WILCZA GÓRA
Blog o moim Wilczym apetycie na życie. Z Górą, na którą każda Wilczyca musi się wspiąć.
-
Dziś ostatni dzień lutego. Jutro zaczynamy marzec.Miesiąc, który zwykle przynosi pierwsze wiosenne dni.Dni rześkie, świeże i często ciepłe.Prognozy przewidują kilkunastostopniowe temperatury w ciągu dnia.Byłoby miło, ale jak z tym „dobrobytem” poradzi sobie przyroda ?Czy przyspieszona wegetacja nie zostanie sprzeniewierzona powracającymi przymrozkami i śnieżnymi dniami ?Zarówno marzec, jak i kwiecień potrafią płatać jeszcze mroźne, zimowe figle.Noce bywają bardzo zimne, a poranki mroźne.Jedyny pożytek, to miłe dla oka fotografie, z których trochę mrozi, i trochę powiewa porannym ziąbem.Pomimo to, przepadam za takimi portretami, bo są wyjątkowe…Oby jak najwięcej tej cudnej, błękitnej aury było do obejrzeniana marcowym, wiosennym niebie… -
Myślę, że większość z nas oglądała w necie filmik DOMEK W KARKONOSZACH.Natura, wspaniałe widoki, przytulny, ciepły kąt. Nawet nie wiecie, jak często mam myśli podobne,do myśli właściciela domku. No, może nie używam aż tylu dosadnych określeńopisujących moje odczucia, ale fakt jest faktem, mieszkając za miastem musimy liczyć się ze wszelkimi tego faktu konsekwencjami. Jesteśmy sobie Panem, Sterem i Okrętem. A właściwie MUSIMY BYĆ.I to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Korzystamy z dobrodziejstw ciszy, spokoju, świeżego powietrza, bliskości lasu, fauny. Wiosną, latem i jesienią spędzamy dosłownie każdą wolną chwilęw ogrodzie, na tarasie, czy w naszym brzozowym lasku.A zimą ? A zimą też spędzamyogrom czasu „na świeżym powietrzu”. Myślicie: łyżwy, narty, snowboard ?Nic podobnego. Myślcie lepiej: łopaty do śniegu i taczki. Tak, tak … hałdy śniegu, opanowujące teren przez wiele zimowych tygodni, są dodatkowymi atrakcjami, które dodają wątpliwego „uroku” zamieszkaniu w domu za miastem.Tu, nie przejedzie pług o 4 nad ranem, solarki, piaskarki, kiedy trzeba. Nie przejdzie dozorca bladym świtem rozsypując piach lub sól pod nasze nogi, tak aby rano nikt nie przewrócił się przed drzwiami. Zima za miastem, we własnym domu,to często napieranie rankiem silnym, męskim barkiem na zasypane przez wiatr i śnieg drzwi wejściowe.To odśnieżanie podjazdu do garażu, aby rano móc w ogóle wyjechać i spotkać się z cywilizacją.To często wywożenie kilkunastu taczek bardzo ciężkiego i mokrego śniegu ze ścieżek i szlaków komunikacyjnych.Może i zima jest romantyczna i najlepsza do leniuchowania,
ale NIE, kiedy mieszkasz za miastem. Przyjęło się mówić o wiosennych porządkach terenów i ogrodów.Ja mam wrażenie, że porządkujemy i sprzątamy cały okrągły rok, a w zimie, to nawet dość ciężko.Często lutowe temperatury, wyższe w dzień i niższe nocą powodują tworzenie się grubych lodowych warstw na tarasach i ganku. Na ich skucie poświęcamy wiele sił i wiele godzin.
Dobrze mieć łopatę (odgarniacz) do śniegu koniecznie z aluminiowym wykończeniem:Czy to wszystko może należeć do przyjemności ?Może, jeśli powtarzasz to tylko kilka razy zimą,w słoneczne i piękne dni. Gorzej, kiedy trzeba odśnieżać niemal codziennie, mróz znęca się nad nami niemiłosiernie i przemarznięci i przemoczeni zastanawiamy się, czy damy radę rozłożyć siły do końca odśnieżania …Najczęściej, właśnie wtedy myślę o DOMKU W KARKONOSZACH…A piszę ten post, kiedy internet już zasypany pierwszymi śnieżyczkami, pierwszymi krokusami,a my znów zawaleni śniegiem,który padał przez ostatnie kilka dni…Ha, ha, ha … hi hi hi ? Nie bardzo mi do śmiechu.
