Szczególnie dotyczy to młodych liści i kwiatów. Przystaję przy jeżówkowych rabatach dość często.
    Lubię nacieszyć się ich widokiem. Ich prosta, nienachalna uroda,
    wraz z ciekawym zestawieniem bylinowym, bardzo mnie urzekają. Chodzę do nich codziennie.
    Wiem, że już w końcówce października, ich płatki zbrązowieją i obwisną.
    Dopiero całkiem suche, pokryte pierwszym szronem kwiatostany,
    znów będą mnie zachwycały. Zawsze pozostawiam ich suche łodygi z nasionami na zimę.
    Różowe pięknie się rozsieją, i dostarczą mi wiosną masy nowych, zdrowych sadzonek.
    Białe, rozrosną się pięknie w swoich kępkach. Odmiany które posiadam, nie mają w zwyczaju się rozsiewać,
    więc jeśli tylko znajduję dla nich nowe miejsce, dokupuję je TUTAJ.
    Zobaczcie ile słońca, ile letniej energii mają w sobie białe jeżówki w październiku.
    Wprawne oko każdego ogrodnika z pewnością zauważy
    na poniższych zdjęciach 2 „nieproszonych gości”.
    Zachęcam Was do sadzenia bylin późnego lata i jesieni.
    Tak pięknie można rozświetlić jesienny świat ich kolorami.
    Tak pięknie można namalować kwiatami, pastelowe, kwiatowe obrazy w ogrodzie.
    Polecam Wam tę „formę artystyczną” i życzę Wam masy, dobrej październikowej energii.
    Szukajcie jej przede wszystkim w ogrodzie !!!
  • TAJSKIE CURRY Z KREWETKAMI I POMIDORAMI

    Umówiliśmy się z przyjaciółmi na „tajski wieczór”. Co to oznacza ? To oznacza, że wspólnie gotowaliśmy i spędziliśmy ten czas głównie w kuchni. Znów zatapialiśmy się w tajskich smakach. Gotowaliśmy, smakowaliśmy, wąchaliśmy i przyprawialiśmy.

    Uwielbiam taki czas.  Pełen gwaru, śmiechu, cudnych emocji i „błąkających się po domu” egzotycznych zapachów.

    Robiliśmy tajski krem z dyni na bazie mleka kokosowego, podanego wraz ryżem z podsmażanymi warzywami.
    Pod koniec wieczoru, zjedliśmy na naszym ogrodowym tarasie  znakomite, gorące curry z krewetkami i pomidorami.
    Dziś zajmiemy się właśnie tym przepisem:
    SKŁADNIKI:

    – 200 G KREWETEK KOKTAJLOWYCH
    – 400 ML MLEKA KOKOSOWEGO
    – 2 CZUBATE ŁYŻECZKI CZERWONEJ PASTY CURRY
    – 1 ŁYŻKA OLEJU KOKOSOWEGO
    – 2 ŁYŻKI SOSU RYBNEGO
    – 400 G POMIDORKÓW KOKTAJLOWYCH (LUB 3 POMIDORY MALINOWE)
    – 1 CEBULA
    – 100 G RYŻU
    – SOK Z 1/2 LIMONKI
    – TAJSKA BAZYLIA (ŚWIEŻA LUB 2 CZUBATE ŁYŻECZKI „Thai basil”)
    – KURKUMA, CYNAMON, IMBIR, GAŁKA MUSZKATOŁOWA, SÓL I PIEPRZ DO SMAKU

    PRZYGOTOWANIE:Pomidorki koktajlowe wyparzamy i obieramy ze skóry. Kroimy je na połówki.

    Pomidory malinowe pozbawiamy skóry, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w drobną kostkę. Ryż gotujemy „na sypko” i pozostawiamy do ostudzenia. Na patelni typu wok podgrzewamy olej kokosowy i podsmażamy na nim przez chwilę pastę curry. Dodajemy drobno pokrojoną cebulkę i podsmażamy. Jeśli planujecie używać mrożonych krewetek,
    należy je wcześniej umieścić w zimnej wodzie, gdzie będą się rozmrażały około 1 godziny.  Wrzucamy krewetki na patelnię i podsmażamy całość przez kilka minut, mieszając je tak, aby połączyły się z pastą. Polewamy je sosem rybnym i posypujemy śmiało przyprawami. Skrapiamy je sokiem limonki. Dodajemy mleko kokosowe i doprowadzamy do jego zagotowania. Kolejno dodajemy pomidory, które tylko przez chwilę muszą się „ogrzać” w sosie. Dodajemy ryż i całość delikatnie mieszamy podgrzewając danie. Teraz czas na świeże zioła…
     

       Pamiętajcie o niezwykłej roli świeżej, tajskiej bazylii w tym daniu. Ma ona cudowny, lekko słodkawy,
    cytrynowo-anyżowy aromat i wyjątkowy smak.

