Wiosna, wiosna, wiosna radosna. Wszyscy wzięliśmy się żwawo do „zielonej pracy” na swoich balkonach, tarasach,
w swoich ogródeczkach, ogródkach, ogrodach. I ja całe popołudnia i wieczory przeganiam pozostałości po minionej jesieni. Jesieni ? Tak. Jesieni.
Nigdy nie sprzątam ogrodu na zakończenie sezonu, przed zimą. Setki pozostawionych na zimę kwiatostanów hortensji i suchych bylin, właśnie zimą mają swoje „drugie show”. Sprzątam ogród wczesną wiosną.
Odpowiada mi takie „zmasowane działanie”. Tnę, podcinam, wycinam, pielę, dosypuję ziemi czy kory, gdzie trzeba, nawożę, podlewam i lecę dalej…rabata po rabacie.
Część hortensji już „po fryzjerze”.
Przeglądam każdy zakątek sprawdzając, czy zima „nie zabrała” mi żadnej roślinki. Zwykle potrzebuję na wyprzątniecie całego ogrodu około miesiąca czasu. A jak u Was ? Cudną esencją tego jesienno-wiosennego spotkania na moich rabatach, jest poniższe zdjęcie. Wspaniałe krokusiki, nie grymaszą, że miejsce, czy ogrodniczka do bani, tylko dają z siebie wszystko. Prawda ?
Jestem po kilku pierwszych dniach wytężonej pracy w ogrodzie i boli mnie wszystko.
Ależ…. jak ja kocham ten ból ! Znakomita wiosenna gimnastyka dla ducha i ciała !
Dodaj odpowiedź do GAJA Anuluj pisanie odpowiedzi