Choć kocham swój Sopot bezwarunkowo, to w górach też czuję się wspaniale. ZAKOPANE. Może coś w tym jest, że to miasta partnerskie. Czuję się tu jak ryba w wo…? Tak. Jak ryba w górach. Czyli też wspaniale, bo górskie potoki szemrzące w dolinach są magiczne i przepełniają mnie tak samą dobrą energią, jak szum naszego bałtyckiego morza.
KAŻDEGO ROKU TATRY
W miniony weekend znów byliśmy w naszych cudnych Tatrach. Po raz nie wiem który, z ogromną wdzięcznością i zachwytem przyglądałam się temu cudowi natury. Tak to ja mogę wypoczywać w każdy jesienny weekend! Bez pospiechu i koniecznie z aparatem w ręku. Zdjęcia zrobiłam bez ustanku.
Codzienne wędrówki dolinami i zachwycanie się widokami ze szczytów są tym, o czym marzę każdego dnia od samego rana. Budzę się razem ze słońcem i cieszę każdą „górską chwilą”:
galeria jesień – jesień
Nie mogę przestać się zachwycać tym, co robi z górami słońce. Jak przepiękne światłocienie sprawiają, że o każdej porze dnia góry wyglądają inaczej. Zwykle w góry jeździliśmy wiosną lub na samym początku lata. Tym razem, po raz drugi od lat byliśmy w Tatrach już na przededniu jesieni. Dla tego postu ma to ogromne znaczenie.
Zrobiłam dla Was swoiste porównanie, co znaczy w górach jesienna, słoneczna pogoda a co znaczy w górach jesienna, słoneczna pogoda … ze śniegiem.
Z mojej galerii górskich zdjęć z lat 2016 i 2020 postarałam się dobrać w miarę podobne ujęcia do porównania. Wiem jak lubicie porównania: przed – po, lato – zima, dzień – noc. A ja mam dla Was górską galerię: JESIEŃ – JESIEŃ. Wszystkie kadry zostały zrobione na Kasprowym Wierchu. Zdjęcia po lewo są z września 2020, zdjęcia po prawo z października 2016. Cieszę się, że choć kilka kadrów zrobiłam podobnych choć ani przez chwilę tego nie planowałam. Dopiero w domu spostrzegłam tę zależność. Pod kątem jesiennych tygodni, kalendarza i pór roku dzieli je tylko 6 tygodni:
Teraz, kiedy jesienne wieczory nie są już takie „urocze” i lodowaty wiatr mocuje się z deszczem, mam na szczęście masę przepięknych słonecznych, tatrzańskich kadrów. Będę je podziwiać aż do następnego wyjazdu:
Nazwa Sopot pochodzi od słowiańskiego słowa oznaczającego potok szumiący, łoskoczący, źródło. Większość językoznawców uznaje, że nazwa miasta pochodzi od nazwy potoku „Sopot” płynącego przy sopockim grodzisku.
Nazwa Sopoth po raz pierwszy została zapisana w 1283. Kilka lat później, w 1291 roku pojawiła się nazwa Sopot. Niemiecki Zoppot jest germanizacją oryginalnej nazwy słowiańskiej.
Aż do 1772 roku miasto pozostawało w rękach kościelnych. Po konfiskacie majątków przez rząd pruski, stało się częścią Królestwa Prus. W XIX wieku, w latach międzywojennych nazwa została spolszczona do liczby mnogiej i widniała jako Sopoty lub Copoty (bliżej niemieckiej wymowy). W tym czasie niektórzy pisarze posługiwali się nazwą „Soboty” objaśniając, że pochodzi ona od nazwy szóstego dnia tygodnia. Tymczasem nazwa „Sopot” funkcjonowała już od wieków.
Prawa miejskie nadano miastu 8 października 1901 roku. W 1945 roku, gdy miasto ponownie wróciło pod rządy polskie, przywrócono mu pierwotną nazwę Sopot, która jest używana do dzisiaj.
HERB MIASTA
Powstał w 1903 roku, zaprojektowany przez Elsę Lüdecke, która przebywała wtedy w Sopocie na wakacjach u swojej rodziny. Za szczególnie cenny zabytek ukazujący wygląd herbu uznaje się portal zdobiący zachodnie wejście do Zakładu Balneologicznego. Budynek wzniesiono w latach 1903-1904. Jego detale wykończeniowe powstały, kiedy cesarz Wilhelm zatwierdził go dekretem z 17 lutego 1904 roku. Według opisów historycznych, najbardziej zgodny z zasadami heraldyki i najstarszych przedstawień herbu jest następujący opis sopockiego herbu:
” W późnogotyckiej tarczy, na błękitnym tle biała mewa z rozłożonymi skrzydłami i czarnymi nogami, przysiadająca na szarym dorszu leżącym na kopczyki żółtego piasku. Siedzący charakter nadają mewie zgięty w stronę rybiego pyska dziób, ugięte charakterystycznie nogi i ginący za kopczykiem piasku ogon. W trójkącie tworzonym przez mewie nogi, brzuch i ogon przebija błękit nieba. Nad tarczą herbową na 3/4 długości jej czoła widniej czerwony mur z trzema takimiż wieżami o srebrno-białych blankach, z takąż bramą z czarną framugą.”
Oryginalny projekt zakładał w przedstawieniach herby występowanie trzymaczy. Tarczę herbową Sopotu mieli podtrzymywać Tryton (bożek morski, brodaty mężczyzna z rybim ogonem) oraz Nereida (nimfa morska, kobieta z rybim ogonem. Taki herb możemy zobaczyć na zwieńczeniu portalu Zakładu Balneologicznego:
Kolejną wersję herbu odnajdziemy w innej części miasta. Poznajecie ? To jeden z moich ulubionych sopockich budynków. Poniżej sopocki ratusz rozświetlony letnimi promienia słońca:
Na płaskorzeźbie z herbem umieszczonej nad wejściem do Urzędu Miasta przy ul. Kościuszki, w połowie lat dwudziestych Trytona i Nereidę zastąpiono orłami:
Która wersja jest Wam bliższa ? W objęciach bożków morskich czy orłów ?
Tak ! Jakież to przepiękne porównanie. Dla mnie perła Europy, kolejna po Wenecji. Przepiękna, szlachetna perła skradziona, wydarta morzu. To wyjątkowo piękne miasto powstałe na terenach, które wcześniej pokryte było wodą.
ZWIEDZANIE
Układ miasta wyznaczają pierścienie kanałów i przecinające je, zbiegające się koncentrycznie uliczki. Panuje w nim wyjątkowa atmosfera, którą można poczuć, doświadczyć i chłonąc wędrując wyłącznie na piechotę. Taka forma w naszych wyjazdach typu #citybreak bardzo mi odpowiada. Uwielbiam wędrować, a kiedy wędrówka jest całodzienna i w całości przepełniona wspaniałą architekturą i energią przepięknego miasta, to już lepiej być nie może.
