• ŁOSOSIOWA PASTA DO KANAPEK
    Ta pasta „rozkłada moje kubki smakowe na łopatki”. Jest taka prosta, ale jaka pyszna !

    SKŁADNIKI:
    – 1/2 kg wędzonego łososia (ja kupuję w kawałkach tzw. brzuszki)
    – 2 średnie cebule
    – 6 ogórków kiszonych
    – majonez
    – sól, pieprz do smaku

    Łososia pozbawiamy skóry i wszystkich ości. Ja robię to przy pomocy widelca, którym rozdrabniam kawałki i jednocześnie usuwam ości.
    Cebule i ogórki kroję w drobną kostkę.
    Solę, pieprzę i dodaję majonez. Nie podaję ilości bo każdy musi sam zdecydować, jak jego pasta ma  być „kremowa”.
    Ja sobie nie żałuję. Uwielbiam majonez…
    Dokładnie mieszam wszystkie składniki. Gotowa pasta wygląda tak:
    A na kromce żytniego chleba tak:
    SMACZNEGO ŁOSOSIOWEGO !!!
  • PASTA JAJECZNA DO KANAPEK
    Uwielbiamy ją na śniadania, niezależnie od pory roku !!!  Szybka, pyszna i zdrowa !!!
    Wspaniałe jaja kupujemy w pobliskim, zaprzyjaźnionym gospodarstwie. Tam również zaopatrujemy się w warzywa.
    Dziś będzie nam potrzebna pyszna cebula z zaufanego źródła. Do dzieła !!!
     
    SKŁADNIKI:
    – 8-10 dużych jaj ugotowanych na twardo
    – 2-3 podsmażone cebule
    – 2-3 czubate łyżki majonezu
    – 1 łyżka śmietany
    – 1 łyżka ostrej musztardy (najlepiej Dijon lub Colman’s)
    – sól, pieprz do smaku
    – szczypiorek
     Jaja obieramy i rozdrabniamy nożem w miseczce. Dodajemy podsmażone na maśle cebule, śmietanę i musztardę.
    Wszystko dokładnie miksujemy przy użyciu blendera. Solimy i pieprzymy do smaku.
    Chętni mogą gotowe kanapki posypać szczypiorkiem.
    SMACZNEGO i do następnego….
  • KROKUSY – WIOSENNY CZAR W OGRODZIE
    Małe, niepozorne. Tylko posadzone w większych grupach robią spore wrażenie. Jakkolwiek jest, mój entuzjazm nie wygasa. Wręcz przeciwnie. Tak bardzo cieszę się z każdego, pojedynczego nawet kwiatka. A już większa kępka, powoduje moją bezgraniczną radość. W ciepłe, słoneczne dni dodatkowo można spotkać pierwsze pszczółki.
    Wiosenny raj. Czyż nie ?
  • SEZON 2015  – CZAS START

    NOWY OGRODOWY SEZON 2015 UWAŻAM ZA ROZPOCZĘTY

    W miniony weekend pogoda była tak cudowna, że rozpoczęliśmy wiosenne porządki. To był pierwszy dzień pełen słońca i ciepłej, wiosennej aury. Skowronki tak przyśpiewywały, że pracowało się przewspaniale.
    Wszystkie nożyce i sekatory poszły w ruch; 1/3 ogrodu już po „fryzjerze”:
    – przycięliśmy już dzikie róże (40 metrów bieżących) – uuuuffff….
    – prawie wszystkie hortensje (zostało może ze 30 krzaków)
    – z „grubszych spraw”: wierzby, pęcherznice, perukowce
    – kolejno „pod nóż” poszły klony i częściowo róże.

    Dziś boli mnie każdy centymetr ciała ale jakże jak lubię ten rodzaj zmęczenia i bólu. Pasja to pasja, czasem trzeba pocierpieć. Reszta ogrodu czeka na kolejny weekend.

  • W NIEBIANSKIM KOLORZE….

    Nie jest tajemnicą, że wszelki biele, niebieskości, fiolety i róże „panują wszech” w naszym ogrodzie. To moje ukochane kolory. Z nich buduję kompozycje na rabatach, to w ich otoczeniu czuję się najlepiej. Dzisiejszy dzień, który przyniósł ponad 10 stopni, pozwolił mi po raz pierwszy poczuć wiosnę na dworze. Powietrze tak pięknie pachniało. Choć nie udało mi się jeszcze rozpocząć prac w ogrodzie (zapalenie oskrzeli), pospacerowałam chwilkę pomiędzy rabatami.
    Mam już nowe sekatory i kilka par rękawiczek, które zawsze wymieniam z początkiem sezonu. Zeszłorocznym „sprzętem” usuwam wyłącznie byliny.  Większe sekatory i nożyce dezynfekujemy jesienią i właśnie teraz, z początkiem sezonu. I Wam to polecam, bo uchronicie swój ogród przed przenoszeniem chorób grzybowych w trakcie cięcia. Mam nadzieje, ze w nadchodzących dniach rozpocznę już uprzątanie ogrodu. Bardzo bym chciała. Pozostaje tylko liczyć na to, że oskrzela się wzmocnią i całkowicie wyleczą.

