• KOKOSOWY KOKTAJL Z MANGO
    Mango – jest dla mnie esencją egzotyki.
    Jego zapach mnie zachwyca,
    a jest dopiero zapowiedzią prawdziwie niebiańskiego smaku.
    Kiedy kupicie te owoce i wydają się Wam być niezbyt dojrzałe, 
    pozostawcie je w ciemnych papierowych torebkach na kilka dni. 
    Mango musi byś dojrzałe,
    aby udało się z niego „wyciągnąć” pełnię smaku i aromatu.
     
    Uwielbiam wszelkie musy i sorbety z mango.
    Im chłodniejsze, tym smaczniejsze.
    Często pijamy koktajle. Są nieodłączną częścią naszej diety.
    Przypomnę Wam przepisy na nasze ulubione smaki i połączenia:
     
     
     
     
    Kokosowy koktajl, na który chcę Was dziś namówić,
    ma nieco więcej egzotycznych smaków.
    Właśnie smak kokosu, staje się kolejną,
    intrygującą nutą na podniebieniu.
    Jeśli tylko lubicie słodki kokos i smak nieco cierpkiej limonki,
    pokochacie ten koktajl.
    Ma on wspaniale wyważone słodkie i kwaśne smaki.
    Do dzieła  !!!

    SKŁADNIKI:

    – 2 dojrzałe owoce mango
    – 400 ml mleczka kokosowego (wstrząsnąć dobrze przed otworzeniem puszki)
    – sok wyciśnięty z 1 limonki 
    – 250 ml soku jabłkowego 
    – kilkanaście kostek lodu

    Mleczko kokosowe i sok jabłkowy
    dobrze jest wcześniej schłodzić w lodówce.
    Mango obieramy ze skórki i obkrawamy miąższ od pestki. 
    Mango nie odchodzi od pestki,
    tak jak np. dojrzałe brzoskwinie, czy nektarynki.  
    Wszystkie składniki oprócz lodu blendujemy w wysokim dzbanku,
    aż do uzyskania gładkiego koktajlu (bez kawałków mango). 
    Na koniec dodajemy kostki lodu, ponieważ ten koktajl musi być zimny !
     
    SMACZNEGO EGZOTYCZNEGO!!!  

     

     

     

  • MILA OGRODOWA NIESPODZIANKA

    Posiadanie ogrodu, to nie tylko miłe, zimowe rozmyślanie i planowanie nasadzeń.
    Posiadanie ogrodu, to nie tylko wiosenna radość z każdego, nawet najmniejszego kwiatka.
    Posiadanie ogrodu, to nie tylko cudowne zakupy wymarzonych roślin.
    Posiadanie ogrodu, to nie tylko projektowanie i komponowanie nowych rabat.

    Posiadanie ogrodu, to przede wszystkim dziesiątki, a może raczej setki godzin rocznie,
    poświęconych na pielęgnację tego rajskiego miejsca, które sami sobie stworzyliśmy.
    To bardzo ciężka, fizyczna praca. Często okupiona bólem i kontuzjami.

    Tym bardziej cieszy, kiedy efekty naszej pasji są doceniane przez profesjonalistów.
    I to jakich profesjonalistów !!! Drugi rok z rzędu nasz ogród został dostrzeżony i wyróżniony przez Carolyn Mullet.
    To jedna z najbardziej rozpoznawalnych projektantek i wielki autorytet ogrodowego designu w USA i na świecie.
    Organizuje również międzynarodowe wyprawy dla pasjonatów ogrodów. Odwiedziła już chyba wszystkie najpiękniejsze ogrody na świecie. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Takie wyróżnienie musi cieszyć. I cieszy.
    Warto było tak ciężko pracować i tworzyć ogrodowe kompozycje przez minione 11 lat.
    Samodzielnie tworzymy to miejsce krok po kroku, rok po roku.
    Z uporem, zawzięciem i często potem szczypiącym w oczy. Nic by się nie udało bez ogromu pracy i wzajemnego wsparcia. Nic by się nam nie udało bez Magdaleny i Pawła Gardulskich
    ze szkółki roślin FUNKIE
    (nazwa powyżej jest linkiem do sklepu internetowego FUNKIE.PL)
    Od lat dostarczają nam znakomite byliny, krzewy i drzewa.
    Profesjonalną ekipę ogrodniczą gościliśmy w ogrodzie tylko dwa razy.
    Z okazji zakładania nawadniania kropelkowego i  przy okazji montażu oświetlenia.
    Całą resztę robimy sami. W ramach gimnastyki, jogi i innych takich zajęć ruchowych.
    I po tych wielu latach, każdemu polecamy taki styl życia. Bo dla nas to już nie jest tylko ogród i ciężka praca.
    To styl życia, który od lat wiedzmy. Bo my, żyjemy w ogrodzie, a w domu tylko śpimy.
    Zgodnie z tym, co kiedyś powiedział Jim Long:

    „I live in the garden;

     I just sleep in the house.”