I dokładnie tak jest w Amsterdamie. Wszystkie najważniejsze zabytki miasta znajdują się w centrum i nie trzeba korzystać z żadnych środków lokomocji. Chyba że chcecie spędzić dzień w totalnie holenderskim stylu – wtedy polecam rower. My wędrowaliśmy wzdłuż i wszerz, ciągle mając mało, ciągle nie mając dość. Kanały, mosty, mosteczki, zachwycające kamieniczki i masa zaułków, które często okryją wspaniałe bary, kafejki i małe sklepiki.
ROWERY
Wszyscy to wiemy i znamy z każdej opowieści o Amsterdamie, że zwiedzając to miasto tym środkiem lokomocji wtopicie się w 100% w amsterdamski, rowerowy krajobraz. Rowery są WSZĘDZIE. I to nie jest mit.
Najwięcej rowerzystów na świecie jest w Chinach, a w Europie tylko Holandia może stanąć w konkury w azjatyckim rowerowym tygrysem. Sprzyja temu znakomicie rozwinięta infrastruktura.
INSPIRACJE
Amsterdam zwiedziliśmy chłonąc jego piękno i każdy kawałek miasta wędrując wzdłuż kanałów, podziwiając obłędne, kolorowe kamieniczki. Można też odbyć wspaniały rejs po kanałach.
To wielokulturowe miasto, którego charakter i oblicze przez wiele wieków kształtowali kupcy, artyści, uczeni i rzemieślnicy. Pod tym względem stanowi wizytówkę wielokulturowości całej Holandii. To niezwykle inspirujące i barwne miejsce od wieków jest natchnieniem dla artystów wielu dziedzin. Stworzono wiele słynnych obrazów, fotografii i filmów, w których Amsterdam gra pierwszoplanową i najważniejszą rolę.
Z CENTRAAL STATION NA STARÓWKĘ
Potwierdzam, budynek amsterdamskiego dworca kolejowego przypomina pałac królewski. Czytałam o tym w wielu źródłach ale poczułam to dopiero stojąc zamurowana przed jego majestatycznym gmachem:
To neorenesansowy gmach z czerwonej cegły z bardzo bogato rzeźbioną fasadą budynku. Płaskorzeźby nawiązują głównie do tradycji handlu morskiego.
Powstał w 1889 roku na sztucznej wyspie, posadowiony na drewnianych palach:
Widzicie ten „MILION ROWERÓW” przed gmachem dworca ???
Spod dworca w kilka minut dotrzemy do starówki główną ulica miasta: Damrak. Kilkaset lat wcześniej płynęła tędy rzeka Amstel. Sercem starej części Amsterdamu jest plac Dam, gdzie znajdują się Pałac Królewski, pomnik Pamięci Narodowej oraz Nowy Kościół. Przez wieki na placu odbywały się najważniejsze uroczystości państwowe i handlowe. Tu odbywały się targi i toczyło się życie kulturalne.
Na zdjęciu poniżej pałac królewski (Koninklijk Paleis):
KAMIENICE I DOMY NA WODZIE
Uwielbiam piękne kamienice. Kolekcjonuję domki-kamieniczki gdańskiej starówki. Szukam kamienic w czasie wszystkich podróży. Zachwycam się formą, kolorem i architektonicznymi detalami. Zdobienia tych budynków potrafią onieśmielać. W Amsterdamie czułam się jak w raju. Skompletowałam kolekcję amsterdamskich ceramicznych kamieniczek z magnesami. O! Dobry pomysł pokazać Wam moją kolekcję magnesów z podróży. Muszę napisać o tym odrębny post, bo to niezły podróżniczy bzik!
Spacerując wzdłuż amsterdamskich kanałów oprócz wytwornych, pięknych kamienic uwagę przykuwają ŁODZIE MIESZKALNE. Znalazłam informację, że cumuje ich tam ponad 2,5 tys.
W wielu przypadkach barki i łodzie są zamieszkiwane na stałe przez całe rodziny, dla których jest to jedyny dom, zorganizowany podobnie do tradycyjnego. Mijaliśmy skromne, kolorowe, dekorowane malunkami barki, pieczołowicie odrestaurowane zabytkowe łodzie, jak i olbrzymie jednostki z ogrodami na dachach. Każdy ma tu prawo urządzić swoje domostwo według uznania.
KULTURA I SZTUKA
Jeśli kochacie kulturę i sztukę, Amsterdam czeka na Was z kilkudziesięcioma muzeami, galeriami sztuki i wystawami.
Jeśli do szczęścia potrzebna jest Wam zieleń i kwiaty, liczne skwery i pływające na barkach targi kwiatowe są do Waszej dyspozycji. Amsterdam jest też miastem festiwali. Zwykle kilkudniowe, w ilości blisko 150 rocznie. Można odnieść wrażenie, że miasto świętuje niemal bez przerwy. Warto sprawdzić niezwykle bogaty kalendarz imprez miasta jeszcze przed wyjazdem.
Dziś już wiem, że ta pierwsza i jak na razie jedna wizyta w Amsterdamie nie zaspokoiła mojego ogromnego apetytu na to wspaniałe miasto. Dopiero teraz czuję, jak bardzo mam ochotę odwiedzić je ponownie. Potrzebuję jeszcze co najmniej 3 dni na miejscu, żeby poznać się z nim tak na dobre.
Taki historyczny dzień planowałam już od dawna, ale dopiero tego lata udało nam się dotrzeć spacerem na jeden z krańców Sopotu. Wszystko po to, aby zrozumieć najstarszą historię mojego ukochanego miasta. Ruszyłam na archeologiczną wyprawę poruszona słowami Andrzeja Dudzińskiego:
„Przyszłością Sopotu jest jego przeszłość”
Przy ulicy Haffnera znajduje się najstarszy zabytek Sopotu- GRODZISKO – skansen archeologiczny wraz z pawilonem muzealnym, gdzie znajduje się stałą ekspozycja najstarszych zabytków archeologicznych miasta:
Zaraz przy Skansenie, Muzeum Archeologiczne w Gdańsku wraz z Gminą Miasta Sopotu zrealizowało współfinansowany przez Unię Europejską projekt „Budowa pawilonu wystawienniczo-edukacyjnego przy Grodzisku w Sopocie”. Nowoczesny budynek pozwala upowszechniać kulturę i tradycję historyczną, a także wzbogaca ofertę wystawienniczą i edukacyjną regionu.
