• ZATRZY – MAJ – MY NIE TYLKO MAJOWE WSPOMNIENIA
    Dziś „zimna Zośka”… dzień z mocnym znacznikiem ogrodowym,
    ale dla mnie NIE tylko ogrodowym. Dzień dla mnie dość szczególny.
    A to dlatego, że znałam kiedyś szczególną Zośkę i każdego roku 15 maja o niej myślę i wspominam. 
     
    Była jedna, jedyna w swoim rodzaju. Towarzyszyła mi przez wiele lat mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. 
    Mieszkała w Sopocie, niedaleko nas. Była Panią przed 60-tką. Koleżanką mojej mamy. Dziś pewnie kazałaby się nazywać „singielką”.
    Była niezwykle silna i niezależna. Miała swoje zasady.
    Cała była „jak ta hrabianka” w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sposób bycia, wygląd były bardzo zbliżone do tych „z epoki”. Byłam w nią zapatrzona. Bardzo inteligentna, zawsze elegancka, pogodna i z masą cudnej wiedzy. Wypełniała moje życie nieskończoną ilością magicznych opowieści. Byłam małą dziewczynką, dla której opowieści o powojennej Warszawie i Mławie były jak baśnie, albumy pełnie dzieł sztuki, były jak wrota do najpiękniejszych galerii.
     
    Spędzałam z nią każde środowe popołudnie, które czasem przedłużało się do wieczora. Dlaczego akurat środowe ? Nie wiem. Nigdy nie zapytałam o to ani jej, ani mamy.
    Nie lubiła gotować, ale często chcąc mi zrobić przyjemność, przygotowywała mi gorącą zupę-krem z serków topionych z grzankami. Do dziś pamiętam ten smak.
    Pokazywała mi przepiękne albumy głównie związane ze sztuką. Było tego naprawdę dużo. Malarze, graficy, fotografowie. Czy to dzięki niej tak bardzo ciągnie mnie w tę stronę ?
    Czy to dzięki niej tak bardzo kocham galerie sztuki i muzea ?  
    Czy dlatego wędrując po najpiękniejszych, historycznych miasteczkach zapiera mi dech w piersiach ?
     
    Ciocia Zosia, bo tak ją nazywałam, fascynowała się słowem pisanym. Dużo mi czytała. Pomagała interpretować wiersze. Później uczyła pisać reportaże i eseje. 
    Sama w malutkich notesikach spisywała swoje ważne myśli i drobne wierszyki.
    Robiła to chyba w obawie o ulotność i myśli, i chwil.
    Lubiła bawić się ze mną w rymowanki. Budziła moją kreatywność.
    Kiedy w słoneczne dni spacerowałyśmy po Sopocie, ciągle zachęcała mnie do tworzenia rymów. 
     
    Dziś to rozumiem i potrafię to nazwać. Kiedy miałam 10 lat nie wiedziałam, że bawiąc się ze mną, robi tak ważne dla mnie rzeczy.
    Kierowała mój wzrok na sztukę, pokazywała rzeczy ważne. Uwrażliwiła mnie na twórczość artystów. Tak, miała na mnie ogromny wpływ.
    Uwielbiała też pasjanse. Nauczyła mnie kilku z nich, ale moje zainteresowanie kartami nie przetrwało. 
    Dziś świętują wszystkie Zośki, 15 maja … środa. Myślę o niej i o naszych środach.
    Myślę o tym, jak to bardzo ważne spotkać na swojej życiowej drodze również właściwych i wartościowych ludzi. 
    Nawet, a może właśnie w bardzo młodym wieku.
     
     

     „Dziękuję Ciociu Zosiu !

  • Z INNEJ BECZKI … FRANCUSKIEJ BECZKI
     W trakcie jednych z wielu wakacji spędzonych na południu Francji,
    w naszej ukochanej Prowansji, odwiedziliśmy wspaniałą winnicę Chateau de Berne.
    Pozostająca w angielskich rękach, jest niezwykle profesjonalna i wśród wszystkich winnic wcześniej odwiedzanych, według nas najlepiej przygotowana na przyjęcie gości. 143 hektary wspaniałych, ekologicznych upraw winorośli.
    Cała posiadłość jest niezwykle malownicza. Ogromną atrakcją jest ekskluzywny, 5 gwiazdkowy hotel ze wspaniałym SPA. Wspaniała restauracja Le Jardin de Benjamin wraz z kameralnym bistro sprawiają, ze każdy znajdzie tam zakątek dla siebie.
     
