• CIEPŁE, JESIENNE BARWY
    Czas nabrał tempa nawet w moim ukochanym ogrodzie.
    Każdego dnia coś się zmienia, i to niestety na niekorzyść … przymrozki dają się we znaki.
    Liście większości drzew brązowieją i opadają.Jest zbyt sucho, aby miały szansę pięknie się przebarwiać.
    Mam jeszcze nadzieję na moje jesienne klony, które jak na razie mają się dobrze.
    Hosty już pożółkły, ale hortensje nadal pięknie się wybarwiają.
    Popołudniami, niskie jesienne słońce pięknie się przedziera przez nasz lasek brzozowy.
    Tworzy ciepły, nastrojowy klimat. A to w zgodzie a nadchodzącymi prognozami.
    Mają jeszcze wrócić słoneczne, miłe dni. Bardzo ich potrzebuję, bo sadzenie cebulowych nadal przede mną.
    Złote barwy w lasku brzozowym:
     A pod laskiem hortensje, w jakże pięknym, już jesiennym anturażu:

    Chłodny dziś dzień. Mam nadzieję, że było Wam przyjemnie powygrzewać się ze mną
     w cieple ogrodowej, jesiennej aury.
    Do miłego wkrótce…
  • FAJERWERKI FREDKI
    Bardzo lubię tę część rabaty z Fredką. To jedno z takich miejsc w moim ogrodzie, któremu udało mi się nadać całoroczny charakter. Co mam na myśli ?
    Ano to, że wiosną tu zachwycają tulipany, latem Fredka „kąpię się” w masie  jeżówek, a jesienią zatapia się w trawach.
    Na zimę zostawiam jej uschnięte kwiatostany jeżówek, które w białych, śnieżnych czapeczkach prezentują się równie znakomicie.
    Jesienne, niskie słońce zrobiło kilka dni temu wieczorem,
    taki oto piękny pokaz fajerwerków dla Fredki:
     
    Byłam tak zachwycona tym widokiem, że postanowiłam się z nim z Wami podzielić.
    Mam nadzieję że i Wam się spodobało.
  • WEEKEND W OGRODZIE
    Ach jakże mam dziś dobre samopoczucie!
    Po „straconym” wrześniu, kiedy sprawy rodzinne, fatalna pogoda w weekendy i choroba spowodowały, że nie było mnie w ogrodzie, te dwa dni były cudowne. Wypieliłam trzy duże rabaty = 4 taczki chwastów.
    Ledwo żyję, ale oczy mi się śmieją. Uwielbiam ten rodzaj zmęczenia po całym dniu. Co ja piszę? Po całym weekendzie
    spędzonym w ogrodzie. Dotleniona, nasłoneczniona, wygimnastykowana  i zmęczona do granic możliwości …
    CZUJĘ, ŻE ŻYJĘ !!!
    A ogród ? Ma się znakomicie. Ostatnie deszcze bardzo poprawiły kondycję naszych roślin.
    Pierwsze chłody przepięknie przebarwiły hortensje.
    W ogrodzie zaczęły królować moje ukochane pudrowe róże i fiolety.
    Zobaczcie sami, co i jak w Wilczej:
    Słoneczna rabata z rudbekiami w zachodniej części ogrodu, przypomina mi o jesiennym czasie.
    Jest inna od reszty ogrodu, ale bardzo ją lubię …
     Mam nadzieję, że i wy spędziliście miły, słoneczny weekend.
    DO MIŁEGO !!!
     
     
     