Przed wejściem do budynku stoją dwie wspaniałe, drewniane rzeźby autorstwa Wojciecha Grzędowskiego przedstawiające matkę karmiącą i rybaka:
Wychodząc z pawilonu muzealnego możemy pospacerować lub odpocząć na drewnianych pomostach:
Sopockie grodzisko umiejscowione jest na polodowcowym wzgórzu, około 400 metrów od linii brzegowej Bałtyku. Od północy i od południa okolone jest potokami: Grodowym i Kamiennym. Sopockie grodzisko jest pozostałością po osadzie obronnej, która istniała w tym miejscu od około VIII do X wieku. Ma konstrukcję pierścieniowo-jednoczłonową. Z trzech stron otaczają go wały w kształcie podkowy.
Opuszczając okolice budynku wystawienniczego, kolejno udaliśmy się na przepiękną, leśną przechadzkę magiczną drogą prowadzącą do skansenu:
W czasie naszego spaceru, promienie słońca delikatnie przebijające się przez korony drzew malowniczo budowały nastrój sprzed wieków.
Po kilkunastu minutach byliśmy już na miejscu. Brama wjazdowa do grodu, usytuowana jest od strony południowej. Na jej resztki natrafiono w trakcie prac archeologicznych:
Odtworzone zabudowania grodu: chaty, brama i częściowo palisada zostały zrekonstruowane dokładnie w miejscach, gdzie odkryto pozostałości po autentycznych zabudowach z przeszłości. Dzięki temu rekonstrukcja sopockiego grodu jest unikalna skalę europejską.
Na dziedzińcu zrekonstruowanego grodziska stoi posąg Swarożyca, słowiańskiego bóstwa:
Prezentowane we wcześniej wspomnianym pawilonie muzealnym od strony ul. Haffnera narzędzia, ceramika, gliniane naczynia, bursztynowe i szklane wyroby, kości oraz rogi pochodzą głównie z IX wieku.
Badania archeologiczne wykazały, że na wzgórzu istniało osadnictwo jeszcze przed powstaniem grodu.
Jeśli tylko interesujecie się historią, a szczególnie historią Sopotu oraz pierwszych osadników, którzy zamieszkiwali te tereny, polecam poświęcić kilka godzin na zwiedzenie tego wspaniałego, unikalnego grodziska. Przy odrobinie szczęścia może uda się Wam trafić na jeden z festynów archeologiczno-historycznych, które odbywają się tu regularnie. Ten bardzo atrakcyjny ośrodek muzealno-dydaktyczny prezentuje historię i zabytki wczesnośredniowiecznych Pomorzan. Odwiedzany jest rokrocznie przez tysiące turystów z Polski i zagranicy.
Odwiedziłam w końcu i ja! To był dobry dzień. Pełen historii i odkryć. Z przejmującą magią tego pradawnego miejsca.
Dlaczego MAKOWY DROGOWSKAZ ? Ponieważ chciałam się z Wami podzielić moimi czerwcowymi, makowymi przemyśleniami.
W ciągu całego roku, większość wolnego czasu na świeżym powietrzu, spędzam w ogrodzie. Sadząc, pieląc, porządkując zachwycam się również swoimi kwiatowymi pięknościami, które od wiosny do jesieni uszczęśliwiają mnie swą urodą. Zimą, suche, wystające spod śniegu, cieszą dokładnie tak samo. Lubię myśleć, że właśnie w ten właśnie sposób, rośliny „dziękują” mi za troskę i starania. Ich widok przepełnia mnie ogromną radością. Cieszę się ich harmonią i dopasowaną kolorystyką. Lubię ten ład i spokój w ogrodowych kompozycjach. Traktuję to, jak osobistą nagrodę za wiele lat nauki i pracy nad „własnym kawałkiem ziemi” . To ogromna satysfakcja, którą czuję każdego dnia spacerując pomiędzy rabatami. Ktoś mógłby powiedzieć „niby nic wielkiego”, a jednak w moim przypadku, ta suma maleńkich, codziennych, ogrodowych radości składa się na moje dobre samopoczucie. W czerwcu odnalazłam je również gdzieś indziej.
CUDA CZEKAJĄ, AŻ JE ODKRYJESZ…
Regina Brett w jednej ze swoich książek napisała:
„Wychodź z domu każdego dnia. Cuda czekają, aż je odkryjesz.”
Tak bardzo się zgadzam z tym zdaniem. Powiedziałabym nawet, że czasem nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczy się rozejrzeć dookoła i odkryć maleńkie cuda życia codziennego, które wniosą do naszego życia radość. A czy Wy już odnaleźliście swoje małe radości? Czy znaleźliście już „swój kawałek podłogi”? Rozejrzyjcie się dookoła i każdego dnia pracujcie na swoje małe sukcesy, na osobisty komfort, a wkrótce będziecie mieli co celebrować. To nie muszą być duże rzeczy. Czasem ulubiony fotel z kameralnym, przytulnym oświetleniem, kącik na balkonie, czy mała kwiatowa rabatka mogą sprawić cuda w życiu każdego z nas.
To aktualnie uczyniły w moim życiu „makowe panienki”. Tym razem nie w ogrodzie przy domu. Tym razem trzeba było wyjść troszkę dalej po to, aby spotkać te makowe piękności. Zrobiłam co mogłam i co potrafię najlepiej. Chwyciłam za aparat i są do Waszej „optymistycznej dyspozycji”:
SPACERY OPTYMIZMU
W czerwcu, na szlaku naszych codziennych spacerów pojawiło się mnóstwo takich tańczących na wietrze maków. Nie przestaję się uśmiechać. Są takie magiczne, takie energetyczne i niosą tyle optymizmu, że mam nadzieję zarazić Was ich energią! Celebruję tę radość każdego dnia.
DZIECIŃSTWO
Przypomniałam sobie, jaką wielką przyjemność sprawiał mi widok maków w dzieciństwie. Wplecione wraz z chabrami w pola zbóż, oświetlone czerwcowym słońcem, są dla mnie synonimem mojej dziecięcej beztroski. Kiedy staram się dotrzeć do mojego wewnętrznego dziecka, widzę wiele takich sielskich obrazów. I polecam Wam to samo. Spróbujcie sobie przypomnieć, co cieszyło Was w dzieciństwie najbardziej, o czym marzyliście, czego pragnęliście. Dla mnie, było to bardzo ważne doświadczenie zrozumieć, co we mnie zostało z tamtej małej dziewczynki, Ewuni w blond włoskach, zawsze uśmiechniętej od ucha do ucha. Chcę ją w sobie pielęgnować. Dawać jej miłość, uwagę i nade wszystko akceptację. Chcę nadal ubierać się bardzo kolorowo, codziennie się uśmiechać, zarażać radością życia, rozwijać swoje pasje i zainteresowania, które były ze mną od najmłodszych lat.
