WILCZA GÓRA
Blog o moim Wilczym apetycie na życie. Z Górą, na którą każda Wilczyca musi się wspiąć.
-
Ktoś powiedział „Autumn is the house of gold (…)”. Zgadzam się z tą piękną tezą.Często jesienią „szukam złota” w moim obiektywie. Dziś je chyba znalazłam. Nie będę dużo pisać.Spójrzcie na zdjęcia. Na nich moja Świecznica groniasta (Cimicifuga racemosa ) i jej malutki gość.Is the autumn the house of gold ? -
23 września – pierwszy dzień astronomicznej jesieni !!!Dzień był bardzo zimny i wietrzny. Jesień nie zadbała o dobre, pierwsze wrażenie.Zrobił to za to (oczywiście w moich oczach) nasz ogród. Jest już w nim sporo spokoju i nostalgii. Cudowne pudrowe róże i fiolety zachwycają mnie najmocniej, ale są też zakątki, pełne optymistycznych barw i wspaniałej energii: ciepłej żółci, pomarańczy i pojawia się już burgund. Zobaczcie sami: -
Dzisiejsze, jakże miłe promienie ciepłego słońca, wspaniale rozgościły się w naszym ogrodzie.Przenikają przez trawy i płatki kwiatów. Rozświetlają rabaty i pozwalają jeszcze bardziej cieszyć sięostatnimi dniami lata. Kolory liści azalii, każą mi już powoli witać jesień w naszym ogrodzie.Zobaczcie jakie cudne, energetyczne kadry: -
Dokładnie taki, jak lubię. Powietrze przepięknie pachnie lasem i schnącymi liśćmi, ptaki pracowicie, przygotowują się do nadchodzących chłodów, a motyle dokonują inwazji na nasz ogród. Obiecuję, ze kiedy nadejdą już chłodne wieczory,podzielę się z Wami moją MOTYLOWĄ GALERIĄ. Miniony weekend był cudowny, spokojny, ciepły, rodzinny i gościnny.W ogrodzie, promienie słońca tworzyły wspaniały, wczesnojesienny klimat, którym chciałbym cieszyć się jak najdłużej.Ile jeszcze tak pięknych tygodni przed nami ? Nie wiem ! Pani Jesień zdecyduje 🙂A na razie, zatrzymany w kadrze miniony weekend i ogród widziany głównie z tarasu, ale i z jego okolic: -
Co chciał ? Przyszedł na spotkanie ze mną ? Nie wiem, bo się nie dogadaliśmy.W minionych, słonecznych i jakże ciepłych dniach łapię każdą wolną popołudniową chwilkę, aby popracować w ogrodzie. Mamy przecież wspaniały czas na porządkowanie, dzielenie, przesadzanie i sadzeni. Jaki by ogród nie był dojrzały i pełny, zawsze znajdzie się trochę miejsca na nowe „nabytki”. Także nie wiele się zastanawiając pielę, sadzę, porządkuję i dokładam do kompostu. I dziś przy kompoście na chwilę się zatrzymamy. Kiedy kolejny raz do niego poszłam wyrzucić kolejną porcję chwastów, w niedalekiej odległości siedział ON…wygrzewał się leniwie w trawie. Spoglądał na mnie bez emocji ale też i bez niepokoju w oczach, pozwolił mi zakończyć sesję.Oto ON … ZACZAROWANY KSIĄŻĘ ?Książę, czy nie, w obiektywie zatrzymana: Żaba trawna (Rana temporaria)Miłego ogrodowania, w miłym towarzystwie !!! -

Wszystkie zupy-krem robię na patelni typu „wok”, bo nie muszę niczego przelewać i wszystkie składniki mi się mieszczą.
SKŁADNIKI:
– 5 młodych cukinii (większe okazy mają twarde pestki, które należy usunąć)
– 3 średnie ziemniaki (obrane, pokrojone w kostkę)
– 2 cebule
– 4 ząbki czosnku
– około 1 litra bulionu warzywnego
– przyprawy: sól, pieprz, gałka muszkatołowa, imbir, oregano
– do smażenia oliwa z oliwekPodsmażam pokrojoną cebulę i ząbki czosnku.

Kolejno dodaję pokrojoną cukinię. NIE OBIERAMY CUKINII ZE SKÓRY !!! Całość zostawiam na wolnym ogniu, solę, pieprzę i posypuję warzywa oregano. Jak już się podrumienią i lekko zmiękną (około 10-15 min) – zalewam je przygotowanym wcześniej bulionem. Dodaję obrane i pokrojone w większą kostkę ziemniaki. One stanowią naturalny zagęstnik naszej zupy.
Duszę wszystko pod przykryciem około 30 minut. Odstawiam z pieca i blenderem miksuję do uzyskania „gładkiego” kremu. Należy być cierpliwym – to ważny moment. Na koniec doprawiam krem świeżo mielonym pieprzem, odrobiną imbiru i koniecznie gałką muszkatołową ! Zupę podaję gorącą, z pokrojoną w kosteczki gorgonzolą, która rozpływa się wspaniale w zupie, ale wiem, że ta wersja jest wyłącznie dla wielbicieli serów pleśniowych. Prosta wersja z ciepłymi grzankami z bułki pszennej też jest bardzo dobra.
SMACZNEGO !!! -
Piękny mamy początek jesieni tego lata. Zimno, szaro, buro i pada. Aura bardzo jesienna, a w połączeniu z naszym widokiem przez okno, bardzo październikowa. Liście opadają z naszych brzóz przy najmniejszym nawet powiewie wiatru. Nie mogę powiedzieć, że to wszystko nastraja mnie optymizmem. Na poprawę samopoczucia, jak tylko przestało padać, pobiegłam na krótką przechadzkę po ogrodzie. Co zastałam ?Soczystą zieleń i odświeżone, zdrowe rośliny. Czyli nie jest źle! Jest nawet dobrze !Pospacerujmy razem: -
„Kto rano wstaje … (…)” – i ja dostałam. Poranna, wszechobecna rosa stworzyła tak niezwykłą i przepiękną choreografię na moich ukochanych hortensjach bukietowych. Każdy kwiat zbudowany z przeogromnej ilości małych kwiateczków z jeszcze mniejszymi środeczkami i pręcikami. Założyłam największy obiektyw i przyjrzałam się z bliska jaką biżuterię tego ranka przybrały, w jakiej galanterii witają tak piękny, słoneczny dzień.Efekt tego podglądania i dla mnie był zdumiewający: -
Jeśli Double Delight (tłum.podwójne zachwyt) kwitnie w tym sezonie już trzeci raz, to mamy już potrójny zachwyt i jeszcze większą radość ! Kwiaty nie przypominają urodą swoich poprzedniczek, ale według mnie są tak piękne,że nie staram się przypomnieć letniego kwitnienia, bo po co ?Popatrzcie jakie piękne: -
























































