    W oczekiwaniu na przewodnika i kilkugodzinny tour po winnicy
    wstąpiliśmy do bistro na małe „co nieco”.
    Posililiśmy się „lekko”, rozsmakowując się w miejscowych specjałach …
    Kolejne godziny wizyty przyniosły niezwykle ciekawe lekcje o produkcji wina.Dowiedzieliśmy się bardzo szczegółowo jak one powstają i skąd się bierze różowe wino. Wiedzieliście ?
    Kolor różowego wina bierze się ze skórki owoców. To tam znajdują się barwniki, które wskutek maceracji łączą się z sokiem. Od długości kontaktu soku ze skórką zależy późniejsza intensywność koloru różowego wina.
    Po kilku godzinach winnej edukacji odwiedziliśmy miejscowy sklepik,
    gdzie zaopatrzyliśmy się w najlepsze wino tej winnicy, Cuvee Speciale:
    To był jeden z moich najciekawszych dni spędzonych w Prowansji w minionych latach.
    Jeśli kochacie wina i interesujecie się ich produkcją, to bardzo Wam polecam odwiedzenie autentycznej winnicy tego typu i skorzystanie z fantastycznego wykładu, czy wycieczki.
    To dobry sposób na lepsze zrozumienie tajników produkcji magicznych, francuskich win.
    Tak, to był wspaniały scenariusz na niezwykły, prowansalski dzień…



     

  • KONCERT WIEDEŃSKI W SOPOCIE
    Od lat w moim domu, zawsze w Nowy Rok, zawsze w ten wyjątkowy i szczególny dzień z głośników telewizora dobiegała przepiękna muzyka poważna – to znak że trwał koncertu wiedeński. Dla mnie jedyny i wyjątkowy. Mam nadzieję, kultywować tę tradycję w kolejnych latach.
    Kiedy w tym roku oglądałam go, przepełniała mnie wyjątkowa radość, ponieważ wiedziałam, że już za kilka dni, będę mogła uczestniczyć na żywo w jeszcze jednym wspaniałym muzycznym wydarzeniu. I tak się stało!
    10 stycznia 2019 o godz. 18.00 Polska Filharmonia Kameralna Sopot wraz z wybitnym, niemieckim pianistą młodego pokolenia Alexandrem Krichelem i jego wspaniałym koncertem fortepianowym zagrali wyjątkowy i niezapomniany koncert.
     