  • SALATKA Z FASOLKI SZPARAGOWEJ
    Musze się z Wami podzielić tym przepisem, bo jest on znakomitą alternatywą dla fasolki na ciepło,
    często podawanej w naszej polskiej kuchni „pod tartą bułeczką”. Jemy ją latem co kilka dni.
    Sezon na fasolkę szparagową w pełni. Młodziutka, zielona, chrupiąca i niezwykle zdrowa !!!

    Niektóre profesjonalne źródła internetowe zaliczają fasolkę szparagową do grona najzdrowszych warzyw świata.

    Jest doskonałym źródłem witamin A, C, K, witamin z grupy B, potasu, magnezu oraz żelaza.
    Ponadto, zawiera także sporo błonnika pokarmowego – 3g na każde 100g fasolki.
    Warunkuje on prawidłową pracę układu pokarmowego i obniża poziom złego cholesterolu.
    Błonnik zmniejsza też wchłanianie tłuszczu, a także ma działanie przeciwnowotworowe.
    Co potrzebujemy na pyszny letni posiłek ?

    SKŁADNIKI SAŁATKI:

    – 1 KG ZIELONEJ FASOLKI SZPARAGOWEJ
    – 3-4 POMIDORY
    – 2 ŚREDNIE CEBULE
    – SER TYPY WŁOSKIEGO (np. Capri, Mozzarella)
    – NATKA PIETRUSZKI
    – OLIWA Z OLIWEK
    – SÓL, PIEPRZ (do smaku)

    Fasolkę gotujemy al dente. Nie może być nazbyt rozgotowana, bo będzie się rozpadała w sałatce. Studzimy i każdą fasolkę kroimy na 2-3 części. Ona pierwsza trafia do dużej miski (spory rozmiar ułatwia potem mieszanie składników)
    Pomidory pozbawiamy skóry (poprzez wyparzenie) i kroimy w 2 cm kostkę. Wrzucamy na fasolkę. Solimy je i pieprzymy do smaku. Kolejno dodajemy bardzo drobno pokrojoną cebulkę. Ser kroimy również w 2 cm kostkę i dodajemy do pozostałych składników. Całość posypujemy zieloną pietruszką i polewamy obficie oliwą z oliwek. Delikatnie mieszamy dużą łyżką. Dosalamy jeśli potrzeba. Jeśli mamy czas, można sałatkę odstawić na około 30 min. do lodówki. My zwykle nie dajemy rady czekać … To nasza ulubiona i jakże pyszna, letnia sałatka.

  • MOJE OWOCOVE LOVE Z OGRODU
    Sobotni poranek.
    Przez otwarte okno, budzą mnie niezwykle aktywne wilgi.
    Roztańczone, rozśpiewane zabawnie hałasują w naszym brzozowym lasku.

    Jakże one egzotycznie cudne.  Co roku spędzają u nas lato.