ZDROWY EGOIZM
Często męczymy się, czy dusimy w zbrojach stereotypów, opinii innych, czy konwenansów. Zdominowani opiniami innych o nas samych i o tym jak powinniśmy żyć, przestajemy pielęgnować nasze potrzeby. Jeśli tylko na aktualnym etapie życia, macie możliwość dopuścić do głosu swoje marzenia i pragnienia – zróbcie to! Zrzućcie z siebie to obciążające poczucie konieczności podobania się wszystkim. Możecie robić to, czego pragniecie najbardziej, oczywiście pod warunkiem, że to nie sprawia krzywdy innym. Celebrujcie radość, piękno i najdrobniejsze elementy swojego życia.
Teraz u mnie, ta mała radość to czerwcowe, makowe spacery. Wieczorne, leniwe, z błogim wpatrywaniem się w chmury. Tak bardzo tego potrzebujemy dla równowagi i odnalezienia balansu po ciężkich i pracowitych dniach. Nie musimy być zawsze perfekcyjni, zajęci i nieskończenie efektywni. Takie „proste chwile” bywają najpiękniejszym momentem letniego dnia. Zobaczcie te cudne obrazy:
DROGOWSKAZ
Rozejrzyjcie się dookoła. Poszukajcie łąki, wyjedźcie kawałek za miasto. W tym sezonie maki są prawie wszędzie i jest ich mnóstwo. W zastępstwie majowych, żółtych, rzepakowych pól, maki w czerwcu malują nasz krajobraz na czerwono, przesyłając optymistyczną, dobrą energię. Czerpcie bez limitu! Następna okazja zdarzy się dopiero w czerwcu, za rok! Wędrujcie, pobądźcie w ciszy i spokoju. Bądźcie dla siebie dobrzy. Może właśnie wtedy usłyszycie swoje myśli, marzenia, pragnienia i potrzeby…
To będzie wpis inny niż wszystkie bo i miejsce i emocje towarzyszące zwiedzaniu były inne niż zwykle. Wizyta w Auschwitz szokuje i porusza do głębi. Nie wiem, jak można się na taki dzień przygotować. Ja przeżyłam to bardzo głęboko i nigdy tego dnia nie zapomnę…
14 czerwca 1940
Dzień ten uznawany jest za początek funkcjonowania obozu. Władze niemieckie kierują do Auschwitz pierwszy transport więźniów.
Dziś, kolejnego 14 czerwca, w 80 lat później zdobyłam się na odwagę, żeby opublikować i podzielić się z Wami fotografiami, które przywiozłam z tego miejsca już jakiś czas temu. To chyba jedno z najtrudniejszych miejsc, które zdecydowałam się sfotografować i zatrzymać jego pamięć na czarno-białych fotografiach.
Tym razem nie będę zbyt wiele pisać, bo każdy z nas zna tę okrutną historię. Kto będzie chciał zgłębić fakty i zdarzenia, znajdzie sporo źródeł historycznych.
Ja zostawiam Was z galerią (każdą fotografię można powiększyć). Te zdjęcia za każdym razem poruszają mnie, jak mało która moja praca…
Jak żadna inna nazwa historyczna: Obóz Koncentracyjny Auschitz-Birkenau oznacza niewyobrażalne okrucieństwo nazizmu.
Tu zamordowano ponad 1,2 miliona ludzi – głównie Żydów. Tu znajdowały się baraki mieszkalne, więzienie, cele śmierci administracja i budynki mieszkalne administracji obozu.
Dziś na 190 h terenów znajduje się muzeum i miejsce pamięci. Na ich zwiedzanie trzeba zarezerwować około 5-6 godzin.
W obozie II – Brzezinka, w czterech komorach gazowych ludzie byli mordowani i później paleni w krematoriach.
Miejsce pamięci
„Arbeit macht frei”
Do dziś na bramie głównej obozu możemy przeczytać to cyniczne zdanie oznaczające: „Praca czyni wolnym”
Muzeum
Muzeum zostało stworzone w 1947 roku. Składają się na nie przede wszystkim dwie wielkie części byłego kompleksu obozowego: Auschwitz I Stammlager i Auschwitz II Birkenau wraz z ponad 150 budowlami, rzeczywistymi drogami dojazdowymi około 300 ruinami, rampą, ogrodzeniami, a także archiwalia, które przetrwały ewakuację obozu oraz zbiór ponad stu tysięcy obiektów ruchomych (m.in. walizki, buty i przedmioty codziennego użytku, pasiaki i przedmioty więźniarskie, a także przedmioty pochodzenia esesmańskiego.
Ustawa Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z 2 lipca 1947, określiła:
„Tereny byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu wraz z wszelkimi znajdującymi się tam zabudowaniami i urządzeniami zachowuje się po wsze czasy jako Pomnik Męczeństwa Narodu Polskiego i innych Narodów.”
Czy Wam słowo WIELICZKA też kojarzy się tylko z jednym ? Z kopalnią soli ? W porządku, mi też. I warto wiedzieć, że to niewielkie , oddalone o 10 km na południe od Krakowa miasteczko przed wiekami nazywało się Magnum Sal – Wielka Sól. Miejscowość właśnie dzięki temu minerałowi zasłynęła nie tylko w Europie ale i na całym świecie.
Historyczna kopalnia soli od 1987 roku wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Bo to magiczne miejsce, jak ze snów i najpiękniejszych bajek.
Jeden z ważniejszych celów wycieczek szkolnych, w trakcie ponownej wizyty wiele lat później, zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że każdemu gorąco polecam taki „dorosły come back” do większość wspaniałych miejsc, zwiedzanych w okresie szkolnym.
Wędrówka przez solne podziemia Kopalni Wieliczka to niezwykłe przeżycie, podczas którego okryłam nie tylko efekty górniczej pracy, ale i przepiękne twory natury oraz dzieła wspaniałych artystów.
W przeszłości wielickie pokłady soli były największe na naszym kontynencie i od najdawniejszych czasów umiejętnie eksploatowane.
Sól wydobywano tu już w neolicie. Od XIII wieku sól była jednym z głównych dochodów Krakowa i monarchii.
Kopalnia ma głębokość 327 metrów. Pod ziemią, na 9 piętrach, jest ponad 300 kilometrów korytarzy-labiryntów. Kubatura wydrążonych korytarzy i komór wynosi około 7,5 mln metrów sześciennych.
Pod ziemię wiedzie Szyb Daniłowicza.
TRASA TURYSTYCZNA
Do zwiedzania udostępniona jest tylko część solnych podziemi. Wędrujemy na głębokości od 64 do 135 m pod ziemią. Główna Trasa Turystyczna obejmuje 20 komór oraz około 3,5 km korytarzy rozmieszczonych na 3 poziomach.