  • WILCZOGORSKIE GUACAMOLE
    A W O K A D O
     
      
    Któż nie słyszał o jego bogactwie witamin, składników odżywczych i życiodajnym działaniu na nasz organizm…
    Zawartość potasu większa niż w bananach, witaminy C, E i A – silne przeciwutleniacze,
    które mają działanie przeciwnowotworowe. Dużo witamin z grupy B, a wśród nich szczególnie cenny kwas foliowy.
    Luteina i zeaksantyna bardzo dobrze wpływająca na nasz wzrok.
    Dzięki podaniu awokado razem z pomidorami nasz organizm przyswaja kilka razy więcej antyrakowego likopenu. Chyba nie będę Was dalej przekonywać. Powiem, jak ja tę wiedzę przemieniam, na pyszny i bardzo prosty gęsty sos/pastę, którego nauczyłam się kilka lat temu, kiedy mieszkałam w Hiszpanii. Jest podobny do oryginalnego, meksykańskiego guacamole. Spożywa się go zazwyczaj na plackach typu tortilla lub podaje w miseczkach, jako przekąskę do innych dań.
    Ale trzeba przyznać, że Meksykanie dodają go do niemal każdej przystawki. Nazwa guacamole pochodzi od āhuacamolli (āhuacatl – awokado, molli – sos).
    SKŁADNIKI:
    • 4 dojrzałe awokado (kładę je wcześniej na słonecznym parapecie w kuchni na kilka dni)
    • 2 pomidory (obrane ze skóry)
    • 2 ząbki czosnki
    • 2 łyżki oliwy z oliwek
    • sok z połowy cytryny
    • poszatkowane listki świeżej kolendry
    • sól, pieprz do smaku
    Awokado obieramy ze skóry, wyjmujemy pestkę i rozgniatamy widelcem w miseczce. Dodajemy pokrojone w kosteczkę pomidory (bez skóry i bez pestek). Czosnek przeciskamy przez praskę i dodajemy razem z oliwą i wyciśniętym sokiem z połówki cytryny do pozostałych składników. Solimy i pieprzymy do smaku. Dodajemy kolendrę. Delikatnie mieszamy całość i odstawiamy do lodówki na co najmniej godzinę, żeby smaki i aromaty mogły się połączyć.
    A ja, zanim przyjdą goście, lubię go zjeść na cienkiej kromce ciemnego chleba z ziarnami. Tak zwyczajnie…
  • DOMOWE PIEGUSKI…CZYLI CIASTECZKA W KILKA CHWIL…
    Dzieci je uwielbiają, a dorośli za nimi przepadają.
    Cisto zagniata się w kilkanaście minut, potem chwilkę formuje ciasteczka i piecze na około 20 min.
    W nieco ponad pół godziny dom wypełnia cudowny, słodki zapach …
    Ich wygląd nie jest może efektowny, ale po polaniu płynną czekoladą, nabierają więcej elegancji.
    Stygną bardzo szybko i bardzo szybko znikają z naszego pojemnika na ciastka.
    Piekę je bardzo często, ale nigdy nie mamy ani nadwyżek, ani zapasów…
    SKŁADNIKI NA CIASTKA:
    – 2 szklanki mąki
    – 1/2 szklanki cukru
    – 1 cukier waniliowy (ten mniejszy)
    – 150 g miękkiego masła
    – 1 jajko
    – 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
    – 100 g drobno potłuczonej gorzkiej czekolady
    – garść orzechów (włoskie lub laskowe) lub rodzynek (albo oba składniki wg uznania)
     SKŁADNIKI NA POLEWĘ CZEKOLADOWĄ:
    • 100 g gorzkiej czekolady
    • kilka łyżek mleka do rozpuszczenia czekolady

    Masło ucieramy bardzo dokładnie z cukrem i cukrem waniliowym. Kiedy masa jest już jasna dodajemy jajko, proszek do pieczenia,  stopniowo dosypujemy mąki i dalej wyrabiamy. Kiedy ciasto jest już gotowe, dosypujemy potłuczoną czekoladę, orzechy i rodzynki. Całość delikatnie mieszamy (najlepiej łyżką). Rozgrzewamy piekarnik do temp. 180 stopni. Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia układamy nasze ciasteczka, które formujemy z małych kulek, lekko spłaszczając je dłonią. Zachowujemy co najmniej 2 cm odstępu pomiędzy ciastkami, bo one sporo „przybierają”.
    Zdarza mi się o tym zapomnieć, i moje ciasteczka się ze sobą „łączą”. Na szczęście bardzo prosto je oddzielić od siebie nożem.