Ostatnie zimy dały mi w tzw „kość”. No dobra, ale wystarczy tego użalania się …Życzę Wam (i sobie również) szybkiego nadejścia ciepłej, zielonej i pachnącej wiosny.Chcę już zapomnieć o hałdach śniegu, lodzie, zasypanych drzwiach i blokującej się w dużym mrozie bramie wjazdowej.
Przynajmniej na parę miesięcy. Już niedługo, polatam sobie za taczką, ale z łopatą, grabiami i donicami.
Będę pielić, kopać, grabić i sadzić. I obiecuję, nie będę narzekać !
Czekam na to zielone szaleństwo ! Tym bardziej, że „zielone co nieco” zaczyna się
już z ziemi wychylać … -
Nadszedł ostatni weekend i już tylko kilka dni karnawału.Mam nadzieję, że minione dwa miesiące upłynęły Wam choć troszkęw rytm tanecznej muzyki. Może udało się Wam w choć jeden weekend odprężyći spędzić czas z rodziną z znajomymi lub nieznajomymi ?Oderwaliście się od codzienności i pozwoliliście, aby muzykaw Waszej duszy choć chwilę grała ?My kończymy już czas domówek, potańcówek i bali karnawałowych.No może jeszcze coś we wtorek …Pozostawię jeszcze na kilka tygodni moje ulubione zimowe dekoracje, choć pewnie pod koniec marca,moja głowa będzie już przepełniona wiosną i jej zieloną energią.Zimowe choiny i ośnieżone domki schowam na wiele miesięcy w kartonach na strychu.Dołączą do bożonarodzeniowych dekoracji.W ostatnich dniach zima znów powróciła, więc zimowe dekoracje jeszcze pasują.Ale my, na śnieg i mroźną aurę
chcemy już spoglądać tylko przez okno. Otulamy się kocykiem na miękkiej sofie. Wszyscy potrzebujemy chwil odprężenia i relaksu. Skandynawowie nazywają to „hygge”, a my tego nie nazywamy, tylko żyjemy tak od lat…
Równoważymy ciężką pracę, z drobnymi radościami dnia codziennego. I sami te radości sobie tworzymy, nie czekamy na „dary losu”… To jak żyjemy, zależy tylko od nas samych.
Nie udaje się spełnić wszystkich marzeń, ale osiąganie tych małych przyjemności, zależy tylko od naszej dobrej woli.Po ciężkich dniach, najważniejsze są dla nas długie wieczory. Razem gotujemy pyszne jedzenie, rozmawiamy.
Jak tylko to możliwe, rozpalamy kominek. Słuchamy ulubionej, relaksującej muzyki, czytamy książki i oglądamy zaległe filmy.Czasem tańczymy, czasem śpiewamy.
Dom otula światło świec, a my rozgrzewamy się gorącymi, aromatycznymi herbatami.
W weekendy lubimy się delektować pysznym winem …NA ZDROWIE NAM WSZYSTKIM !!!NA TE KILKA OSTATNICH, KARNAWAŁOWYCH DNI,RADOSNYCH, TANECZNYCH CHWIL WAM ŻYCZĘ !!!PRZEMIŁYCH OSTATKOWYCH SPOTKAŃ !!!CARPE DIEM ! -
Typy i prawidłowe zasady cięcia roślin omówiłam w pierwszej części mojego cyklu dotyczącego cięcia roślin.Teraz możemy zająć się ogrodowym kalendarzem i zaplanować terminy cięć zasadniczych.Poniżej znajdziecie wybrane przeze mnie gatunki roślin, z podziałem na części roku,w których należy zadbać o ich cięcie.Okresy te, są najbardziej polecanymi porami do cięć poszczególnych gatunków roślin.Należy jednak zawsze brać pod uwagę specyfikę i ewentualne anomalie pogodowe występujące w danym okresie.Mogą to być np. przedłużające się przymrozki, grube wiosenne pokrywy śniegowe w ogrodzie,czy bardzo zimne noce, hamujące wiosenny start wegetacji roślin.Macie już gotowe narzędzia ogrodowe ?Zabieramy się do pracy:WCZESNA WIOSNATo najlepszy okres na cięcie krzewów kwitnących latem.Jeśli chcemy dokonać mocnego cięcia, skracamy pędy,które wyrosły w poprzednim sezonie do fragmentów z 2-4 pąkami.Właśnie z nich wyrosną liczne,nowe pędy z dużą ilością pąków kwiatowych.Silne cięcia zawsze odwdzięczają się obfitym kwitnieniem.