KOMORY
Komora Stanisława Staszica. Podziemny skok na bungee? A może lot balonem na ogrzane powietrze głęboko pod powierzchnią ziemi? Komora licząca 36 metrów wysokości wydaje się jakby stworzona do organizacji tego typu niezwykłych wydarzeń. Dzięki nim znalazła się nawet w księdze rekordów Guinnessa.
W Komorze Erazma Barącza, zobaczycie przepiękne podziemne solne jezioro:
W Komorze Weimar rozbrzmiewa muzyka Fryderyka Chopina. Jeśli dobrze przyjrzycie się zdjęciom, dostrzeżecie dobrego ducha kopalni – Skarbnika.
Ogromne ważnie zrobiła na mnie Kaplica Św. Kingi oraz Kaplica Św. Krzyża. Mówi się, że świątynia została stworzona przez trzech górników-rzeźbiarzy: Józefa Markowskiego, Tomasza Markowskiego i Antoniego Wyrodka, ale w rzeczywistości twórców było więcej, bowiem kolejne pokolenia górników nieustannie dodają coś od siebie. Zwiedzając Trasę Turystyczną, poznasz historię powstania Kaplicy oraz niezwykłe dzieła sztuki wykonane z soli kamiennej:
Niektóre komory kopalni swoje nazwy zawdzięczają postaciom związanym z historią tego miejsca. Przykładem może być Komora Mikołaja Kopernika:
Wspaniałą rzeźba wykonana z soli:
Zwiedziliśmy również Komorę Józefa Piłsudskiego:
Właśnie w kopalni na głębokości 120 m znajduje się jedyny wykuty w soli pomnik marszałka:
To nieduże jeziorko solankowe, łączy dwie części Komory Józefa Piłsudskiego. Dawniej, można było skorzystać z organizowanych tutaj przepraw promowych, którym towarzyszyły pokazy sztucznych ogni i muzyka grana na żywo.
130 m pod ziemią znajduje się grota imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego:
Komora Pieskowa Skała. Powstała w 1669 roku, a swoją nazwę prawdopodobnie zawdzięcza dawnemu właścicielowi położonego pod Krakowem Zamku Pieskowa Skała, czyli Janowi Wielopolskiemu.
Tu można zobaczyć, jak kiedyś wyglądał transport w kopalni. Doskonale zrekonstruowanym obiektem, jaki znajduje się w tej komorze, jest krzyż ręczny, który obrazuje, jak wyglądał dawniej transport pionowy
Część badaczy twierdzi, że gdyby pozostawić kopalnię bez zabezpieczeń, już po 160 latach mogłaby ona przestać istnieć, ponieważ wyrobiska stale się zaciskają.
Komora Michałowice. Eksploatowana przez ponad 100 lat, należy do największych w wielickiej Kopalni. Przebiegała przez nią pierwsza Trasa Turystyczna, wytyczona jeszcze na początku XIX stulecia.
Komora Kazimierza Wielkiego. Zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną – tak mówimy o Kazimierzu Wielkim. A skąd wziął pieniądze na rozbudowę naszego kraju? 1/3 dochodów polskiego skarbu pochodziła wówczas właśnie z wydobycia soli. Lecz nie tylko Kopalnia pomagała Kazimierzowi, ale i Kazimierz – Kopalni. Kazimierz Wielki uregulował sprawy związane z wydobyciem soli w Statucie Żup Krakowskich. Z okazji 600-lecia wydania tego dokumentu, w Kopalni, na Trasie Turystycznej, odsłonięto pomnik tego budzącego podziw polskiego władcy.
Komora Sielec. znajduje się na poziomie I, na głębokości 64,5 m. W komorze znajduje się kolekcja autentycznych urządzeń służących do transportu soli podziemnymi korytarzami. Górnicy używali drewnianych wózków i skrzyń. Sól pakowano do beczek, a większe solne bryły – przetaczano po drewnianych pokładach. Później w transporcie soli na powierzchnię górnikom zaczęły pomagać konie.
Komora Janowice. Pod ziemią usłyszysz wiele legend i cudownych opowieści, ale jedna spośród nich jest szczególnie ważna dla wielickiej Kopalni. Czy wiesz, kim była św. Kinga? Jak odkryto sól w Polsce? I jaki miał z tym związek zaręczynowy pierścień?
Komora Janowice wyróżnia się na tle innych właśnie z tego ważnego powodu, że – ilustruje spisaną przez Jana Długosza legendę o patronce górników solnych, św. Kindze i jej pierścieniu. Legenda mówi, że Kinga, która była córką króla Węgier – Beli IV Arpada, poślubiła księcia krakowsko-sandomierskiego Bolesława V, nazywanego Wstydliwym. Jako posag zabrała do Polski sól. Dlatego poprosiła ojca, aby podarował jej kopalnię soli w kraju Maramuresz. Zanim udała się do ojczyzny swego męża, odwiedziła przekazaną jej kopalnię. Podczas wizyty, do jednego z szybów wrzuciła swój pierścionek zaręczynowy. Kolejno udała się do Polski. Po dotarciu w okolice Krakowa, nakazała członkom swojego orszaku kopać we wskazanym przez siebie miejscu. Ku zdziwieniu wszystkich, udało się wydobyć bryłę soli kamiennej, w której lśnił pierścionek. Dokładnie ten sam, który Kinga wrzuciła do szybu w Maramuresz. Tym sposobem według legendy udało się sprowadzić sól do Polski.
We wnętrzu komory, od 1967 roku znajduje się 5 naturalnej wielkości solnych figur. Zostały one wykonane przez górnika-rzeźbiarza Mieczysława Kluzka.
Scena, którą ilustrują, to moment odnalezienia pierścionka zaręczynowego Św. Kingi. W centralnym punkcie widać samą księżniczkę, przed którą klęczy jeden z członków jej orszaku. Inny sługa znajduje się po prawo, bliżej ściany. W tle widzimy pozostałe dwa posągi przedstawiające rycerzy w zbrojach. Trzymają oni tarcze oraz miecze.
W Podszybiu Kunegunda swój dom znalazły niezwykłe rzeźby solnych krasnali. Skrzaty te wyszły spod dłuta Stefana Kozika i prezentują różne prace górnicze. Znajdziemy wśród nich kruszaka, nosicza, wozaka czy cieślę:
Jak zapamiętałam tę „kopalnianą wyprawę”?
Wykute w soli przepiękne, majestatyczne komory oszałamiające swym pięknem i ogromem. Bajkowe podziemne jeziora, perfekcyjne konstrukcje ciesielskie i wyjątkowe solne rzeźby. Przepiękne historie i baśnie okalające to miejsce sprawiły, że ten magiczny klimat pozostanie już ze mną na zawsze.