    W tym sezonie jest to „7 osobowa” rodzinka. Aktualnie, rodzice uczą swoje  młode i latać i śpiewać.
    Pewnie z początkiem września, jak zwykle opuszczą nas tak nagle, jak nagle z początkiem maja się pojawiają.
    Oczom nie wierzę … 7.30 rano, a na termometrze już 26 stopni. Jaki to będzie dzień ? Planowałam prace w ogrodzie.
    Mam do wypielenia 2 duże rabaty. Częste opady ponownie „zaktywizowały” znienawidzone przeze mnie
    do granic możliwości CHWASTY. Ale wiem, że w taki upał nie dam rady. Muszę się oszczędzać.
    Po 2, czy 3 godzinach było już 29 stopni, potem już 32… Zrobiłam sobie mały spacerek po ogrodzie.
    Z czym wróciłam ? Spójrzcie:
    Nasz ogród nie jest wielkim, owocowo-warzywnym rajem. Mamy kilka krzaków porzeczek, borówki, agrest,
    jeżyny i całkiem spory maliniak. Wszystko to w jednym z narożników ogrodu,
    tak, aby nie burzyć „kwiatowego” porządku naszego raju, ale tak, aby cieszyć się letnim smakiem własnych owoców.
    Uroczo jest zebrać rankiem miseczkę malin na lekkie, owocowe śniadanie. Jeszcze lepiej zebrać miskę malin, na wspaniałe malinowe ciasto. Tak też zrobiłam. Nie wyobrażam sobie naszego lata bez pewnego malinowego smakołyku:
    Będę go piekła jeszcze przez wiele letnich tygodni,
    bo mamy i wczesne, i bardzo późne odmiany malin.
    To ciasto smakuje równie znakomicie z jeżynami, czy borówkami.
    Jeżyny mamy rozpostarte na ogrodzeniu w dwóch miejscach w ogrodzie.
    Ciepłe, słonecznie miejsce zapewnia słodycz tych pysznych owoców.
    Zaś kilka krzaczków borówek amerykańskich rodzi nam każdego roku
    masę słodziutkich, niebiańsko-niebieskich kuleczek.

    A jakie Wy macie owoce w ogrodzie ?
    Nie trzeba przecież zakładać wielkiego sadu, żeby zbierać w koszyczek swoje owoce w letnie poranki.
    Jest teraz tyle ciekawych i interesujących odmian, które możemy hodować w ogrodzie,
    czy też na balkonie w donicach lub skrzyniach. Wiele z nich ma znakomite właściwości zdrowotne.
    Kocham takie letnie „bomby witaminowe”.

    Pozdrawiam i przesyłam OWOCOVE LOVE
  • MALINOVE LOVE
    Tak, to jest nasze letnie:
    MALINOVE LOVE
    Przepis powinnam już przepisać na nowa kartkę, bo plamy od masła powoli zamazują tusz sopockiego pióra.
    Należało ono do pewnej eleganckiej starszej Pani, która podzieliła się ze mną kilkoma niebiańskimi przepisami.
    Od lat piekę jej szarlotkę pod pierzynką, porzeczkowca,
    tort makowy oraz właśnie „maliniaka pod miękką kołderką”…
    Czasem pytała mnie, co skryjemy pod kołderką: maliny, jeżyny, czy borówki ?
     Osobiście najbardziej przepadam za malinową wersją.
    Lekko kwaskowate, ciepłe owoce znakomicie komponują się
    z aromatycznym ciastem i słodką pianką.
    To ciasto, w identycznej wersji z borówkami serwuje jedna z warszawskich kawiarni na Starym Mieście w Warszawie.
    Minęło już ponad 20 lat, od tamtych „sopockich czasów”,
    a kiedy rano w naszym maliniaku nazbieram większą miseczkę owoców, natychmiast wiem, że piekę moje ulubione malinove love…

     

     
    SKŁADNIKI NA CIASTO:
    – 3 SZKLANKI MĄKI TORTOWEJ
    – 1 SZKLANKA DROBNEGO CUKRU
    – 1 DUŻY CUKIER WANILIOWY (16 g)
    – KOSTKA MIĘKKIEGO MASŁA (250 g) (kiedyś takie duże były…)
    – 6 ŻÓŁTEK
    – 1 CZUBATA ŁYŻECZKA PROSZKU DO PIECZENIA
    – ODROBINA BUŁKI TARTEJ
    SKŁADNIKI NA SŁODKĄ PIANKĘ:
    – 6 BIAŁEK (najlepiej schłodzonych w lodówce)
    – 1 CZUBATA SZKLANKA CUKRU
    – 2 PŁASKIE ŁYŻECZKI MĄKI ZIEMNIACZANEJ
    SKŁADNIKI NA KRUSZONKĘ:
    – 4 ŁYŻKI MĄKI TORTOWEJ
    – 2 ŁYŻKI DROBNEGO CUKRU
    – 2 ŁYŻKI MIĘKKIEGO MASŁA
    – 1 ŁYŻECZKA KWAŚNEJ ŚMIETANY
    – 1 MAŁY CUKIER WANILIOWY
    OWOCE: WG MNIE NAJLEPSZE MALINY LUB JEŻYNY – OKOŁO 400-500 GRAM
    PORCJA NA BLASZKĘ: OKOŁO 25-30 x 40 CM
    Na blaszce rozkładam papier do pieczenia.
    W misce zagniatam ręcznie wszystkie składniki ciasta.
    Obok, w drugiej małej miseczce zagniatam składniki kruszonki.
    Gładką, żółciutką kulę przekładam do woreczka foliowego
    i schładzam w zamrażalniku przez około 30 minut.
    To samo robię z ciastem na kruszonkę. Po co ?
    Po to, żeby łatwo chciało się utrzeć na tarce o grubych oczkach.
    Robię to z wszystkimi kruchymi ciastami, które piekę pod owocami.
    Po 30 minutach, ścieramy ciasto na przygotowaną blaszkę.
     
