WILCZA GÓRA
Blog o moim Wilczym apetycie na życie. Z Górą, na którą każda Wilczyca musi się wspiąć.
-
Dopiero teraz, późnym latem, mogłam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy mariaż traw ozdobnych z częścią moich ulubionych kwiatów jest udany ? Zeszłej jesieni dodałam trawy (głównie przeróżne gatunki miskantów i rozplenic)do rabat z floksami, różami, rudbekiami, jeżówkami, hortensjami. W efekcie rabaty stały się wizualnie lżejsze a kompozycje ciekawsze i bardziej zwiewne. A kwiaty ? Według mnie zyskały na urodzie z przepięknie podkreśloną urodą.To jak ? Udało się ? Według mnie dało się i to bardzo: -
Wiele lat temu, po kiepskich doświadczeniach z hortensjami ogrodowymi, którym regularnie wymarzały pąki po każdej zimie, rozpoczęła się moja sympatia do hortensji drzewiastych i bukietowych.Myślę, że to sympatia z wzajemnością. Poniżej efekty tej naszej wzajemnej fascynacji: -
Rudbekia błyskotliwa (Rudbeckia fulgida) – gatunek byliny należący do rodziny astrowatych. Pochodzi z Ameryki Północnej. Sprowadzona do Europy prze ogrodników dopiero w XVIII w. Jak dobrze, że ją sprowadzili !Nie wiem, jak bez niej wyglądałby nasz ogród. Mam ją w wielu miejscach i w wielu kompozycjach. Jest niezawodna i niezastąpiona. Bardzo trwała, nie choruje i wspaniale się rozrasta. Czego wymagać więcej ? -
Liście już opadają z naszych brzóz, wieczory stały się chłodne. Ogrodowe kolory coraz bardziej intensywne i pochodzące głównie z ciepłej palety barw. Czy należy traktować, że Pani Jesień już się zbliża ?Ogród mówi sam za siebie. Z pewnością zbliża się.Poniżej znów seria zdjęć z popołudniowego spaceru: -
Kontynuując wczorajszy temat ogrodowych akrobacji, mam jeszcze dla Was „ważkę – cyrkówkę”.
To Szablak przypłaszczony (Sympetrum depressiusculum).
Musi to być starszy osobnik, bo one ciemnieją (jak wszystkie ważki). Zanikł prawie całkowicie żółty kolor, lecz czarne plamki na bokach są ciągle widoczne Podziwiajcie tę cyrkówkę ze mną. Zapraszam: -
Nasza leszczyna od kilku sezonów wspaniale owocuje. Jeśli zdążymy przed robaczkami, które też uwielbiają leszczynowe orzechy, to zbiory są całkiem imponujące. W tym roku, sprawa ma się całkowicie inaczej. Już drugi tydzień,każdego dnia, po kilkanaście razy, nasza leszczyna odwiedzana jest przez Dzięcioła dużego (Dendrocopos major).Mam wrażenie, ze dopóki nie oberwie wszystkich leszczynowych smakołyków, nie spocznie.Zobaczcie jakie akrobacje towarzyszą obrywaniu tych orzeszków: -
Ogród to dla mnie nie tylko rabaty, rośliny, kwiaty. Uwielbiam wszelkie ptaki, owady i motyle, które nas odwiedzają.Cieszy mnie wszystko, co jest z naszym ogrodnictwem związane. Od czasu, kiedy tworzymy to „nasze ukochane miejsce na ziemi”, każda kropelka deszczu jest dla nas na wagę złota.Deszcz podlewa ogród, odświeża i schładza umęczone upałami rośliny. A jaką piękną, kryształową biżuterię pozostawiana pajęczynach i gałązkach ? Sami zobaczcie, co zobaczyłam w moim obiektywie: -

Kiedyś za nią nie przepadałam. Miejski klomby obsadzone przeróżnymi gatunkami, bez troski i ciecia, przez lata traciły na swej urodzie. Nie widziałam dla irg miejsca w naszym ogrodzie. Do czasu, kiedy zobaczyłam ten egzemplarz „na kiju”. Lubię formy pienne wielu roślin i…okazało się, że i irgę polubiłam w tym wydaniu. Czytałam, że może przemarzać, ale nasza na szczęście dobrze zniosła już dwie minione zimy. W maju zachwycała mnie cudnymi, maleńkimi kwiatkami w kolorze różu i bieli.
Zawiązała piękne owoce i teraz prezentuje się jeszcze piękniej. Posadzona na tle srebrnego rokitnika i w towarzystwie sporych już czarnych bzów i dereni prezentuje się znakomicie. -

To połączenie kolorów w ogrodzie bardzo mi odpowiada. Bardzo spokojne, eleganckie i stonowane. Często stosuję je na rabatach i powielam przy wykorzystaniu różnych roślin. Dziś pokażę, jak pięknie komponuje się lawenda z białymi floksami wiechowatymi. Lekkości i zwiewności nadają tej kompozycji miskanty. Polecam to zestawienie na słoneczne i suche rabaty.
-
W miniony weekend pieliłam w ogrodzie. W chwilach wytchnienia latałam z aparatem za motylamii przysiadałam, żeby popijać ciepłą herbatkę. W pewnym momencie, na lawendzie przysiadła bardzo miła towarzyszka.Zwracam Waszą uwagę jak niezwykle „uśmiechniętą” ma buźkę. Niby zajęta swoimi sprawami, zerkała na mnie zalotnie co chwila i posyłała w moim kierunku ten rozbrajający uśmiech. To była Żagniczka zwyczajna (Brachytron pratense). Poznajcie się:















































