TNIEMY:
Abelia, Aktinidia, Bugenwilla, Budleja Dawida, Dereń, Guzikowiec, Wrzos, Prusznik, Powojniki kwitnące pod koniec sezonu wegetacyjnego (odmiany wielkokwiatowe), Perukowiec, Ketmia, Hortensje drzewiaste, Hortensje bukietowe, Jaśmin, Lawenda, Męczennica, Laurowiśnia, Róże wielkokwiatowe, Róże wielokwiatowe, Róże dzikie i ich mieszańce, Wierzba, Kaliny o sezonowym ulistnieniu, Winorośle, Jesion, Perowskia, Robinia, Surmia, Tawuły letnie.WIOSNATNIEMY:
Świdośliwa, Aronia, Aukuba japońska, Berberys, Pięknotka, Kamelia, Milin, Choisya, Powojniki kwitnące w pełni sezonu wegetacyjnego (odmiany wielkokwiatowe), Fuksja, Bluszcz, Mahonia, Głogownik, Pięciornik krzewiasty, Ognik.WCZESNE LATOTeraz tniemy większość krzewów,które kwitną wiosną na pędach zeszłorocznych.Przycinamy je zaraz po zakończeniu kwitnienia.Często właśnie na początku lata.TNIEMY:
Bukszpan, Judaszowiec, Pigwowiec, Powojniki wcześnie kwitnące, Trzmielina płożąca, Forsycja, Suchodrzew, Magnolia, Osmanthus, Wiśnie ozdobne, Różaneczniki, Azalie, Tawuła wczesna, Liliak, Cis, Kaliny wiecznie zielone, Migdałek, Pęcherznica, Porzeczka krwista, Żylistek, Kolkwicja, Tawuła van Houtte’a, Krzewuszka.PÓŹNE LATOTNIEMY:
Kuflik, Żarnowiec, Hortensja pnąca, Ostrokrzew, Wiciokrzew, Jabłoń, Jaśminowiec, Rozmaryn, Krzewuszka, Glicynia.JESIEŃTNIEMY:
Róże pnące klimbingi, Róże pnące ramblery, Irga, Bzowina.Jeśli nie macie pewności, do kiedy najpóźniej można ciąć nasze rośliny zapamiętajcie zasadę, że ostatnie cięcie należy wykonać nie później, niż w końcu sierpnia/początku września tak, aby rośliny miały odpowiednio dużo czasu na przygotowanie się do sezonu zimowego.W pracach związanych z cięciem pomagają nam:– mały i poręczny sekator dźwigniowy Fiskars P54
– sekator nożycowy z obrotową rączką Fiskars P94
– piła z hakiem Z Serii Quikfit (nr136527) -
Od zawsze poszukuję pysznych pomysłów na smaczne,koktajlowe przekąski. Szczególnie są mi potrzebne,kiedy planuję długie wieczory ze znajomymi.Kiedy organizuję „domówki”, robię kanapeczki z przeróżnymi pastami.Piekę wytrawne muffiny, i smakowite mini-frittaty.FRITTATY – szybkie, niewiarygodnie proste i na dodatek przepyszne.Ze składnikami z poniższego przepisu,uda się Wam upiec 12 mini-frittatek.Podaję je zawsze ostudzone i przekrojone na 4 części.Czyli mamy 48 przepysznych kąsków „na ząb”.CO POTRZEBUJEMY ?