O atrakcjach pierwszego dnia w Krakowie możecie poczytać TUTAJ Wiele godzin spędziliśmy na Wawelu, kolejno spacerowaliśmy Drogą Królewską do Rynku Głównego. Relacja fotograficzna pokaże Wam, jak wiele przepięknych miejsc odwiedziliśmy. Dziś czas na Kazimierz i Zabłocie z Fabryką Schindlera.
KAZIMIERZ
Miasto Kazimierz zostało włączone do Krakowa dopiero w 1800 roku. Dziś, dawna żydowska dzielnica przyciąga niezwykłym w Europie zespołem siedmiu synagog (wciąż czynne są dwie: Remuh i Tempel), pięknymi kościołami, wspaniałą architekturą i klezmerską muzyką.
Atmosfera miejsca od pierwszych chwil przepełnia zachwytem.
SYNAGOGA I CMENTARZ REMUH
Od Synagogi Starej, która jest najstarszą w Polsce, przeszliśmy w okolice Synagogi i Cmentarza Remuh. To prastary kirkut, żydowski cmentarz ze stelami nagrobnymi (macewami) w stylach renesansowym i barokowym. Najstarsze żydowskie miejsce pochówku. Nagrobki wydobyto spod ziemi w latach 50 i 60 XX wieku. Grób słynnego rabina Isserlesa umieszczono na podwyższeniu z kamienia i otoczono żelazną balustradą. Odwiedzający mają okazję położyć modlitewną karteczkę z prośbą do mędrca Remuha. Po lewej stronie spoczywa ciało ojca Mojżesza – Izraela, fundatora synagogi. Niedaleko spoczęła też Golda Auerbach, żona rabina.
UL. SZEROKA
Tu poczujecie się jak w dawnych, przedwojennych czasach Kazimierza. Na ścianach domów widać szyldy przypominające styl i atmosferę tamtych lat. Odnieśliśmy wrażenie, że czas się cofnął…
Na Szerokiej z przyjemnością przysiedliśmy na słynnej ławeczce, koło Jana Karskiego. Właśnie tu znajduje się odlana z brązu ławka z postacią legendarnego emisariusza Polskiego Państwa Podziemnego, świadka Holokaustu. To siódme miejsce na świecie, gdzie stoi rzeźba-ławka Karskiego. Wcześniej pojawiły się takie w Łodzi, Kielcach, Warszawie, Waszyngtonie, Nowym Jorku i Tel Awiwie. Autorem rzeźb jest Karol Badyna, profesor krakowskiej ASP.
FABRYKA SCHINDLERA
Kolejne kilka godzin spędziliśmy w FABRYCE SCHINDLERA. To oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Obejrzeliśmy wspaniałą, multimedialną wystawę „Kraków – czas okupacji 1939–1945”, która mieści się w dawnym budynku administracyjnym Fabryki Emalia Oskara Schindlera przy ul. Lipowej 4. Wystawa jest opowieścią o Krakowie i losach jego polskich i żydowskich mieszkańców w czasie II wojny światowej, ale też o Niemcach – okupantach. Wystawa została zrealizowana przy użyciu środków wykraczających poza ramy tradycyjnej ekspozycji muzealnej, ekspozycji nadano charakter opowieści teatralno-filmowej.
Pięć kluczowych momentów dla historii miasta zostało oznaczonych przez „maszyny pamięci” – stemplownice, w których każdy zwiedzający może odbić pieczęć związaną z danym wydarzeniem, zabierając ze sobą „dokument czasu”. Puentą wystawy jest instalacja rzeźbiarska – „Sala wyborów” – symbol etycznych dylematów i postaw w czasie wojny.
W 45 przestrzeniach wystawienniczych przeszłość Krakowa została wykreowana w taki sposób, by każdy ze zwiedzających mógł bezpośrednio dotknąć historii, poczuć emocje mieszkańców miasta okresu wojny.
„Fabryka pamięci” – to motto wystawy.
Wojenną historię Deutsche Emailwarenfabrik – DEF – i postać jej właściciela Oskara Schindlera pokazuje film Stevena Spielberga „Lista Schindlera” z 1993 roku. Oskar Schindler uratował ponad tysiąc osób. Jego postać oraz historie ocalonych przez niego krakowskich Żydów są przedstawione na wystawie jako część skomplikowanej wojennej historii miasta. O bohaterskim czynie Oskara Schindlera, przypomina jego gabinet,odtworzony w budynku administracyjnym fabryki.
Symboliczna „arka ocalonych” stworzona z tysięcy garnków przypomina te produkowane przez jego pracowników w czasie wojny:
Miejsce pamięci, jakim jest Fabryka Emalia, daje gościom szansę na osobistą konfrontację z przeszłością.
RESTAURACJA Klezmer Hois
W sercu krakowskiego Kazimierza, przy ul. Szerokiej 6 zakończyliśmy ten niezwykle emocjonujący dzień. W XVI wiecznym budynku, w którym do drugiej wojny światowej mieściła się jedna z najstarszych mykw w Krakowie, 70 metrów od Synagogi Remu znajduje się Klezmer Hois (Dom Klezmera) miejsce unikalne, które swoim wystrojem oraz ofertą artystyczną i kulinarną nawiązuje do przedwojennych tradycji Żydowskiego Kazimierza. Co wieczór odbywają się tu koncerty tradycyjnej muzyki żydowskiej. Dyrektorem artystycznym Klezmer Hois był Leopold Kozłowski.Klezmer Hois to również restauracja . Można tu odnaleźć potrawy galicjskiej kuchni żydowskiej. Poznaliśmy to wspaniałe bogactwo smaków, a od 20.00 wzięliśmy udział w koncercie tradycyjnej muzyki klezmerskiej.
Czy można sobie wyobrazić lepsze zwieńczenie tego dnia?
Jak sprawić, aby szara i mglista jesień stała się choć na chwilę magiczna? Tak, wiem można spróbować „włączyć” słońce. A jak prośby i błagania nie działają i pogoda fatalna? Proponuję zaplanować choć 1 lub 2 jesienne weekendy z naszymi najcudowniejszymi polskimi „perełkami”. Na mnie ta podróżnicza terapia działa jak cuda. Nie zważam na aurę, nie utyskuję na chłody, tylko dzielnie wiążę sznurówki w swoich trampeczkach, pakuję rodzinkę i startuję…
KIERUNEK: KRAKÓW
Właśnie na przełom października i listopada zaplanowałam kilkudniowy wyjazd do Krakowa i jego okolic. Ostatnio, naszą cudowną, kulturalną stolicę zwiedzałam w trakcie szkolnej wycieczki. Trzeba to było nadrobić. Co zastałam na miejscu? Niezwykle różnorodną, tętniącą życiem metropolię. Ale co najwspanialsze… tak historycznie i architektonicznie bogatą, że aż zapiera dech. Miasto magiczne. Pobudka w Krakowie pachnie historią, sztuką, legendami, magią. W uszach splata się cudowny jazz, z XV wieczną muzyką klezmerską. Pamięć o królach, papieżach, księżniczkach i smoku jest MAGICZNA.