    Jeśli nie macie świeżej, tajskiej bazylii, dodajemy 2 czubate łyżeczki „Thai basil” ze słoiczka.
    Wlewamy danie do miseczek i zabieramy się do degustacji !!!
    Danie oszołamia smakami. Lekko pikantne, lekko słodkie, niezwykle aromatyczne, zachwyca nutami
    tajskiej kuchni.

     SMACZNEGO TAJSKIEGO !!!

  • TAJSKA ZUPA-KREM Z DYNI Z MLEKIEM KOKOSOWYM

    To moja kolejna kulinarna wariacja na temat dyni. Propozycja do odważniejszych smakoszy. Tę wersję kremu z dyni polecam wielbicielom tajskich smaków. Nie będę ukrywać! Dawno temu uzależniliśmy się od zapachu i smaku mleka kokosowego. W połączeniu z ostrą nutą pasty curry, stanowi dla nas wprost idealny duet !
    Polecam Wam tę lekko pikantną i rozgrywającą zupę – krem na zimne, jesienne wieczory !

    SKŁADNIKI:

    – 600 G UPIECZONEJ DYNI
    – 400 ML MLEKA KOKOSOWEGO
    – 2 CZUBATE ŁYŻECZKI ŻÓŁTEJ PASTY CURRY
    – 400 G POMIDOROWEGO MIĄŻSZU (Polpa di pomidoro)
    – 500 ML BULIONU
    – 1 ŁYŻKA OLEJU KOKOSOWEGO
    – TAJSKA BAZYLIA (ŚWIEŻA LUB W SŁOICZKU)
    – KURKUMA, CYNAMON, IMBIR, GAŁKA MUSZKATOŁOWA, SÓL I PIEPRZ DO SMAKU

    PRZYGOTOWANIE:

    Dynię ze skórą kroimy na kawałki 3 x 3 cm.

    Usuwamy pestki. Kawałki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
    Pieczemy przez 30 minut w temperaturze 200 stopni. Ostudzoną dynię, pozbawiamy skóry.

    Na patelni typu wok, rozpuszczamy olej kokosowy. Dodajemy pastę curry i podsmażamy ją przez chwilę. Dodajemy dynię i podgrzewamy przez chwilę. Dodajemy pomidorowy miąższ. Przyprawiamy do smaku. Następnie dodajemy mleko kokosowe i całość doprowadzamy do zagotowania. Dodajemy powoli gorący bulion. On odpowiada za to, żeby krem nie był zbyt gęsty. Całość miksujemy do momentu uzyskania gładkiego, pomarańczowego kremu. Podajemy gorącą zupę, z drobno posiekanymi listkami tajskiej bazylii.
    PORADA: Jeśli nie mamy świeżej, tajskiej bazylii,  dodajemy 2 czubate łyżeczki „Thai basil” ze słoiczka.
    W gotowaniu, jak zawsze pomagały nam akcesoria firmy FISKARS.  Proste, szybkie, nowoczesne gotowanie !!!

     

  • LASEK BRZOZOWY WZYWA NAS !
    Kiedy 12 lat temu kupowaliśmy naszą ziemię, należący do wytyczonego terenu lasek brzozowy o powierzchni 400 m2
    przyprawił nas o zawrót głowy.

    Nie mogliśmy się powstrzymać się od zachwytów. Żadna z okolicznych działek nie miała tak ładnego, młodego i zwartego lasku. Do dziś, każdej wiosny pierwsze, zieleniejące listki powodują u każdego szybsze bicie serca.