– 12 silikonowych foremek do muffinek wysmarowanych masłem
– 7 całych, dużych jaj
– (250 g pieczarek + 2 cebule) lub (1 mały brokuł) lub (1/2 kalafiora)
– sól i pieprz do smaku
– 6 łyżek utartego żółtego seraŚrodki foremek smarujemy cienko masłem.Jeśli planujecie lekkie frittaty z brokułem lub kalafiorem,podzielcie go na małe różyczki.Blanszujcie w osolonym wrzątku, przez 3-5 minut.Po odcedzeniu, przelejcie go strumieniem zimnej wody.A w temacie odcedzania …… macie już znakomity, silikonowy durszlak FISKARS ?Po złożeniu, ma tylko 3 cm wysokości !!!Mieści się w szufladzie z drobnymi akcesoriami kuchennymi.Nie potrzebna jest dodatkowa szafka na garnki tylko po to,aby schować durszlak …Całe jaja zmiksujcie przez moment w misce. Należy je osolić i dodać pieprz do smaku.Żółty ser utrzyjcie na tarce. Do foremek włóżcie różyczki brokułu,wlejcie jaja i obsypcie wierzch serem.Jeśli planujecie frittaty z pieczarkami i cebulką, pokrójcie je drobno i podsmażcie na patelni.Ja wkładam składniki do foremek dwóch etapach. Łyżeczką nakładam pieczarki wymieszane z cebulką,kolejno, wlewam na nie jajka do 1/3 wysokości foremki. Posypuję serem i dokładam kolejną warstwę pieczarekwymieszanych z cebulką, znów wlewam jaja i wierzch posypuję serem.Nie wypełniajcie foremek do końca, bo frittaty lekko podrosną. Ustawiamy je w małych odstępach na blasze.Pieczemy w piekarniku, w 190 stopniach, przez 18-20 min. W trakcie pieczenia, często wyrastają wysoko ponad foremki,ale w trakcie studzenia opadną i będą wyglądały doskonale !!!Pieczcie, eksperymentujcie z dodatkami i cieszcie się prostymi, lecz doskonałymiMINI-FRITTATAMI. My najbardziej przepadamy za pieczarkowymi i brokułowymi.Może i Wy odkryjecie je jako swoje ulubione ? Są lekkie i bardzo aromatyczne.SMACZNEGO !!!
-
Bezlistne gałązki i uschnięte byliny przywdziewają śnieżnobiałe czapeczki.Ogromne, białe czapy wyglądają olśniewająco. Przepadam za zimowymi spacerami.W słoneczne, rześkie dni, kiedy duży mróz nie dokucza, chwytam za aparat i w drogę.Do ogrodu, do lasu, na pola … Co udało się dla Was sfotografować ?Oto to:A w ogrodzie, taką mamy cudną aurę …Taką zimę kocham i za taką tęsknię każdego roku.Szkoda tylko, że to zwykle tylko kilka dni albo kilka godzin…tej wspaniałej, zimowej krainy czarów. -
Dziś kolejny wegetariański przysmak, który jest w czołówce moichulubionych „przekąskowych hitów”.Bardzo śródziemnomorski, bardzo oliwkowy.Zdecydowany numer 1 wśród past, nadal zajmuje pasta z awokado GUACAMOLE(kliknij nazwę po przepis).Mój numer 2, to hiszpańska pasta oliwkowo-fasolowa.Szaleję za oliwkami. Jem je często.Są bardzo zdrowe i przepyszne.Dlaczego by nie przygotować z nich pasty ?Mam na myśli pasę do kanapek …Uwielbiam przygotowywać proste, małe kanapeczki, a na nich właśnie zaskakujące pasty wegetariańskie.Goście podkradają je w trakcie całego przyjęcia, a ja cała zadowolona …SKŁADNIKI:- 1 puszka białej fasoli (masa po odsączeniu powinno być około 200-220 g)
- 1 szklanka zielonych oliwek bez pestki (najlepiej manzanilla)
- 2 grillowane lub pieczone czerwone papryki bez skórki
- 1 ząbek czosnku
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- 1 łyżka soku cytryny
- sól, pieprz do smaku
- kilka kropel tabasco, jeśli mielibyście ochotę na „ostrzejszą wersję”