WAWEL
Właśnie tu. W miejscu tak bardzo naznaczonym przez historię, pełnym polskości i renesansowej architektury rozpoczęliśmy naszą krakowską wędrówkę historyczną. Na Wzgórzu Wawelskim zwiedziliśmy Zamek Królewski oraz Katedrę. Przechodząc przez katedralną zakrystię, wspięliśmy się na Wieżę Zygmuntowską, na której znajduje się dzwon Zygmunt. Legenda głosi, że dotkniecie tego dzwonu, gwarantuje szczęście i życie wieczne. Z wieży roztacza się taki oto widok:
PANORAMA KRAKOWA
Zamek jest pierwszą rezydencją królewską wybudowaną w Polsce w stylu renesansowym. Król Zygmunt Stary zaangażował florenckich mistrzów, aby stworzyli, trzypiętrową, monumentalną budowlę z arkadowym dziedzińcem. Do końca XVI wieku zamek był oficjalną rezydencją polskich królów. Po pożarze, w którym spłonęła część budynku, Zygmunt III Waza przeniósł dwór do Warszawy.
Krakowska katedra z powodu swej symboliki i funkcji, jest najważniejszym kościołem w naszym kraju. Wielokrotnie przebudowywana, łączy wszystkie możliwe style architektoniczne: od średniowiecza do modernizmu. W jej wnętrzach znajduje się niezliczona ilość grobów królewskich.
Wspaniały był również krótki spacer po niedawno zrekonstruowanych ogrodach renesansowych.
DROGA KRÓLEWSKA
Po 3 godzinach spędzonych na wzgórzu, Drogą Królewską wędrowaliśmy poprzez wspaniałe ulice: Grodzką i Kanoniczną. Grodzka jest Przedłużeniem Floriańskiej po drugiej stronie Rynku. Należy do najstarszych ulic Krakowa. Przy niej stawiali swe rezydencje najbogatsi mieszkańcy. Tu zwiedziliśmy kościół św. Andrzeja, zwieńczony dwiema charakterystycznymi białymi, kamiennymi wieżami o ciemnych hełmach. Ta staro-romańska budowla pochodzi z lat 1079-1098.
Brukowana Kanoniczna, jest za to uznawana, za najbardziej urokliwą i piękną. Na niej, każdy dom jest warty uwagi. Kamienice wyróżniają się wyjątkowymi zdobieniami i detalami architektonicznymi:
OKNO PAPIESKIE
I tak dotarliśmy do pałacu arcybiskupiego, na rogu Plantów i ul. Franciszkańskiej. Budowla zachowała wiele renesansowych i barokowych elementów, w tym masywny portal główny, ponad którym widać w oknie portret Jana Pawła II:
COLLEGIUM MAIUS
To najstarszy polski obiekt uniwersytecki, jaki dotrwał do naszych czasów. Siedziba Uniwersytetu Jagiellońskiego mieści się tutaj od 1400 roku. Zachwyciłam się słynnym gotyckim dziedzińcem i średniowiecznymi piwnicami.
Ruszyliśmy dalej w kierunku Rynku Głównego. Co chwilę mijały nas wspaniałe dorożki konne, które swój główny postój mają właśnie przy rynku.
KRAKOWSKA DOROŻKA KONNA
Obecnie w Krakowie pracuje około 40 zaprzęgów. Praca wszystkich dorożek konnych podzielona jest na dni parzyste i nieparzyste. Każdego dnia na postoju dorożek może być maksymalnie 16 powozów.
KRAKOWSKA DOROŻKA KONNA, RYNEK STAREGO MIASTA
RYNEK GŁÓWNY
To prawdziwy salon kulturalny Krakowa. Zachwycał mnie o każdej porze dnia. Muzykanci, malarze i kwiaciarki nadają temu miejscu magiczny nastrój. To jeden z największych średniowiecznych placów Europy. Jego wymiary to 200 m x 200 m.
RYNEK GŁÓWNY KRAKÓW
Najbardziej znane budowle Rynku to Sukiennice, Bazylika Mariacka oraz Wieża ratuszowa.
WIEŻA RATUSZOWA
SUKIENNICE
Wschodnia część płyty Rynku Głównego była od dawien dawna przestrzenią targową. W jej centralnej części powstała z czasem hala targowa, która przetrwała do dziś pod postacią Sukiennic.
Przed rozpoczęciem zwiedzania Bazyliki warto obejść ją dookoła aby zrozumieć wyjątkową, gotycką sylwetkę świątyni. Idąc dookoła dociera się do ukrytego na jej tyłach przepięknego pl. Mariackiego, który jest odgrodzony od Małego Rynku kościołem św. Barbary:
KOŚCIÓŁ ŚW. BARBARY
Ufundowany przez królową Jadwigę powstał podobno z cegieł pozostałych po budowie kościoła Mariackiego.
BAZYLIKA MARIACKA
Jeden z najcenniejszych zabytków Krakowa. Gotycka bazylika pochodząca z XIV wieku. Wielokrotne przebudowy dodały jej wielu stylów architektonicznych. Największym skarbem kościoła jest ołtarz główny Wita Stwosza, który poświęcił temu dziełu 12 lat swojego życia.Od 1477 mistrz roku pracował nad tym kilkunastometrowym dziełem, zdobiąc złotem i farbami rzeźby z drewna dębowego i lipowego.
W głębi prezbiterium, za ołtarzem Wita Stwosza, ostrołukowe okna wypełniają autentyczne gotyckie witraże, zaliczane do najstarszych w Polsce (1370-1390). Wszystkie elementy architektoniczne budowli zdają się kierować wzrok w górę, ku sklepieniu (wys. 28 m). Na nim, zapierające dech w piersiach freski:
SZOPKA KRAKOWSKA
Przed nami pierwszy czwartek grudnia, kiedy to na Rynku gromadzą się tłumy, ponieważ rozpoczyna się wielkie święto szopkarzy. Krakowskie szopki bożonarodzeniowe różnią się od stajenek, w których znalazła schronienie Święta Rodzina. Są bardzo bogato zdobione, odwzorowują zabytki Krakowa – kościół Mariacki, Sukiennice, Barbakan, Wawel czasem legendarnego smoka wawelskiego. Może właśnie wtedy odwiedzicie Kraków?
A na razie zapraszam na drugi dzień wyprawy.