     
    Alexander Krichel to artysta współpracujacy z SONY Classic, laureat prestiżowego tytułu “Newcomer of the Year” ECHO Klassik. Polskiej publiczności artysta jest znany miedzy innymi z płyty „Chopin Hummel Mozart”, wydanej przez SONY Classic, na której występuje właśnie z Polską Filharmonią Kameralną Sopot.
    Koncert odbył się w Sali Koncertowej PFK Sopot i poprzedzał bezpośrednio koncert sopockich filharmoników zaplanowany na 12 stycznia w słynnej Grosse Saal zwanej Złotą Salą Musikverein w Wiedniu, w Austrii. To miejsce doskonale znane ze słynnych, transmitowanych na cały świat przez telewizję  koncertów noworocznych wiedeńskich filharmoników.
    Koncert sopockich muzyków w Wiedniu był już od dawna wyprzedany, ale dla wszystkich sopockich melomanów PFK Sopot przygotowało miłą muzyczną niespodziankę i zaprezentowali się w takim samym programie, jak w Wiedniu.
    Pod batutą Wojciecha Rajskiego mogliśmy wysłuchać wspaniałe wykonania następujących utworów:
    Ludwig van Beethoven – Uwertura do baletu Twory Prometeusza op. 43
    Ludwig van Beethoven – Koncert fortepianowy nr 5 Es-dur op. 73
    Franz Schubert – Symfonia nr 6 C-dur
    Ta cudowna uczta muzyczna, w repertuarze identycznym z koncertem wiedeńskim stała się moją niezapomnianą i wyjątkową atrakcją tegorocznego karnawału.
    Tak wspaniale zagrane utwory, wysłuchane na żywo w moim ukochanym mieście zapadną mi w pamięć na bardzo, bardzo długo…a może na zawsze ?
  • „SOPOT W RZECZY SAMEJ” – 18 URODZINY MUZEUM SOPOTU
    „Sopot w rzeczy samej” – to tytuł wystawy, którą od 8 lutego do 14 kwietnia można oglądać w Muzeum Sopotu, przy nadmorskiej promenadzie.
    W tym roku muzeum świętuje 18-te urodziny i wystawa jest zorganizowana właśnie z tej okazji. 
    Związana jest z historią kurortu i jego mieszkańców. Pokazuje eksponaty podarowane przez mieszkańców i miłośników Sopotu od czasu powołania muzeum w 2001 roku. Przez 18 lat działalności muzeum zgromadzono około 
    10 tysięcy przedmiotów, w tym meble, obrazy, stroje z epoki, modne bibeloty,
    a także biżuterię, ceramikę, stare fotografie, pocztówki, mapy, grafiki, listy, dokumenty i wiele innych, nierzadko zaskakujących przedmiotów. Wystawa przedstawia historię Sopotu przez pryzmat przedmiotów i związanych z nimi opowieściami.  
    Powyżej dostrzeżony wśród tak wielu, mój ulubiony eksponat tej wystawy.
    Ja odwiedziłam wystawę w niedzielę 17 lutego, kiedy to w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Przewodnika Turystycznego, przewodnicy PTTK oprowadzali po wystawie i całym muzeum.
    Odbyłam wspaniałą podróż w czasie.
    Przez blisko dwie godziny słuchałam wspaniałych historii związanych z eksponatami wystawy oraz poznałam wiele nieznanych mi wcześniej szczegółów związanych z rodziną gdańskiego kupca i przedsiębiorcy Ernsta Augusta Claaszena, dla którego to zaprojektowano i w 1903 roku wybudowano tę przepiękną, zabytkową, eklektyczną willę, która stanowi siedzibę muzeum.
    Obiekt ten jest znany pod nazwą Willa Claaszena. Położona w ogrodzie przy samej plaży z licznymi wieżyczkami i wykuszami posiada kontrastowe zestawienie jasnych otynkowanych płaszczyzn z ceglanym licem muru i murem pruskim.
    W dawnych pomieszczeniach gospodarczych, na poziomie piwnic znajduje się dziś restauracja. Na parterze, zrekonstruowane: jadalnia, weranda, salon i buduar. Na I piętrze, w miejscu dawnych sypialni odwiedzamy sale wystawiennicze.
    Na poddaszu są biura, a na strychu magazyn i pomieszczenia socjalne.
    Poświęcę temu bardzo oryginalnemu obiektowi architektonicznemu oddzielny post.
    Wystawa jest czynna codziennie do 14 kwietnia 2019.
    Od wtorku do niedzieli w godz. 10.00-16.00. 
    W niedzielę wstęp wolny.
    Serdecznie zachęcam do odwiedzenia tej bardzo ciekawej ekspozycji !

