• KALENDARZ OGRODNIKA – MARZEC
    Kalendarz pochodzi z mojego e-magazynu:
    (proszę najechać kursorem na nazwę – to jest link)
    Zapraszam !!!
  • CZOSNKI, CZOSNKI, CZOSNKI….
    Uwielbiam ich czarujący kolor w wiosenno-letnim ogrodzie.Przepadam za nimi w kompozycjach z innymi bylinami, z chłodnej, ale jakże eleganckiej palety barw. Biele, fiolety, lekkie błękity, winne odcienie…bardzo do mnie przemawiają.
    Czosnki zdają się tu być bardzo ważne !!! W tym sezonie dosadziłam sporo ich cebul: karatawskie, bulgarskie,
    shearocephalon, hair, caeruleum. Sadzone w sporych grupach po kilkanaście, lub po kilkadziesiąt w rzędach,
    rozbudzają moją ogrodową wyobraźnię. Mam nadzieję, że sezon 2015 będzie fioletowo-czosnkowy.
    Jeśli jeszcze nie macie u siebie w ogrodzie czosnków ozdobnych, nic straconego. Temperatury mamy wrześniowe. Cudowna jesień !!!
    W sam raz na sadzenie cebulowych, a w centrach ogrodniczych, „cebulowych przecen” bez liku. A wszystko po to, żeby towarzyszyły Wam, tak jak mi – przez cały rok. Tak ! Przez cały rok. Zobaczcie tegoroczną galerię:
    WIOSNA 
     
    LATO
    JESIEŃ
     
     ZIMA – SUCHE CZOSNKI W DOMU
  • „WILCZOGÓRSKA” ZUPA-KREM Z BURAKÓW
    Jesień, wspaniała jesień. Właśnie teraz, tyle darów. Owoce, świeże, aromatyczne warzywa, a wśród nich buraki.
    Zdrowe i pyszne. Stworzyłam z nich kolejną jesienną zupę-krem.
    Uwielbiam ją i wierzę, że i Wam przypadnie do gustu i do smaku 🙂
    Dlaczego myśląc „buraki” na myśl przychodzi tylko barszcz, albo od razu buraczki do kaczki ?
    Pomiędzy nimi jest też przecież zupa-krem. Gotujemy ?

    Wcześniej już pisałam, ale się powtórzę: zupy-krem lubię przygotowywać  na patelni typu „wok”, bo nie muszę niczego przelewać, dolewać, rozlewać… składniki bez problemu się mieszczą i bardzo prosto je później miksować. Ale jeśli jej nie macie, należy podsmażyć składniki na patelni, a później je połączyć w większym garnku.

    SKŁADNIKI:
    – 6-7 średnich buraków
    – 2 większe jabłka (najlepiej kwaśne – w typie szarej renety)
    – 3 średnie ziemniaki (obrane, pokrojone w kostkę)
    – 2 cebule pokrojone w drobną kostkę
    – 4 ząbki czosnku
    – około 1 litra bulionu warzywnego
    – kwaśna śmietana
    – przyprawy: sól, pieprz, majeranek, oregano
    – do podsmażania warzyw oliwa z oliwek

    Buraki myjemy i każdy z osobna zawijamy w folię aluminiową. Układamy na blasze w piekarniku i pieczemy 60 minut, w temp 180 stopni. Po tym czasie delikatnie rozchylamy folię i czekamy aż buraki ostygną.

    W tym czasie, podsmażamy pokrojoną cebulę i ząbki czosnku. Kolejno dodajemy obrane, pozbawione gniazd nasiennych i pokrojone w kostkę jabłka. Podsmażamy chwilkę wszystko razem.

    Ostygnięte buraki kroimy w plastry lub kostkę (nie ma to większego znaczenia),
    i wraz z ziemniakami „zsypujemy” na patelnię, na której smażyły się pozostałe składniki.

    Całość zalewamy bulionem, przyprawiamy do smaku solą, pieprzem, majerankiem, oregano
    i dusimy pod przykryciem około 30-45 min.

    Zupę dokładnie miksujemy. Sprawdzamy, czy krem jest odpowiednio doprawiony. Jeśli tak, możemy już podawać.
    Na środku każdej porcji powinna się znaleźć spora łyżka kwaśnej śmietany, którą będziemy „podjadać” łyżką razem z naszym kremem. On też doskonale smakuje z kawałkami koziego sera.