    Pisałam już wcześniej, że dokupiłam prymule. Białe już pokazałam w poprzednim poście, teraz czas na niebieskie. W cieniu, ich odcień jest bardziej fioletowy, ale mi to nie przeszkadza.

    Dopóki jest w gamie moich ukochanych barw, to wszystko gra.

  • BIALO W OGRODZIE …
    Zaglądacie pewnie w strachu, że znów zasypało. Nie tym razem. Dziś kwitnąca niespodzianka.
    Zrobiło się biało, ponieważ wyniosłam do ogrodu białe prymule. Na co dzień zdobią parapet w mojej kuchni. W  słoneczne i cieplejsze dni wystawiam je na kilka godzin do ogrodu, w celu hartowania. W marcu będę je wysadzała na rabaty. Robię tak każdego roku i tym samym moje prymulowa kolekcja znacznie się powiększa. Z niecierpliwością czekam też na pierwsze bratki, w które zaopatruję się dopiero w marcu. Lubię „prawdziwe”, zahartowane sadzonki, które bez problemu poradzą sobie z nocnymi przymrozkami, czy ewentualnym śniegiem. Mam gdzieś stare zdjęcie z maja, a na nim donica z bratkami, przykryta 10 cm pierzynką ze śniegu.
    Nie przepadam za marketowymi bratkami, bo niechętnie się klimatyzują na rabatach i nie wytrzymują w dobrej kondycji do końca lata. Lubię takie ich duże, rozrośnięte kępy, najchętniej w towarzystwie tulipanów i świeżej zieleni wiosennych bylin. Takie zestawienia tworzą piękne wypełnienie wiosennych rabat.  Ale się rozmarzyłam. Na razie wracajmy na rabatę z białymi prymulami. Czyż już nie jest pięknie? Prymule potrafią !
    Zaproście wiosnę do swoich ogrodów !!!
    Kwiaty z doniczek wysadzicie później do gruntu.
  • A PORANKI NADAL MROZNE
    Bezchmurne noce przynoszą piękne słoneczne dni. Tym samym mamy sytuację „coś za coś”.
    W lutym, bezchmurne noce zwykle oznaczają przymrozki. Małe, ale przymrozki. W ogrodzie nie ma śniegu. Rośliny muszą się chronić same. Mam nadzieję, że nie ucierpią zanadto. Udało mi się uchwycić kilka mroźnych kadrów, które zdają się mnie przekonywać, że takie chwile są również wyjątkowe i piękne. Każdy miesiąc ma swoje inne,
    jakże odmienne oblicze. Lutowe oblicze w „mroźnym obiektywie” jest takie…
     
  • Carex morrowii ‚Ice Dance’ – nomen omen
    A w Wilczej  ciągle jeszcze noce mroźne, a poranki lodowe. Da się jeszcze „potańczyć na lodzie”.
    Kolorowe kwiatki organizuję sobie w domu, bo przeczcież połowa lutego, nikogo nie upoważnia do wyglądania przez okno w poszukiwaniu wiosny. Trochę nas ta ciepła zima przyzwyczaiła do dobrego. Mam tylko nadzieję, że te bezśnieżne, mroźne poranki i noce, nie zaszkodzą roślinom. Szczególnie martwię się o trawy,
    ale może dadzą radę… A na razie: potańczmy na lodzie…mamy przecież luty!
     „ICE DANCE” nomen omen:
     
  • Pani Kosowa (f.Turdus merula)
     Samica kosa. Pilnuje orzechów i resztek łupin, posilając się co chwila. Kilka dni temu, słońce było tak łaskawe
    i udało się zrobić kilka lepszych zdjęć:
  • KOS (Turdus merula)
    Z zimowych, ptasich tematów, mam jeszcze dla Was Kosa (Turdus merula).
    Ustawiał się do zdjęcia, prawda ? Pozował spokojnie, dostojnie:
    …en face, lewy profil, prawy profil…elegancik, co?