    źródło: muzeumsopotu.pl

  • PIĘKNO ZIMOWEGO OGRODU – JAK JE OSIĄGNĄĆ ?
    Nie mamy wpływu na zmienność pór roku w ogrodzie,
    ale to co możemy zrobić, to się do nich dobrze przygotować.
    Dziś nie mam na myśli tylko pielenia, nawożenia, nawadniania.
    Dziś, chodząc po dojrzałym ogrodzie wiem,
    jak istotne są prawidłowe nasadzenia.
    Jak ważny jest dobór roślin do poszczególnych stanowisk w ogrodzie.
     I nie dowiedziałam się o tym, dopóki wielu z nich nie straciłam,
    bo myśląc o najlepszym stanowisku i pięknej kompozycji,
    nie uwzględniłam choćby bardzo zimnych zimowych wiatrów,
    które przez kilka sezonów stawiły mi prawie doszczętnie
    moją ukochaną różankę.
    Dopieszczoną do granic możliwości, stworzoną w pozornie dobrym miejscu w ogrodzie.
    Właśnie, pozornie dobrym …
    Suche mroźne wiatry nie popuściły nawet najtrwalszym odmianom.
    Przeniosłam różankę w bardziej zaciszne miejsce i poskutkowało.
    W dotychczasowym miejscu stworzyłam piękną rabatę bylinową.
    Skomponowana ze sprawdzonych „twardzieli” zdobi ogród nie tylko wiosną, latem i jesienią.
    Zdobi ogród również zimą.
    Piętrowy układ nasadzeń pozwala doceniać piękno każdej rośliny pojedynczo, jak i całej kompozycji rabaty.
    Ten układ jest dla mnie z wizualnego punktu widzenia tak interesujący, ze powtarzam go na wielu rabatach.
    Wprowadza ład, porządek i prawidłową perspektywę nasadzeń.
    Zimą, ciekawie obsadzone rabaty, zmrożone, pokryte szronem lub śnieżną kołderką wspaniale eksponują swoją urodę:
    Kluczem do piękna zimowego ogrodu jest również pozostawianie
    rabat na zimę z zasuszonymi gałązkami, listkami i kwiatostanami.
    Nigdy nie sprzątam ogrodu jesienią.
     To moja zasada.
    A istotnych powodów tej decyzji jest wiele.
    Pod śnieżną kołderką, pod suchymi liśćmi, w łodyżkach zimują nasi najmniejsi skrzydlaci przyjaciele.
    Wielokrotnie znalazłam tam biedroneczki i przeróżne larwy.
    W ponure zimowe dni, suche kwiatostany bylin i traw ozdobnych  wyglądają szczególnie pięknie.
    W zasuszonych kwiatostanach często pozostają drobne nasiona,
    które z kolei sprawiają, że ogród jest regularnie odwiedzany
    przez naszych „braci mniejszych”.
    Przylatują  posilić się również pozostawionymi owocami kalin koralowych, berberysów i róż pomarszczonych.
    I to one, moje ulubione „czerwone piękności”
    przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. Również zimą.
    Są przepiękne. Ich czerwone owoce, pozostające przez wiele długich zimowych tygodni, wiszące na majestatycznych ciemnych gałązkach stanowią piękny kontrast z bielą, śnieżnych, czy mroźnych dni.
    Teraz, kiedy planujecie swoje ogrodowe prace na nadchodzący sezon,
    kiedy rozmyślacie o nowych aranżacjach i rabatach w ogrodzie,
    nie zapomnijcie przypadkiem o trawach ozdobnych.
    Miskanty, rozplenice, ostnice, kostrzewy, turzyce, carexy
    i wiele innych odwdzięczą się swą urodą każdego sezonu.
    Hortensje bukietowe nigdy Was nie zawiodą.
    Piękne i trwałe byliny, będą zdobiły ogród
    kolorowymi kwiatami latem i jesienią,
    a zimą wspaniale się zasuszą.
    Sadźcie jeżówki, rudbekie, słoneczniczki, rozchodniki, astry,
    dzielżany i wszystkie inne byliny, które lubicie.
    Będą wdzięczną ozdobą Waszych ogrodów przez cały rok:
       
  • MINCE PIE – KARNAWAŁOWY ZAWRÓT GŁOWY
    Czy macie ochotę na coś wyjątkowego ?

    A mieliście kiedyś okazję skosztować choć jednej z wersji
    angielskich babeczek skrywających pod swym „daszkiem”
    fantastyczną petardę smaku ?
    Angielskie gospodynie pieką je głównie w okresie Świąt,
    ja ze względu na „alkoholowa nutę”,
    podaję je gościom w karnawale.
    Dla mnie, ta malutka słodka przekąska to obłędna słodycz,
    stanowiąca kwintesencję koktajlowo-karnawałowych „delicji”.
    Jej przygotowanie wymaga małego kulinarnego zaangażowania, ale miny osób, które będą miały szansę skosztować tej pyszności, będą dla Was największa nagrodą.
    Potrzebujemy specjalnej blaszki/foremki do pieczenia mince pie. Zwykle są one na 12 ciasteczek. Ja mam takie 2 sztuki.
    Przydadzą nam się również foremki do wycinania z ciasta kółek i gwiazdek:
     
    Całą przygodę rozpoczynamy od przygotowania nadzienia, które starczy Wam z pewnością na kilka pieczeń. W chłodzie można je przechowywać kilka tygodni.