    Podpiekamy ciasto w piekarniku rozgrzanym do temperatury 170 stopni przez 20 minut.
    Wyjmujemy i pozostawiamy do ostygnięcia.W tym czasie na najwyższych obrotach ubijamy białka. Do sztywnej piany powoli dodajemy cukier i dalej ubijamy.  Na koniec dodajemy łyżeczkę mąki ziemniaczanej i jeszcze chwilkę miksujemy.
    Upieczony i schłodzony spód ciasta posypujmy cieniutką warstwą bułki tartej. Kolejno układamy owoce.
     

    Ja układam warstwę malin, maksymalnie na wysokość 1-2 owoców.
    UWAGA ! Zbyt duża ilość owoców spowoduje rozmoczenie spodu ciasta.
    Na owocach delikatnie rozprowadzamy pianę. Teraz, bezpośrednio na piankę ucieramy kruszonkę.
    U mnie jest to cienka warstwa, która tylko ma zapobiec zbyt szybkiemu spieczeniu się piany.
    Całość ponownie wkładamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na około 25-30 minut.
    Gotowe ciasto powinny wyglądać tak:

    A na talerzyku w ogrodzie, w trakcie słonecznego 5 o’clock tak:

     Jeszcze ciepłe, smakuje niebiańsko.
    Jeśli uda się Wam „ocalić” coś na jutro, przechowujcie je w lodówce.
    Schłodzone jest równie obłędne.
  • ZYCIODAJNA WODA – NAWADNIANIE KROPELKOWE
    W tym sezonie nasz ogród dostał bardzo pożyteczny prezent:
    NAWADNIANIE KROPELKOWE
    Myśleliśmy o tym od dawna, ale ilość opadów oraz moje pozytywne podejście
    do wieczorowego „stania z wężem w ręku”, ciągle odwlekały tę decyzję.
    Bardzo lubię pospacerować wieczorami po ogrodzie.
    Oglądam wszystkie rabaty, sprawdzam samopoczucie wszystkich moich roślin.
    Tu skubnę, tam przytnę…każdej roślince spojrzę w oczy..
    Wiem co i jak się dzieje. Robiłam to zwykle właśnie w trakcie podlewania.
     