    Pieczemy ciastka około 20 min. Należy obserwować, kiedy nabiorą pięknego, rumianego koloru. Po tym czasie wyciągamy je z piekarnika, studzimy i polewamy płynną czekoladą. A jak robimy tę polewę ?
    Do małego garnka o grubym dnie, wlewamy kilka łyżek mleka i dodajemy kawałki połamanej czekolady. Podgrzewamy na wolnym ogniu i cały czas mieszając doprowadzamy do całkowitego rozpuszczenia czekolady. Bardzo proste. Gotowe ciasteczka wyglądają tak:

    SMACZNEGO !!!

  • W PAJECZYNOWYM SWIECIE
    Taki mamy czas. Gdziekolwiek się nie pojawię w ogrodzie, tam pajęczyny.
    Są zwykle na rabatach, pozaczepiane o sztywniejsze rośliny. Nie przeszkadzają w niczym.
    A jeśli przeszkadzają … usuwam je długim patykiem po to, aby za dzień lub dwa,
    pracowite pajączki znów je misternie odbudowały. Ależ one wytrwałe.
    Na jednej z moich jesiennych rabat,  obsadzonej hortensjami, rozchodnikami i astrami
    (nazywam ją tak, bo właśnie teraz najpiękniejsza) dostrzegłam coś szczególnego.
    Odkryłam „rodzinne” zbiegowisko – 3 pajęczyny w jednym miejscu.
    W innym miejscu, na rabacie a astrami, mgła spowiła jedną z pajęczynek.
    Za to właśnie uwielbiam wczesne poranki w ogrodzie…
    Za jakiś czas znów zajrzałam pod tę pajęczynę. Mgły już nie było ale za to takiego oto „gościa” spotkałam:
    Wiem, że nie wszyscy się lubią z pajączkami. Mam nadzieje, że udało mi się Wam pokazać tę piękniejszą stronę „pajęczynowego świata”. Do miłego.
  • DROBNE CEBULOWE ZAKUPY
    I rzeczywiście są drobne. 60 malutkich cebulek – nie zamęczę się przy sadzeniu 🙂
    Czytuję tu i ówdzie o dziesiątkach i setkach cebulowych kupowanych przez „szalone ogrodniczki”.
    To w istocie pozytywne. Wiem, jaką radość dają  cudowne, kolorowe, wiosenne rabaty, obsadzone cebulowymi.
    Trochę tylko martwi ich bardzo szybkie „znikanie” z ogrodu. Mam na myśli w szczególności tulipany.
    W minionych latach kupiłam ich kilkadziesiąt cebul. Przeróżnej maści i w różnych konfiguracjach kolorystycznych.
    Nie ma już po nich śladu. Czy należy je teraz taktować jak coroczną, nietrwałą dekorację ogrodów ?
    Tak mi to wygląda. Niestety.
    Niby to nie są jakieś wielkie koszty, ale masa robi cenę, a ja jakoś nie mogę w sobie wyrobić tego przekonania, że to tylko na jeden sezon. Nie znoszę wyrzucania roślin, czy cebul z ogrodu. Do czego innego byłam przyzwyczajona. Bo tak.
    Mam w jednym z narożników ogrodu forsycję,  którą razem z moją mamą sadziłam (z 1 patyczka) 10 lat temu.
    Kiedy ją zakopywałyśmy, mama wcisnęła w ziemię kilka czerwonych i żółtych tulipanów, które przywiozła ze swojego ogródka. Spodziewam się, że one rosły tam też co najmniej kilka wcześniejszych lat. Dlaczego o tym piszę ? Bo minęło kolejne 10 lat…Forsycja się bardzo rozrosła. Nie daję rady sięgnąć do tych tulipanów, żeby zgodnie ze sztuką odłamać końcówkę, kiedy przekwitną, nawozić w odpowiednim czasie, a już na pewno nie mam szans ich wykopywać, suszyć i wsadzać z powrotem co sezon. I co ? I kwitną przepięknie od lat. Wspaniale, wiernie, nieprzemijająco.
    Czyli co ? Będąc rozczarowaną nowymi odmianami tulipanów, które cieszą w ogrodzie tylko jeden sezon,
    nie potrafię iść z duchem dzisiejszych czasów ? Martwi mnie, że większość produktów „tylko na chwilę”.
    Niektóre z definicji mają się zepsuć po 2-3 latach … a moje ukochane rośliny ? Część już genetycznie zmodyfikowanych, pięknych tylko przez sezon lub dwa  … Nie bawię się tak 😦
    Lubię nowoczesność, ale i trwałość. Cenię rzeczy i rośliny, które kupuję. Zwykle chcę, aby towarzyszyły mi przez wiele lat. Przywiązuję się, jestem sentymentalna. Kończąc te moje „cebulowe rozterki”, pokażę Wam co kupiłam.
    Zgodnie z tytułem posta zrobiłam tylko DROBNE CEBULOWE ZAKUPY. Dokupiłam tylko krokusy, których miałam zbyt mało. Uwielbiam również ozdobne czosnki. Cenię ich „wytrwałość” i brak skłonności do zanikania.
    Rozejrzę się jeszcze za czosnkami, a nad tulipanami się zastanowię.Czy chcę je sadzić na rabatach, czy w donicach i traktować tylko jako sezonową dekorację ?  Wielu ogrodników nas do tego przekonuje.
    Przemyślę to jeszcze. A co Wy o tym myślicie ? „Przesadzam” ?
  • NOWE KOLAZE …
      I znów naszła mnie ochota na kolaże. Niby nic wielkiego, a robię je nieustannie od lat i na dokładkę nieustannie „za mną chodzą”. Tym razem pokażę tylko troszkę końcówki lata i tylko troszkę początku jesieni. Reszta za kilka kolejnych dni.