Zwiedzamy Kraków Żydowski. Zapraszam: LINK DO POSTA
Czy nie jest tak, że nikt nie zna nas lepiej niż my sami ? Czy nie warto zapytać czasem samego siebie o to, co mamy sobie do powiedzenia ? I gdyby tak zacząć traktować siebie z taką miłością i troską jak traktujemy swoich ukochanych, czy swoje dzieci? Wiele lat temu do tej refleksji skłoniła mnie lektura materiałów psychoanalityczki alternatywnej Elżbiety Krajewskiej. Uświadomiłam sobie jak wspaniałe jest dokarmianie się energią miłości do siebie samej. Bo tak naprawdę od tego trzeba zacząć. Zrozumieć i pokochać siebie, żeby być gotowym na darowanie miłości drugiemu człowiekowi.
Zdając sobie sprawę ze swojej wyjątkowości i niepowtarzalności zaczynamy siebie lubić i akceptować, a to już od razu widać w naszych oczach, w uśmiechu, zadowoleniu i sposobie bycia. Dbam o siebie, o swój rozwój, o jakościowe życie i to samo mogę ofiarować innym: troskę, rozwój i jakościowe życie. Bo szczęście się mnoży kiedy je się dzieli, ale najpierw trzeba być szczęśliwym z samym sobą.
MÓJ EGOIZM JEST BRATEM BLIŹNIAKIEM MOJEGO ALTRUIZMU
CEL NIE UŚWIĘCA ŚRODKÓW
Bardzo często myślę o ograniczoności naszego życia. Kiedy pod koniec roku planuję następny, w bieżącym miesiącu buduję listy zadań na kolejny, w weekend planuję następny tydzień, a dziś myślę o jutrze…zawsze mam refleksje dotyczące upływu czasu. Nigdy nie rezygnuję z planowania, choć przecież nikt z nas nie wie, czy będzie żył jeszcze 15 minut, czy 50 lat. Uporządkowane życie w zgodzie z moimi priorytetami bardzo pomogło mi w osiągnięciu wielu MOICH CELÓW. Tak, to bardzo ważne, że cele do których dążę, są zgodne z moimi własnymi przekonaniami.
NIE JESTEM MODNA
Nie daję nikomu prawa do decydowania o tym, czym chcę się w życiu zajmować, na co chcę inwestować swój czas. Z pewnością nigdy nie będą to trendy i mody. Nie mogę być środkiem w realizacji celów innych ludzi. Z ogromnym dystansem patrzę na wszechobecne „zajawki”, które bezgranicznie pochłaniają NA CHWILĘ masy ludzi. Przez moment poświęcają się czemuś co modne i co imponuje w środowisku nie zważając na to, czy rzeczywiście im to pasuje, czy rozwija i czy jest to dobre dla nich samych. Za rok już prawie nie pamiętają, że się tym zajmowali. Obłędny kołowrotek przesytu dzisiejszych czasów. Wszystko na chwilę, wszystko na pokaz, byle dużo i z przytupem. Na dokładkę, większość bez sensu i jakiegokolwiek celu dla nas.
Zaopiekujcie się przede wszystkim sobą. Nie musimy żyć na pokaz. Nie ważne jest to, co inni myślą o naszym życiu. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą je krytykować. A my nie żyjemy po to , żeby uszczęśliwiać wszystkich czy imponować innym. Życie nam dane jest DLA NAS. Zacznijcie cenić czas swojego życia. Kiedy rozpoczynacie jakieś przedsięwzięcie zawsze zadajcie sobie proste pytania: po co chcę to robić? czy to wzbogaci moje życie? czy to najlepsze zajęcie, na które mogę poświęcić ten czas? Ja tak robię, bo mam świadomość graniczeń czasowych.
NIE MA DRÓG NA SKRÓTY
Dążąc do lepszego samopoczucia i większego samozadowolenia należy określać cele zgodne z naszymi pragnieniami i dążyć do nich cierpliwie i wytrwale. Nie ma dróg na skróty i nie ma radości z życia na pokaz. Dla mnie, realizowanie narzuconych przez trendy mód to marnowanie życia. Świadome bycie sobą, choćby na wspak z trendami, to jest dopiero prawdziwe życie. Tak czuję i tak żyję.
Mam to szczęście, że otrzymuję ogromne wsparcie moich najbliższych, ale czasem trzeba o walczyć o siebie i swoje pragnienia wbrew otoczeniu, czy wbrew bliskim. To bardzo trudne, ale nikt nie może być projektantem naszego życia. Nikt go za nas nie przeżyje. Musimy realizować nasze przekonania i dążyć do naszych celów. Profesjonalizm, wiedza, ciężka praca i ENTUZJAZM są autorami moich największych sukcesów. Dlaczego? Dlatego że to ja ich pragnęłam, to ja byłam do nich przekonana i to ja ciężko i wytrwale na nie pracowałam. EGOISTYCZNE? NIE!
ALTRUISTYCZNY EGOIZM
Na 100% ALTRUISTYCZNE, bo realizowałam to z pożytkiem dla innych i od lat dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem. Uszczęśliwiam siebie i uszczęśliwiam innych. Czyżby to był altruistyczny egoizm? Ponad 20 lat temu zaczęłam odkrywać swoje dodatkowe zainteresowania i talenty. Postanowiłam zaopiekować się nimi i je rozwijać. Zbudować przestrzeń w moim życiu, która wypełniona jest tym, co sprawia mi ogromną radość, w czym chciałam się doskonalić i poświęcić każdą swoją wolną chwilę. Ten entuzjazm trwa do dziś i traktuję to jak swego rodzaju troskę o samą siebie. Uważam, że to najlepsze co możemy dla siebie zrobić w obszarze pasji. Wytrwale karmić się radością płynącą z naszych umiejętności i uzdolnień. Nadal się rozwijam i nieustannie się uczę. DBAM O SIEBIE! A co Wam podpowiada intuicja? Czym wartościowym dla Was moglibyście się zająć w wolnym czasie od jutra?
BYĆ BOHATEREM WŁASNEGO ŻYCIA
Pamiętajcie, że to Wy piszecie historię swojego życia i dobra wiadomość jest taka, że każdy z nas ma możliwość zmienić w swoim życiu, lub wprowadzić od nowa, co tylko zechce i kiedy tylko zechce. Życie dzieli się na etapy, z których każdy jest przejściowy. Więc jeśli dziś nie możecie nic zmienić, stanie się to w przyszłości, jeśli tylko będziecie do tego wytrwale dążyć. Jesteśmy bohaterami naszego własnego życia. Oprah Winfrey powiedziała kiedyś:
„Największą przygodą, jaka może nas spotkać, to żyć tak, jak sobie wymarzyliśmy”
I znów pytanie: czy to egoistyczne? NIE, w żadnym wypadku. Marzymy, realizujemy i uszczęśliwiamy siebie. Właśnie stad czerpiemy energię na uszczęśliwianie innych. Bo tak jak w tytule: EGOIZM TO PRZECIEŻ BRAT ALTRUIZMU. Pamiętajcie o tym.