     
    Szalę przeważyła ilość czasu potrzebnego na podlanie wszystkich rabat w okresie suszy.
    Nie mam już wolnych tych przysłowiowych „kilku godzin”.
    Praca zawodowa pochłania mnie ogromnie i czasem muszę jej dedykować również wieczory.
    A w ogrodzie, w sezonie kilka godzin tygodniowo
    zajmuje nam szeroko pojęta „pielęgnacja”.
    Pieleniu, przycinaniu, przesadzaniu, wysadzaniu nie ma końca….
    Wszyscy ogrodnicy to wiedzą.  I skąd znaleźć czas na podlewanie ?
    Nie przepadam za zraszaczami, które polewają rośliny „z góry”.  Kwiaty więdną lub całkiem marnieją. A liście ?
    U nich, na dłuższą metę takie podlewanie zwykle skutkuje szybszym i mocniejszym rozwojem chorób grzybowych.
    Zawsze lałam wodę roślinkom „pod nóżki”. I tę rolę dziś znakomicie spełniają linie kroplujące.
    Od teraz, to one będą regularnie, i tylko wtedy kiedy trzeba, wyręczały mnie w tej
    bardzo czasochłonnej, ogrodowej czynności, jaką jest podlewanie.
    Mam nadzieję, zachować na dłużej letnią, świeżą zieleń ogrodu.
    Zwykle już w końcówce lipca i w sierpniu ciężko było uchronić rośliny przed podsychaniem.
    A teraz wierzę, że będzie tak pięknie na dłużej:
  • BO HORTENSJE DRZEWIASTE DRZEWAMI NIE BĘDĄ
    Sporo czytam o tym, jak to hortensje krzewiaste, krzaczaste,
    czy też przez wielu nazywane drzewiastymi, nadają się wyłącznie do dużych ogrodów.
    Jako ich wierna przyjaciółka od blisko już 7 lat, chciałam dodać swoje „dwa słowa” w tej sprawie.
    Mam takich hortensji ponad 100 krzewów.
    Głównie w białej odmianie ‚Annabelle’ oraz różowe ‚Invincibelle Spirit’.
    Nie mam ogromnego ogrodu. Mam za to ogromną miłość do hortensji, i dbam o nie z całych sił.
    Pasują do wszystkich moich ogrodowych aranżacji. Wspaniale komponują się zarówno w moich bardzo uporządkowanych, nowoczesnych zakątkach, jak i na rabatach prowadzonych w bardziej naturalistyczny sposób.
    Najpiękniejsze widowisko robią na rabatach, gdzie posadziłam je w szpalerach.
    W innych miejscach zachwycają w małych grupach, sadzone po 3-5 sztuk.
    Jeśli kochacie nasadzenia w donicach, i tu się doskonale sprawdzą.
    Na tarasie, na balkonie ? Dlaczego nie !  Nie strasznie im mroźne zimy, bo kwitną na pędach jednorocznych.
    Jeśli posadzicie je w donicach, zadbajcie koniecznie o zimową osłonę. Pasjonaci, którzy zaproszą te hortensje do siebie,
    powinni zaczynać każdy sezon od porządnego cięcia.
     
     
    To jest jeden z najważniejszych sekretów dobrze prowadzonych krzewów hortensjowych.
    Dotyczy to zarówno odmian bukietowych, jak i właśnie krzewiastych.
    Dzięki silnemu, wiosennemu cięciu, to my decydujemy o tym, na ile krzewy się rozrosną.
    Moje nie przekraczają 120 > 150 cm wysokości. Są zwarte, bardzo gęste, a naszczycie każdej gałązki,
    mamy przeogromne białe, czarujące kule.  Już w czerwcu, najmłodsze kwiaty odmiany ‚Annabelle’ zachwycają swoją limonkową barwą.
    Bardzo szybko przebarwiają się na biało, i tak zachwycają kolejne KILKA MIESIĘCY.
    TAK, właśnie to kilkumiesięczne kwitnienie zachwyca mnie
    w hortensjach krzewiastych najbardziej.

    Obsadziłam nimi wiele rabat. Na każdej z nich, znalazło miejsce kilka do kilkunastu krzewów.

    Zachwycona ich różowymi siostrami odmiany ‚Invincibelle’, wkomponowałam je w letnie rabaty z floksami i trawami ozdobnymi:
    A moje nowe, najmłodsze sadzonki ze sklepu FUNKIE.PL
    nalazły swój „nowy dom” na jednej z półcienistych rabat.
    Posadzone wzdłuż rabaty,  już w tym samym sezonie będą nowym, różowym akcentem w tej części ogrodu.
    A co słychać późną wiosną na froncie ogrodu ?
    W przedogródku ‚Annabelle’ rozpoczynają swoje „kwieciste występy” …
    Nie potrafię skrywać swojego hortensjowego zachwytu. One po prostu są wspaniałe…
  • MAKOWE PANIENKI
    „Kwitnie mak
    na znak,
    że lato.”
    Autor: Agnieszka Osiecka, Kwitnie mak
     
    Takie wieczory zapewnia nam tylko czerwiec. To właśnie teraz kwitną te niezwykle romantyczne kwiaty.
    Wyjątkowe, płonące kwiaty, od wieków porywają romantyków.
    Porwały i mnie, na lesznowolskich, pobliskich polach,
    zatrzymałam w obiektywie takie oto obrazy…
    „I maczek tam wilczy
    Kraśnieje wśród żyta,
    I różą krzak głogu
    Na miedzy zakwita.”
     