WYKONANIE:Odsączoną fasolę „blendujemy” na gładką masę wraz z pokrojonymi oliwkami. Dodajemy pokrojoną w drobną kostkę paprykę. Czosnek przeciskamy przez praskę i dodajemy do pozostałych składników razem z oliwą i sokiem z cytryny. Solimy i pieprzymy do smaku. Zalecam ostrożność z solą , ponieważ zwykle oliwki mają już jej w nadmiarze. Dodajemy tabasco (ostrzejsza wersja! ). Delikatnie mieszamy całość i odstawiamy do lodówki na co najmniej godzinę, żeby smaki i aromaty mogły się połączyć.SMACZNEGO OLIWKOWEGO !!!SMACZNEGO FASOLOWEGO !!! -
W dzieciństwie marchewka i jej przetwory nie były moim wielkim przysmakiem.Choć muszę wyłączyć z tej tezy chrupanie umytych i tylko oskrobanych ze skórki,młodziutkich, słodkich okazów, konsumowanych na działce u mamy, czy cioci. Teraz moja sympatia do niej wzrosła wraz z pyszną jej karmelizowaną wersją z imbirem. To ostatnio moja ulubiona przekąska.To „przełamanie się” i przekonanie do fajnej strony marchewki, skłoniło mnie również do skorzystania w przepisu opublikowanego przez Anitę na jej „zielonym blogu” http://zielonomitu.blogspot.com/.Recepturę na to ciasto, Anita przywiozła z Pisarzowic k/ Bielska Białej, z kafejki działającej przy szkółce roślin.Jako szalona ogrodniczka od razu pomyślałam, że w takim miejscu z pewnością serwują coś znakomitego.Zachęcona rekomendacją Anity i faktem, że ciasto zawiera sporo moich ulubionych bakalii i korzennych przypraw,postanowiłam je upiec w okresie świątecznym. I tak zaczęło się moje marchewkowe szaleństwo.Nie robiłam w tym roku ani piernika, ani małych pierniczków, a bardzo chciałam mieć świąteczne, lekko korzenne ciasto. Nie zawiodłam się. Ono takim się stało. Jest przepyszne, wilgotne, aromatyczne.Wprost doskonałe !!! Polecam i Wam, tę „luksusową”, korzenną wersję marchewkowego ciasta.Działamy ? Działamy !!!SKŁADNIKI PODSTAWOWE:
– 2 pełne szklanki drobno przetartej surowej marchewki
– 4 jaja
– 1,5 szklanki drobnego cukru
– 1 szklanka oleju
– 2 szklanki mąki pszennej tortowej
– 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
– 1 płaska łyżeczka sodyDODATKI:
– 50 g orzechów włoskich
– 50 g orzechów laskowych
– 6 fig suszonych
– 6 kostek gorzkiej czekolady
– 3 łyżki skórki pomarańczowej kandyzowanejPRZYPRAWY:
– 1 łyżeczka cynamonu
– 1 łyżeczka kardamonu
– 1 łyżeczka gałki muszkatołowejWYKONANIE:
– Marchewkę utarłam na tarce o drobnych oczkach.
Odmierzyłam 2 pełne szklanki.
– Orzechy, figi i czekoladę rozdrobniłam na dosyć drobne kawałki
( zrobiłam to tłuczkiem)
– Ubiłam mikserem jajka z cukrem na gęstą masę
– Dodałam kolejno olej, mąkę, proszek do pieczenia, sodę, wszystkie przyprawy i dalej miksowałam
– Kolejno dodałam marchewkę i delikatnie ją wymieszałam
– Stopniowo dodałam wszystkie bakalie i czekoladę
– Dół tortownicy (24 cm) wyłożyłam papierem do pieczenia,
a boki wysmarowałam masłem i posypałam mąką
– Gotowe ciasto przelałam foremki– Rozgrzałam piekarnik do temperatury 180 stopni
– Czas pieczenia wyniósł około godziny, ale pod koniec pieczenia,
co kilka minut sprawdzałam drewnianym patyczkiem stopień wypieczenia środka ciasta.Dodam, że w ciągu ostatnich 4 tygodni, piekłam je już 3 razy tylko dla tego,że znika u nas bez śladu w ciągu jednego dnia.SMACZNEGO MARCHEWKOWEGO !!! -
No i mamy również w Wilczej Górze całkiem nowy, świeżutki, pełen czystych, niezapisanych, 365 śnieżnobiałych kart.