    SMACZNEGO JESIENNEGO !!!
    Czekam na informacje, czy od dziś, to również Wasz ulubiony, jesienny, burakowy krem 🙂

      

  • ALE SIĘ CIESZĘ …
    Kiedy kilka tygodni temu redakcja holenderskiego pisma ogrodniczego „TUINIEREN”
    skontaktowała się ze mną w sprawie tego bloga. Ależ mi było przyjemnie.
    W wydaniu listopad/grudzień 2014, blog znalazł się rekomendacjach, w miłym, międzynarodowym towarzystwie blogerów z Belgii i Wielkiej Brytanii:

    Nasz prywatny ogród  i umiłowanie roślin zwróciły szczególną uwagę redakcji.
    Styl życia i nasze najważniejsze pasje:  podróżnicza, kulinarna i moje szaleństwo fotograficzne oraz tysiące opublikowanych zdjęć potwierdziły, że blog: wilczagora.com warto umieścić w rubryce promującej ciekawe blogi ogrodnicze.

    JESTEM DUMNA !!!

  • Kalina koralowa / Viburnum opulus „Compactum”
    Zachwycam się nią niezmiennie, bo ona jest niesamowita. Tylko na samym blogu popełniłam kilka postów na jej temat. Często polecam ją znajomym, poszukującym ogrodowych „perełek”. Bo jak nie szaleć za kaliną , która od wiosny zachwyca pięknymi, pachnącymi białymi, baldachowatymi kwiatami, do których lgną owady. Bo jak nie czekać na setki błyszczących, czerwonych kuleczek, które wbrew informacjom podawanym w różnych źródłach, zdecydowanie SĄ przysmakiem ptaków. W Wilczej owocami kaliny zajadają się kwiczoły i kosy. A bażanty wręcz za nimi szaleją.
    Przelatują prze ogrodzenie tak długo, aż krzaki kalin nie opustoszeją całkowicie. A na koniec tych peanów, bardzo nieobiektywny argument : bo połyskujące w słońcu czerwone owoce, pozwalają sobie zrobić bardzo malownicze zdjęcia:
    a poniższe zdjęcie jest moim ulubionym, bo zdaje się mieć wyjątkowy II plan:
    A Wy ? macie już ją w swoim ogrodzie ?
  • JESIENNY SPACER PO OGRODZIE
    Nie pamiętam tak pięknego początku listopada. Dziś po południu, zobaczyłam na termometrze  18 stopni. Tak , osiemnaście stopni. Czułam wrześniową aurę, a powietrze pachniało wiosną. Wszystko się pomieszało.
    Moje cebule czosnków”Hair” wyszły z ziemi.. To akurat nie jest dobre !
    Mam mętlik w głowie. Miałam zaplanowane listopadowe lenistwo, a tu chwasty rosną na potęgę. Jeśli sobota będzie pogodna, to postaram się je „wymeldować”, ale przyznam, nie taki miałam plan na weekend !
    W całym tym pogodowym zamieszaniu, zachwyca mnie wspaniały, romantyczny, wygląd naszego ogrodu.
    Zobaczcie sami:
  • ZMIANA WARTY W WILCZEJ
    W połowie maja, w nasze najwyższe donice przed domem, wsadziłam nasze ukochane petunie:
     
    W połowie września były już przepięknie rozrośnięte i zdobiły nasz ganek z całych sił:
    Po blisko 6 miesiącach wytrwałego wzrostu i niezmiennej elegancji…nadszedł poranek, z bardzo mocnym przymrozkiem. Tym samym, nadszedł czas na zmianę dekoracji w donicach. Teraz, klimat jest bardzo jesienny ale i bardzo optymistyczny. Pozytywny pomarańcz, w sam raz na listopadowe, pochmurne dni.
    WIWAT JESIEŃ !!!
     