      

    NADZIENIE DO MINCE PIE:
    – 200 g suszonych moreli
    – 200 g rodzynek sułtanek
    – 200 g suszonej żurawiny
    – 100 g mieszanki kandyzowanych skórek cytryny i pomarańczy
    – 150 g masła
    – 50 g migdałów posiekanych w słupki
    – 225 g cukru
    – 2 łyżki miodu
    – 2 łyżki soku pomarańczowego
    – 1 łyżeczka przyprawy korzennej
    – 100 ml brandy, 100 ml porto, 50 ml śliwowicy.

    Wszystkie składniki oprócz alkoholi wkładamy do garnka.
    Delikatnie ogrzewamy, pozwalając masłu się stopić.
    Delikatnie mieszając podgrzewamy całość około 15 minut.
    Kiedy nadzienie całkowicie ostygnie dodajemy alkohole.
    Mieszamy dokładnie i odstawiamy.
    Zabieramy się za ciasto.

    SKŁADNIKI NA KRUCHE CIASTO:
    – 175 g mąki
    – 75 g schłodzonego masła
    – 25 g cukru pudru + troszkę do posypania gotowych mince pie
    – 1 całe jajo

    DO POSMAROWANIA CIASTA PRZED PIECZENIEM:
    – 1 łyżka mleka
    – 1 żółtko jajka

    – masa marcepanowa 100 g


    Do miski wsypujemy całą mąkę i ucieramy z pokrojonym w kosteczkę masłem. Kolejno dodajemy cukier puder i całe jajo i ucieramy. Gotowe ciasto wkładamy do lodówki na co najmniej 30 minut.

    Uwaga: Jeśli macie miejsce w lodówce, można je od razu podzielić na 2 części i rozwałkować każdy kawałek pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia. Będzie się wtedy łatwo wycinało.

    Jeśli ciasta  nie rozwałkowaliśmy wcześniej, robimy to teraz.
    Staramy się to zrobić bardzo cienko. Wycinamy kółka i gwiazdki, które będą rozmiarem odpowiadały naszej foremce. Ciasto po wyłożeniu  w foremce nakłuwamy widelcem.

    Nakładamy nadzienie i przykrywamy wyciętą z ciasta gwiazdką.
    Smarujemy wierzch każdego ciasteczka roztrzepanym w mleku żółtkiem.
    Ja robię to sylikonowym pędzelkiem FISKARS:



    Część ciasteczek zamiast gwiazdką z ciasta, przykrywam startą na tarce masą marcepanową, która również znakomicie komponuje się z nadzieniem:
    Mince pie pieczemy w 180 stopniach około 15 minut.
    Gotowe ciasteczka po wyjęciu z foremki posypujemy cukrem pudrem.
     !!! GOTOWE !!!
     
    MY HOME MADE TASTY LIVING
  • ZAKOCHAJ SIĘ W WARSZAWIE NIE TYLKO OD ŚWIĘTA.
    Świąteczny czas zawsze nastraja wyjątkowo.
    Jakkolwiek nam się w życiu aktualnie wiedzie.
    Jakkolwiek łaskawy lub mniej jest los,
    ja staram się zawsze uczynić ten czas wyjątkowym.
    A wyjątkowość, to dla mnie zawsze stan umysłu.
    To w pozytywnym nastawieniu i w radościach dnia codziennego poszukuję szczęścia.
    W tegorocznym świątecznym czasie, jak zwykle dekorowałam dom
    i szykowałam się na cudowne rodzinne spotkania i biesiady.
    Chwile bliskości i odprężenia przy kominku,
    z bolącymi od śmiechu brzuchami,
    będziemy rozpamiętywać jeszcze bardzo długo.
    Z Wami podzielę się pięknem, które możemy wspólnie dzielić jeszcze przez kilka tygodni Nowego Roku.
    W ostatnich dniach wyjątkowym okazał się wieczorny spacer
    po warszawskim starym mieście.
    Cudownie udekorowana i rozświetlona stolica była zachwycająca.
    Rozpoczęcie wędrówki od świątecznego jarmarku przy warszawskim barbakanie było bardzo trafne.
    Pyszne przekąski, piękne podarunki zawsze dobrze nastrajają:
     