To Nowy Rok i jego 365 nowych dni.365 nowych szans na ich zaplanowanie i zagospodarowanie. Wszyscy dostajemy dokładnie te same 365 dni od życia.Jedyną różnicą jest to, jak je samodzielnie zaplanujemy,co z nimi zrobimy.Nie musimy od razu znać całego tekstu do zapisania naszych kart na ten rok. Zacznijmy od słowa, lub kilku słów,które mogą być dla Nas w tym roku ważne. Przeszłości nie da się zmienić. To oczywiste,ale każdy nowy dzień jest pełen przeróżnych możliwości. Które ze słów są dla Was teraz ważne ?Pomyślcie, czego na ten nowy rok można by Wam życzyć ?Miłości. Pokoju. Nadziei. Pomyślności. Wiary. Odwagi. Radości. Uśmiechu. Powodzenia.Wybierzcie słowa, z którymi będziecie kroczyć przez 365 dni tego roku. Niech one Was prowadzą i zapisują codziennie karty Waszej życiowej księgi. Piszcie ją odważnie, z pasją i fantazją.Nigdy nie bójcie się tworzyć swoich własnych, nowych wątków. Susan Wiggs w książce „A między nami ocean…” powiedziała:(…) Sposób w jaki spędzasz każdy kolejny dzień,kiedyś zsumuje się na sposób, w jaki spędziłaś życie.(…)Czyż nie warto starać się każdego dnia ? W A R T OStawiajcie sobie głownie cele krótkoterminowe.Takie na dziś, na jutro, na za tydzień, w tym miesiącu. Ich realizowanie daje zawsze masę radości i satysfakcji. Często też, stają się cichym motorem do dalszych działań pod tytułem:„każdego dnia jeden krok;jeden bliżej do osiągnięcia celu”Polecam każdemu systematyczne, codzienne zajmowanie się sprawami, które wymagają naszej uwagi przez dłuższy okres. Te codzienne, pojedyncze kroczki niepostrzeżenie zbliżają nas do osiągnięcia większych celów, które z perspektywy czasu mogły wydawać się nawet nieosiągalne. I dlatego, jak wiecie ja nie robię POSTANOWIEŃ NOWOROCZNYCH. Dlaczego ? Bo każde D Z I S I A J może być początkiem nowego. Lubię za to robić krótkie podsumowania i plany.Mam nadzieję, że czas Adwentu i Świąt, był i dla Was szansą,na choć małe podsumowania i podziękowania za miniony czas.Może to nie był dla Was rok najlepszy z najlepszych, ale zapewne zdarzyło się wiele dobrego,zapewne spotkało Was coś miłego. A może udało się Wam zrealizować swoje małe cele,lub choć trochę się do nich zbliżyć ?Nie lubię rozpamiętywać przeszłości, ale lubię zachowywać z niej najpiękniejsze wspomnienia.Budować z nich moją własną strefę przyjaznego komfortu. Wspaniałe zdarzenia, dni, momenty z przeszłości,budują moją nadzieję na dobrą przyszłość. Dlatego zrobiłam sobie mały HAPPY END OF OLD YEAR.Podziękowałam za wszystko co dostałam. Za każdą piękną chwilę.Szczególnie jestem wdzięczna za nauki, o które miniony rok mnie wzbogacił.Jestem gotowa na Nowy Rok.A to będzie dobry rok !!!Regina Brett podpowiada:(…)”Zasługujemy na to, co najlepsze,ale zanim uwierzą w to inni,sami musimy w to uwierzyć”(…)I z tym przekonaniem, ponownie życzę Wam z całego serca:Zdrowia. Dla siebie i najbliższych …Bez niego ciężko przeżyć nawet najzwyklejszy dzień.Miłości, przyjaźni i szacunku.Bez nich nie istnieją dobre relacje wokół