    Dziś piękna jeżówka, astry i moje wszystkie dzielżany. Ależ one ważne w jesiennym ogrodzie.
    Cieszy każdy kwiat, a kiedy jest ich masa to uśmiech mam od ucha do ucha.
    Tego i Wam życzę !!!

    ECHINACEA ‚MOZZARELLA’

    ASTER NOVI-BELGII ‚DAUERBLAU’
    ASTER NOVI-BELGII ‚ROYAL RUBY’
    HELENIUM ‚FEUERSIEGEL’
    HELENIUM ‚HELENE GOLD’

    HELENIUM ‚RIVERTIN GEM’

    HELENIUM ‚RUBINKUPPEL’

    Wcześniejsze moje kolaże znajdziecie w TYM poście.

    p.s. w październiku i listopadzie będzie więcej postów podróżniczych, bo mam się z Wami czym dzielić, a obiecałam sobie nadrobić wszelkie zaległości. Do miłego !!!
  • SKORO WRZESIEN, TO JUZ JESIEN….
    Tegoroczną jesień rozpoczęłam od całkiem poważnej infekcji.
    Gorączka nie chciała odpuścić przez wiele dni. Potwory ból głowy, katar,
    który pochłonął 3 pudełka chusteczek. Pozostał jeszcze silny kaszel, ale ten to lubi potowarzyszyć nawet kilka tygodni.
    No nic, zaliczyłam mały falstart jesienny bo dni były ciepłe, a kilka nawet słonecznych.
    Nie udało się zrealizować żadnych planów ogrodowych, nic nie posadziłam, nic nie przesadziłam, nic nie podzieliłam
    i nie wysłałam obiecanych sadzonek, zielono-zakręconym koleżankom. Słowem, nie wystawiłam nosa z domu.
    A wszystko po to, żeby szybko dojść do siebie. Myślałam, że będą to 2-3 dni, a uciekł cały tydzień.
    A w międzyczasie przyszła jesień. Rozpieszcza ciepłym, niskim słońcem, leniwie snującymi się mgłami.
    O poranku ogród wygląda na przykład tak: jak na moje oko…pięknie, nostalgicznie, romantycznie
    Trzymajcie się zdrowo !!! Przede wszystkim zdrowo !!!
  • WIRTUALNY SPACER PO WARSZAWIE
    A właściwie jesienny spacer po moich fotografiach. Zabieram Was w kilka charakterystycznych dla naszej stolicy miejsc.
    Przedstawiam Warszawę widzianą moimi oczami, na moich fotografiach.
    Okładka jest linkiem do albumu:
    ALBUM WARSZAWA