    Plac Zamkowy z tradycyjnie już piękną choinką w tym roku przypominał o okrągłej rocznicy odzyskania niepodległości:
    Rynek Starego Miasta powitał nas budkami z gorącymi przekąskami,
    grzanym winem i wspaniałym kolorowym lodowiskiem, które już od kilku lat stanowi radosną rozrywkę dla warszawiaków i gości stolicy:
    A na Krakowskim Przedmieściu, na tych,
    którzy nie spotkali się jeszcze z Mikołajem, czekał ON sam. Osobiście.
    W torbie miał jeszcze troszkę prezentów:
    Szczególnie przyjemnym okazało się spotkanie
    z młodym warszawskim kataryniarzem,
    który nie tylko grą, ale i pięknym głosem umilał czas spacerowiczom:
    Za drobną opłatą można było „skraść też jego uśmiech”:
    Ot spacer, tak niewiele, a jak wiele.
    (…) Warszawo, moja Warszawo,
    Dla ciebie uśmiech i łza,
    Kto raz cię ujrzał, Warszawo,
    Na zawsze cię w sercu ma.(…)
    Właśnie tak cudownych spacerów, cudownych chwil sobie i Wam życzę.
    Tylko pomyślnych dni w tym Nowym 2019 Roku!
    Kolorów, optymizmu i radości z drobnostek.
    !!! Niech się Wam darzy,
    niech Wam się szczęści !!!
  • WYPIEKI OD SERCA. ŚWIATECZNE CIASTECZKA INACZEJ.
    Kolejny rok już prawie przemknął ! Dokąd się tak spieszył ? Nie do wiary jak mi się rozpędziły tygodnie i miesiące. Czy Wy też za nimi nie nadążacie ? Na szczęście nie mam czasu na rozpamiętywanie.  Z początkiem roku wygospodaruję go trochę na planowanie. To był bardzo trudny rok. Postawił mi ogromne wyzwania, a ja z całych sił starałam się im sprostać. Na szczęście byłam grzeczna i z początkiem miesiąca Mikołaj przyniósł mi pierwsze prezenty.
     
     
    Z jego worka wysypały się też cudowne, energetyczne akcesoria kuchenne, z których zawsze z radością korzystam.  
     
     
    Teraz wszystkie wolne wieczory spędzam w kuchni Świętego Mikołaja, skąd wydobywa się najcudowniejszy zapach wanilii i cynamonu.  Bo głównie piekę słodkości. Poczyniłam już sernik, piernik i ciasteczka. O tak !!! Setki ciasteczek.
    Znacie je doskonale, więc w tym roku pokażę tylko te inne. Takie wyjątkowe, takie moje, takie od serca… Bo właśnie serduszka wykrawa mi się najchętniej:
     
     
    A mój spersonalizowany wałeczek dodaje ciasteczkom wyjątkowości. Jestem nimi niezwykle uradowana.
    Tak bardzo mi się podobają:
     
     
    Dla tych, którzy w minionych latach nie piekli ze mną ciasteczek, przypominam przepis:

    SKŁADNIKI:
    – 1 kg mąki
    – 2 kostki masła (każda po 200 g)
    – 2 szklanki cukru
    – 1 cukier waniliowy
    – 2 całe jaja
    – 2 żółtka
    – 2 łyżeczki proszku do pieczenia
    – 1 łyżka stołowa kwaśnej śmietany

    Do miski wsypujemy całą mąkę, proszek do pieczenia, cukier, cukier waniliowy
    i pokrojone w kostkę masło. Kolejno dodajemy jaja i żółtka, na końcu śmietanę. Całość zagniatamy do momentu uzyskania jednolitej masy.  Dalej, według własnych upodobań i możliwości wykrawamy ciasteczka. Ja w tym roku, zdobiłam je właśnie wałeczkami z wzorami. Gotowe, układamy je na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Pieczemy w temperaturze 200 stopni, około 10 min. Wyjmujemy, kiedy lekko się „zarumienią”. Do „pierwszej gwiazdki” jeszcze kilka dni. Niech to będą dobre dni. 