    Latem, nawet lekki wiatr, szemrze pomiędzy gałęziami przeróżne, ogrodowe historie. Jesień, złoci się swą żółcią liści i pięknymi piegami na trawniku. Bezlistna zima podkreśla piękne, strzeliste sylwetki naszych brzóz,
    które każdego roku, coraz mocniej wyciągają się ku niebu. Odwiedzający nasz ogród zwykle zwracają uwagę
    na jego unikalną, naturalną urodę. Niemal każdego tygodnia czytam Wasze komentarze,
    pełne zachwytów nad naszymi brzozami. Ze swojej strony,  poświeciłam dużo uwagi planowaniu
    i projektowaniu rabat pod brzozami. Zależało mi, aby rośliny z nowych nasadzeń,
    w naturalny sposób komponowały się z laskiem, a nawet, tworzyły z nim całość.
    I właśnie tę całość musimy brać pod uwagę w trakcie całego roku.
    Brzoza stała się ostatnio dość popularna i spotyka się ich sporo,
    w założeniach nowoczesnych, czy naturalistycznych ogrodów.
    Czy wszyscy mają świadomość, jakie są konsekwencje sadzenia tak dużych drzew ?
    Posiadanie lasku i dużego ogrodu, równa się zdwojonym wysiłkom nad pielęgnacją całego terenu.
     Nie tylko pielimy i porządkujemy rabaty, czy trawnik. To samo dotyczy lasku. Mało tego, teraz to już nie lasek …
    … to kilkadziesiąt drzew, którym mamy obowiązek zapewnić odpowiednie warunki do wzrostu.
    Musimy o nie dbać tak, jak o pozostałe nasadzenia w ogrodzie. A może nawet bardziej. Do rzeczy.
    Wiedzieliśmy, że nasz lasek jest zbyt gęsty. Obserwowaliśmy, że brzozy nie rosną równomiernie,
    i konieczna jest częściowa „wycinka”. Chcieliśmy pozostawić najsilniejsze egzemplarze,
    pozbawiając ich masy młodych drzewek, które wzajemnie się osłabiały. Pojedyncze sztuki chorowały.
    Wiosną zaprosiliśmy do ogrodu inspektora nadzoru ds. pielęgnacji i ochrony drzew.
    Zaplanowaliśmy i oznaczyliśmy drzewa do wycinki. Uzyskaliśmy zgodę i piły poszły w ruch.
    Uporządkowaliśmy cały teren lasku. Po tym zabiegu nasz lasek „zaczął oddychać”.
    Wygląda teraz przepięknie, ale prace pielęgnacyjne przywołują nas każdego weekendu.
    Dlaczego ?
    A dlatego, że z części pozostawionych systemów korzeniowych odrastają młode egzemplarze.

    A przecież nie taki był plan. Co z tym robimy ?

    Część wycinamy sekatorem, część podkopujemy wraz z korzeniami.

    Systematycznie usuwamy, grabimy i wynosimy.

    W sumie, to miłe obowiązki na świeżym powietrzu. Do wszystkich prac ogrodowych,
    wykorzystujemy nowoczesne narzędzia ogrodowe firmy Fiskars.
    Lekkie i niezwykle trwałe grabie uniwersalne Fiskars Solid™
    pomagają nam szybko zgrabić suche liście, i zebrać usunięte siewki brzóz.
    Wszystko trafia do kosza Fiskars, Solid™ PopUp Garden Bag,
    o pojemności aż 172 litrów !!! Rozłożony, ma 70 cm wysokości, i  średnicę 56 cm. Jest naprawdę pojemny.
    Znakomicie sprawdza się podczas porządkowania naszego lasku
    i przylegającej części trawnika i ogrodu. Wykonany z wysokiej jakości tworzywa
    odpornego na rozdarcie, czy pleśń. Zachwyciła mnie niezwykła łatwość w jego składaniu i rozkładaniu,
    dzięki bocznym zaczepom. Waży tylko 1250g, i po złożeniu, jest grubości kilku centymetrów.
    Teraz nie musimy już korzystać z taczek, czy plastikowych pojemników, oraz wiader.
    Liście, chwasty i gałązki trafiają do kosza Solid™, który z powodzeniem zastępuje je wszystkie.
     
