Jak większość pasjonatów ogrodnictwa, każdy wolny weekend w tym okresie spędzam w ogrodzie.
W minioną sobotę pracowałam „do upadłego”. Wypieliłam kolejne 2 rabaty. Troszkę spóźniona, podzieliłam jesienne byliny (marcinki i helenki), które zbyt mocno się rozrosły, a przydadzą się w nowych miejscach.
Nadal rozsypuję nawozy na rabatach, do których wcześniej nie dotarłam. Wszędzie masa chwastów, więc ich wyrywanie zawsze poprzedza nawożenie, i tym samym robi się z tego praca na cały dzień. Kilka rabat dostało nową lub uzupełniającą porcję kory. W naszym ogrodzie świetnie się sprawdza jako ściółka hamujące rozwój chwastów. W miejscach, gdzie stosuję ją już kilka lat, mam tylko pojedyncze chwasty. Powoli robi się kolorowo, choć jeszcze nie „hortensjowo”. Tęsknię już za naszymi białymi i limonkowymi pięknościami, a póki co…
upajam oczy takimi widokami jak poniżej. Z a serce chwytają małe prymule, które jak zwykle nie zawiodły:
Tym bardziej cieszę się z okazów, które zdecydowały się zamieszkać u nas na dłużej.
Niektóre są już z nami ponad 8 lat. Dlaczego lubię tę niezmienność ?
ale za dużymi zmianami nie przepadam. Cieszę się z mężniejących, dojrzałych już roślin i kompozycji,












Dodaj komentarz