nas.Niegasnących pasji, które „umajają życie” i powodują,że zawsze „chce się wstać”.Konsekwencji, wytrwałości i niestrudzonej cierpliwości.Do wszystkiego, co w Waszym życiu ważne.Optymizmu, pogody ducha i ciepła,w którym „ogrzewają się Ci, którzy podchodzą bliżej”.Nieustającej ciekawości świata i woli nauki.Wierności swoim wartościom, bez poddawania się dogmatom.Ciągłej odwagi, która pozwala kierować się intuicją, rozumem i sercem(u mnie często ta kolejność się zmienia, oj często)orazWyłącznie mądrych decyzji…Mam nadzieję, że ten kolejny, nowy podobnie jak jego poprzednicy, będzie wypełniony ciekawą sztuką, we wszystkich jej wymiarach, wizytami w kinach i teatrach, podróżami do ciekawych miejsc, wspaniałymi smakami kuchni całego świata i najcudniejszą muzyką,która często brzmi w moich uszach nawet wtedy, kiedy zasypiam. A mamy teraz karnawał. Chłońcie muzykę, bawcie się tańcem. Spędzajcie wspaniały, towarzyski czas !
Niech się Wam wiedzie. Powodzenia.Wyjątkowego. Wspaniałego !!!Ewa -
Jak to dobrze zabrać się czasem za sprzątanie, i rozejrzeć się to tu, to tam…Ogólnie mówiąc, dobrze się czasem rozejrzeć po kątach…ha, ha, ha…Tak właśnie się rozejrzałam po garażu w poszukiwaniu drobnych narzędzi ogrodowych,które mogły zostać przeze mnie zapomniane, a wymagałyby posezonowej konserwacji(czyszczenie, dezynfekcja, oliwienie).Znalazłam 2 sekatory i nożyce ale odkryłam też całkiem niespodziewany woreczek.W tymże woreczku oczekiwały na mnie cebulki krokusów. Trochę mnie zamurowało, szczególnie, że kompletnie o nich zapomniałam. Upsss ! 29 grudnia… nieźle mi się „przysnęło”…A one, nie przeczuwając niczego złego, w garażowym ciepełku zaczęły już pięknie kiełkować. Ubrałam kalosze i kurtkę z prędkością światła. Szkoda tylko, że miejscówka w ogrodzie, którą dla nich wymyśliłam jesienią,zarosła perzem i małymi chwastami. Pozytywne okazało się to, że plusowe temperatury w ostatnich dniach„nie zamroziły” gleby. Miękko było na około 10-12 cm. Poleciałam po odchwaszczacz FISKARS QuikFit.Usunęłam szybko intruzów. Bardzo się postarałam, żeby usunąć najmniejszy nawet kawałek korzeni perzu. Małe grabki, były do tego niezwykle pomocne. Zagrabiłam ziemię i porobiłam dziurki na krokusy. Ułożyłam delikatnie, pojedynczo każdą cebulkę, dbając aby nie poutrącać i nie ułamać białych kiełek.Cały czas zachodziłam w głowę, jak do tego mogło dość.Jak ja mogłam o nich zapomnieć ???Tak się nimi cieszyłam, kiedy w październiku nakładałam w sklepie do woreczka, ciemno pomarańczowąodmianę ‚Orange Monarch’. Ale dość już wspomnień…Na koniec, zasypałam je porządnie kompostem. Udeptałam i podsypałam dodatkową warstwą kory.Zaczęło robić się ciemno i chłodno. Przed odejściem poprosiłam je cicho, żeby mimo wszystko nie zawiodły.Obiecałam, że będę przychodziła pogadać, doglądnąć je. Dodałam że wiem, że proszę o wiele, bo jest koniec grudnia,a one już wykiełkowały … Wiosną się okaże, czy się NAM udało (???).




















