     

    Jeśli planujecie wypełnić je pracą i przygotowaniami, to życzę Wam wyłącznie wspaniałych pomysłów !!!

  • NAJWIĘKSZY SAD EUROPY
    Dopóki zimy nie ma za oknem,
    będę jeszcze wspominała moje najpiękniejsze dni minionej jesieni.

    Czy bywacie czasem w okolicach Grójca pod Warszawą ?
    A może tak jak my, jeździcie każdej jesieni w te okolice,
    żeby bezpośrednio od małych lokalnych sadowników kupić nasze polskie najlepsze jabłka pod słońcem ? Piszę „w okolicach”, ponieważ poszukiwania grójeckich jabłek są mało skomplikowane.
    W okolicznych wioseczkach i gminach sady z jabłoniami zajmują nawet 70 % terenów. W większości z nich uprawy są na bardzo wysokim poziomie, a tereny bardzo zadbane.

    Gdziekolwiek się nie rozejrzeć jabłonie, jabłonie i jeszcze raz jabłonie.
    Korzyści z zakupu niekwestionowane. 
    Świeżo rwane, rumiane jabłuszka przechowywane w chłodzie,
    przez wiele tygodni są soczyste i przepyszne. Dzięki tym wizytom, jesienią w naszym domu królują świeże i pieczone jabłka,
    soki tłoczone i obłędne szarlotki.

     Region ten jest dziś nazywany „największym sadem Europy”. 
    Możemy być z tego dumni !!! 
    Włosi mają swoją Toskanię z cudownymi uprawami winorośli.
    Francuzi szczycą się takimi rejonami jak np. Bordeaux,
    Alzacja czy Burgundia.  
    My mamy swoje wspaniałe „grójeckie królestwo jabłek” w Polsce.

    Wyjątkowe właściwości tych grójeckich owoców, wynikające z ich pochodzenia geograficznego, zostały potwierdzone certyfikatem EU – Chronionego Oznaczenia Geograficznego. 
    Jest to system stworzony w 1992 roku i dotyczy ochrony regionalnych produktów rolnych. Ma on na celu ochronę nazw tych produktów

    i zapewnienie ich autentyczności. Dotyczy wyrobów wytwarzanych na określonym obszarze w sposób tradycyjny. System w tym względzie wzoruje się na francuskim systemie appellation d’origine contrôlée oraz włoskim denominazione di origine controllata

    A wiecie, że uprawę jabłek na Mazowszu, w okolicach Grójca 
    zawdzięczamy królowej Bonie
    Zawdzięczać jej możemy nie tylko popularną włoszczyznę, ale także grójeckie jabłka. Uprawy zostały zapoczątkowane w XVI wieku,
    a sama królowa stała się ich symbolem.
    Upatrzyła sobie ziemie na Mazowszu, jako dziedziczne dobro Jagiellonów. Przejęła je, i z ogromną charyzmą rozwijała uprawę warzyw i owoców na niezbyt urodzajnych glebach mazowieckich. Nakazała sadzenie jabłoni gruszy i śliw. 
    Czy nie powinniśmy być jej wdzięczni ? 
    Kolejne wieki minęły, a jabłka pod Grójcem nadal są uprawiane na ogromną skalę. 

    Z ogromną przyjemnością spacerowałam pośród grójeckich sadów. 
    Spędziłam tam kilka fantastycznych jesiennych popołudni. 
    Właśnie z jednego z takich wypadów pochodzą zdjęcia do dzisiejszego postu. Zrobiłam je dla Was, abyśmy wspólnie cieszyli się tą naszą przepiękną „polską Toskanią”.
    A najlepiej, śladem Włochów i Francuzów,
    abyśmy rozsławiali „w cały ten świat”.
     Podzielacie mój entuzjazm ?