    Autor: Maria Konopnicka, Nasze kwiaty

     

    Niezmiennie wzruszają mnie każdego roku.
    A jak z Wami ?
  • ZACZAROWANE RABATY – MISJA SPECJALNA
    Tej wiosny sporo pisałam o roślinach cebulowych,  bo począwszy od najwcześniejszych przebiśniegów i krokusów,
    poprzez przepiękne, majowe tulipany, towarzyszą mi aż do czerwca, kiedy to okazałe czosnki ozdobne,
    zaczynają swoją „misję specjalną”. Mam je w wielu odmianach i kolorach, ale dziś Wam pokażę,
    jak ciekawie można przyspieszyć kwitnienie i atrakcyjność rabat, które kwitną np. dopiero w drugiej połowie roku.
    Za przykład posłużą nam dwie bardzo charakterystyczne rabaty z naszego ogrodu.
    Nasza „celebrytka”, dobrze wszystkim znana rabata z liliowcami rozpoczyna swój spektakl w lipcu:
    Dzięki czosnkom odmiany „Purple Sensation”,
    zadziwia kolorem i kwiatami już od połowy maja. Miałam szansę zorganizowania „czosnkowej majówki”:
     
     
    Staje się zachwycająca ponad 1,5 miesiąca przed kwitnieniem liliowców !!!
    Nawet powolnie przekwitające, fioletowe kule są bardzo atrakcyjne.
     
     
    Warto jesienią posadzić na niej czosnki ? WARTO. BRAWO JA !
    A co stanie się z zasychającymi liśćmi czosnków, których nie wolno nam usunąć zbyt wcześnie ?
    Schowają się w gąszczu liści liliowców, i staną się kompletnie niewidoczne.
    MISJA SPECJALNA NR 1 ZREALIZOWANA  !!!
    Teraz weźmy pod lupę jedną z hortensjowych rabat obsadzonych bukietowymi odmianami „Limelight” i „Little Lime”.
    One również rozpoczynają swoje „popisy” w lipcu.
    Posadzone jesienią czosnki błękitne (Allium caeruleum) znakomicie spełniły swoją rolę.
    Przykuwają uwagę swoim wyjątkowym, błękitnym kolorem.
    Rabata jest interesująca, a hortensje spokojnie, w swoim tempie zawiązują w międzyczasie pąki kwiatowe. Urosną, a ich ogromne kwiatostany, w lipcu zasłonią przekwitające i zasychające czosnki.
    MISJA SPECJALNA NR 2 ZREALIZOWANA  !!!

    A Wy, macie jakieś ciekawe pomysł na swoje rabaty ?

     
  • WSPANIALE WYKONCZONE RABATY – FUNKIE
    Dziś będzie o tym, jak efektownie zakończyć obsadzanie rabat.
    Ciekawe nasadzenia kwiatowe
     często potrzebują niskich roślin na obwódki.
    U nas znakomicie w tej roli sprawdziły się funkie.
    Kolekcjonowane od wielu lat, tworzą piękne, zielone wstęgi:

    To one, w większości tworzą najniższą strefę naszych cienistych rabat. W bardzo wielu odmianach, zaskakują zróżnicowaną wielkością liści, kolorami i zróżnicowaną fakturą. Są niezwykle interesujące. Zdrowe, trwałe, rozrastają się każdego sezonu coraz mocniej. Uwielbiają półcieniste i cieniste rabaty oraz wodę. Są niezwykle żywotne i chętnie poddają się wiosennemu dzieleniu. Stanowią jeden z wielu ślimaczych przysmaków, ale dzisiejsze środki ochrony sprawiają, że nie jest to już żaden problem. Mamy ich w ogrodzie bardzo dużo, w kilkunastu gatunkach. Zobaczcie jak ważne są dla nas funkie. Rozrastają się i imponują na rabatach dużo wcześniej niż ich hortensjowe towarzyszki.

    Poniżej aktualny wygląd półcienistych rabat przy lasku brzozowym.
    Najnowsze moje nabytki to odmiany:
    „Fantasy Island” oraz „Fire and Ice”
    Na zdjęciu poniżej pierwszy plan tworzą:
    „Blue Angel” i „Blue Mouse Ears”
    w tle „Crusader” i „Satisfaction”
    Ich ogromny wybór czeka na Was TUTAJ.
    Wybierajcie rozmiary, kolory i odmiany.
    Sadźcie te, które podobają się Wam najbardziej.

    Pozdrawiam „ogrodowo-funkiowo”