    Po skończonej pracy, złożony i powieszony na ścianie, nie zajmuje ani kawałka podłogi w składziku ogrodowym.
    Lekki i praktyczny, stanowi znakomite rozwiązanie dla każdej nowoczesnej ogrodniczki i ogrodnika !
    W najbliższą sobotę, znów idziemy sprawdzić, ile nowych siewek uszykował dla nas nasz lasek.
    Ogrodowe prace kołem się toczą. Będziemy usuwać, grabić i wynosić.
    Trzeba też zadbać o trawnik, bo liściowych, „żółtych pieg” coraz więcej…
    Do miłego, zielono-żółtego !!!
  • DZIŚ W NOCY ZNÓW BYŁAM NA KSIĘŻYCU …
    Od czasu do czasu lubię „zajrzeć na Księżyc”. Ostatnio byłam tam 2 lata temu.
    Wczorajszej nocy znów postanowiłam się tam wybrać. Nie śledzę wszystkich pełni Księżyca.
    Dodatkowo, nie zawsze mam siłę stać w nocy godzinę lub dłużej wpatrzona w niebo,
    szczególnie, że w ciągu tygodnia trzeba wstawać bardzo wcześnie. Kiedy miałam sobotę na horyzoncie, miły, długi  wieczór za sobą, nie spieszyło mi się spać. Chwyciłam za aparat. Energia mnie rozpierała…może to była „księżycowa energia”. W każdym razie Księżyc ma się dobrze i wyglądał tak:
    Miłego weekendu wszystkim życzę !
    Teraz lecę do ogrodu. Popołudnia choć ciągle jeszcze cudownie ciepłe,
    to niestety coraz krótsze. Będziemy przycinać, podcinać, porządkować, pielić…
    Innymi słowy: przyjemne z pożytecznym.
    Fitness za darmo i na świeżym powietrzu !!!
  • JESIENNA „INWESTYCJA” Z WIOSENNYM ZYSKIEM
    Kiedy trawnik zaczyna się obsypywać „żółtymi piegami”,
     w mojej głowie natychmiast zapala się CEBULOWA LAMPKA.
    Obchodzę ogród dookoła i włączam sobie w głowie film  pt: „Jak ta rabata wyglądała wiosną?”
    Efektem zeszłorocznej przechadzki był mój refleksyjny post:
    DROBNE CEBULOWE ZAKUPY, po którym dostałam sporo Waszych wiadomości.
    Co ciekawe, nikt z Was nie zaprzeczył definitywnie mojej tezie,
    o corocznym  „znikaniu” tulipanów z ogrodu. I w tym roku też będę się trzymała postanowienia.
    Dokupuję tylko krokusy, szafirki, narcyzy i czosnki. One wiernie towarzyszą mojemu „ogrodowaniu” od lat,
    i za to je kocham!
    Allium aflatunense „Purple Sensation”
    Jeśli dokupię tulipany, to tylko do donic. Nie odczuwam ich braku, bo mam kilka tulipanowych miejsc w ogrodzie.
    Zwykle jesienią dostaję ich cebule w prezencie. To mi wystarcza. W zeszłym roku dostałam żółte i czerwone, były przepiękne:
    Ciekawe, czy „pojawią” się również kolejnej wiosny. Siak czy owak, czas się już powoli zastanowić i zaplanować… zakupy i nasadzenia.
    Kilka dni temu udało mi się upolować w dobrej cenie pomarańczowe krokusy „Orange Monarch”.
    Mam ogromną nadzieję, że one będą rzeczywiście „orange”, bo jasne i ciemne żółte już mam.
    Ucieszyłby mnie taki piękny pomarańcz wiosną. Bardzo lubię energię tego koloru.
    Koniec tych refleksyjnych przemyśleń. Czas zapracować sobie na kolejny sezon.
    Do dzieła !!!
    Powoli wybieramy ziemię z zeszłorocznego kompostu. Część wykorzystam na kopczyki pod róże,
    a część, jak zwykle wykorzystam do jesiennych nasadzeń. Podsypię rośliny, które potrzebują jesiennego nawożenia.
    Cebulowym … oczywiście „też się dostanie”.
    Podłoże przygotowane. Dzięki średniemu szpadlowi Xact firmy FISKARS,
    z łatwością przekopałam lekką ziemię kompostową, z moją ciężką i twardą gliną.
    Krótszy trzonek jest przeznaczony dla osób  mojego wzrostu
    (155-175 cm). Mam całe 165 cm ! Wytrzymała ostra głowica, ma stopkę antypoślizgową.
    Ale wygoda !!! Cebulki rozłożone starannie przed wsadzeniem,
    kolejno lądują w dziurkach na głębokości
    równej ich podwójnej wielkości:
     
    Już czekam na wiosnę i jej wyjątkową „cebulową urodę”.
    W naszym ogrodzie, będzie ona miała wielokolorową urodę…
    A jakie są Wasze plany ? Pamiętajcie:
    „Kto jesienią popracuje,
    ten na wiosnę się raduje!” Pamiętajcie, aby sadzić cebulowe tak, aby były dobrze widoczne przez okna. To będą nasze najpierwsze kwiaty,
    często przebijające się przez kołderkę śniegu. Nie będziemy jeszcze wokół nich spacerować, a przez okno można na nie spoglądać w każdej wolnej chwili. Ja mam ich najwięcej na brzegach rabat, w przedogródku i przy ścieżkach.

    Jeśli macie obawy jak poradzicie sobie wiosną z usychającymi liśćmi cebulowych mam dla Was dedykowany  post w tej sprawie.

    Zajrzyjcie tu: PLECIEMY WARKOCZE

    Crocus Botanical Blue