  • SŁODKIE CZY KWAŚNE ? NIE WAŻNE. MOJE UKOCHANE CZERWONE KULKI.
    Czy są wśród Was entuzjaści „kwaskowatych” owoców ?
    Dziś będzie właśnie o nich.
    W temacie „kwasiaków”, zawsze latem pojawiają się w mojej kuchni wiśnie
    oraz czarne i czerwone porzeczki.
    I o tych ostatnich chciałabym dziś więcej, i więcej, i więcej, a najlepiej zawsze.
    Muszę, bo się uduszę … muszę „ratować przed zapomnieniem” 
    te cudownie czerwone kuleczki…

    Wiśnie i czarne porzeczki z pewnością sobie poradzą.
    Mamy masę powodów aby je hodować i masę przepisów, żeby je kupować.
    A co z porzeczkami ?
    Czy tylko ja mam wrażenie, ze pokolenie babć i mam jeszcze je sadzi i hoduje,
    a większość młodzieży i mniejszych dzieci albo nie wie jak to małe czerwone smakuje, albo nigdy w sklepie nie widziało ?
    Ja czerwone porzeczki uwielbiam, hoduję, a jak brakuje … to kupuję.
    Bo potrzebuję się najeść na świeżo, bo potrzebuję do lodów, galaretek, ciasta czekoladowego i koniecznie, wręcz niezbędnie … do KULTOWEGO CIASTA PORZECZKOWEGO. 
    Nie ma u mnie lata bez ciasta porzeczkowego.
    Ono jest jak skarpetki w kaloszach … no przecież muszą być !!!
    (nie ma to jak dobre ogrodowe żarciki, oczywiście wprost z rabatki z czerwonymi porzeczkami) 

    SKŁADNIKI NA KRUCHE CIASTO:

    – 3 szklanki mąki krupczatki
    – 3 żółtka + 1 całe jajko
    – masło (200 g)
    – 5 łyżek cukru pudru
    – 3 łyżki kwaśnej śmietany
    – 1 łyżeczka octu
    – 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    – cukier waniliowy 

    SKŁADNIKI NA KREM 

    – masło (200g)
    – 1 żółtko + 1 całe jajko 
    – 6 łyżek cukru pudru
    – cukier waniliowy

    DODATKI:

    – świeże owoce czerownej porzeczki
    – galaretka truskawkowa 

    Mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia ucieramy z masłem, żółtkami, jajem, cukrem pudrem
    i cukrem waniliowym. Kolejno dodajemy kwaśną śmietaną i ocet.
    Po dokładnym wyrobieniu ciasto będzie lekko kleiste i wilgotne. Rozprowadzam je na blaszce  pokrytej papierem do pieczenia, dłońmi zwilżonymi wodą. Dzięki temu ciasto łatwiej się rozprowadza.
    Piekę zawsze w głębszej blaszce z piekarnika, w 180 stopniach około 30-35 minut.
    Kolejno studzę ciasto, bo to konieczne. 
    W międzyczasie przygotowuję krem, ucierając cierpliwie wszystkie jego składniki na gładką, lekko kremową masę. Rozprowadzam ją na ostudzone już ciasto i wstawiam blachę razem z ciastem
    i masą do lodówki na co najmniej godzinę.
    Czas na przygotowanie i studzenie galaretki.
    Lekko tężejącą, zalewamy ułożone na kremie w jednej warstwie porzeczki.
    Ponownie całość wstawimy na kolejną godzinę do lodówki.

    Czas już teraz zacząć ucztę!
    Five o’clock, popołudniowa herbatka, czy wszelkie inne Wasze kawowe rytuały mogą od dziś nabrać innego, słodko-kwaśnego wymiaru.
    A wszystko to, dzięki cudownemu porzeczkowemu ciastu.
    Słodki krem i orzeźwiająca galaretka cudownie równoważą lekką kwasowość porzeczek.

    Całość chłodna, lekka i mega wciągająca. To ciasto jest wyjątkowe!
    Napiszcie, czy i Wy zakochaliście się w tym smaku.

    Czekam na Wasze komentarze!