  • TATA I JA
    Dziś dla mnie dzień szczególny. Kolejna, 7 rocznica śmierci mojego taty. Dzień pełen dobrych wspomnień ale i tęsknoty za jego wrażliwością.
    Pracowitość i wytrwałość odziedziczyłam po mamie. Za to geny mojego taty, odpowiadają u mnie, za kreatywność
    i troskę o bardziej wrażliwe postrzeganie świata.
    Często myślę o tej mojej „różnorodności” ale chyba tak to ze mną już jest. Jestem bardzo niejednoznaczna. Kocham ład i porządek. Moja codzienność to bardzo uporządkowane, odpowiedzialne życie. Z drugiej strony, dzięki tacie, nie stronię od odrobiny romantyzmu, otulonego lekkim płaszczem artyzmu.
    Bardzo fascynuje mnie różnorodne piękno. Szukam go często w fotografii.
    Uwielbiam ten mój  „drugi świat”. Pracując ze światłem i cieniem, pokazuję na swoich fotografiach jak ja go widzę. Uwielbiam w wolnym czasie „ubierać” złote okulary taty, i w nich patrzeć na otaczający mnie świat.
    Tworzę obrazy, portrety, które zostają z innymi na zawsze. To wspaniałe uczucie.
    Tata był bardzo uzdolnionym człowiekiem. Przepięknie malował. Potrafił w kilka minut na kawałku codziennej gazety,
    wyczarować niesamowite obrazki. Pamiętam takie chwile, kiedy na moich oczach, w jednym momencie powstawał np. mały wiejski klimat: chata, walący się plot i w tle piękne wiejskie wierzby. Zawsze ołówkiem.
     Był złotnikiem. Mistrzem. Tworzył ręcznie małe cudeńka ze złota. Pracował z lupami na oczach i pieczołowicie, całymi dniami wykonywał to, co wyobraźnia kazała mu wcześniej szkicować na białych serwetkach. Właśnie tak tworzył. Potem chował te serwetki w kieszeni marynarki. Miałam szansę widzieć wiele z jego niezwykłych, pojedynczych egzemplarzy unikatowej biżuterii.
    Ja w wolnym czasie pozwalam mojej wyobraźni na wszystko, jeszcze w jednym miejscu. W naszym ogrodzie.
    Jest on moją przystanią, do której wracam po ciężkich „rejsach”. Tu odpoczywam psychicznie, nawet wtedy, kiedy ciężko w nim pracuję fizycznie. Cieszę się w ogrodzie bardzo małymi rzeczami, czasem wręcz drobiazgami, najmniejszymi kwiatkami. Wiem, że cześć osób nie byłoby w stanie ich nawet dostrzec. Ten ogród, stworzony wyłącznie sercem i duszą, stanowi najważniejsze otoczenie naszego domu. Całkowicie go okala i jest dla nas tak ważny, jak ważna jest piękna rama, do pięknego obrazu. Dbam w nim o tzw. „biżuterię ogrodową”. Donice, ozdobne kule, lampy, świece, są mi niezbędne, dla dopełnienia całości „mojego małego, ogrodowego dzieła”.  To właśnie w nim „maluję swoje obrazy”roślinami, kompozycjami, kolorami liści i kwiatów, porami roku, porami dnia i światłem słońca.
    A wracając do taty… Chciałbym mu dedykować moją IV-częściową serię zdjęć
    „AUTUMN IS THE HOUSE OF GOLD” – JESIEŃ JEST DOMEM ZŁOTA.
    To bardzo błyszcząca, jesienna kolekcja. Pełna złota i ciepłego światła.
    Wszystkie IV galerie są dostępne na blogu.
    Aby przejść do wybranej galerii, należy „kliknąć” na zdjęcie:
    PART I
    PART I
    PART II
    PART II
    PART III
    PART III
    PART IV
    PART IV
  • MRÓZ NAMALOWAŁ …
    Pierwsze przymrozki mamy za sobą. Ogród traci swoją jesienną urodę. Wszystkie rośliny wyglądają, jakby mróz posypał je popiołem. Przemijanie ? TAK, ale jakże ono bywa piękne:
  • I JESZCZE ASTRY…BO MARCINA JUZ ZA DWA DNI…
    Kolejne astry nowo-belgijskie z naszego ogrodu. Nazywają się „Dauerblau”…mają cudowny kolor i tak pięknie jeszcze kwitną. Właśnie teraz, pod koniec października.  Cieszcie się nimi ze mną, bo chyba faktycznie są „wiecznie niebieskie”: